Kazimierz Polus – Rzeźnik z Wildy cz.1 | PODCAST #21

Kazimierz Polus – to kolejny zbrodniarz, który grasował na terenie Poznania. Historia tego mordercy jest mało popularna. W internecie znaleźć można tylko jeden lub dwa artykuły na ten temat, nie ma jednak żadnych związanych ze sprawą fotografii.

Polus zabił trzy osoby, został skazany na śmierć.  Po egzekucji trafił na cmentarz na poznańskim Miłostowie. Gdy kilka miesięcy temu próbowałem odnaleźć jego miejsce pochówku, zdecydowałem, że historia tego mordercy będzie kolejnym po Edmundzie Kolanowskim tematem na odcinek oraz podcasty.

Zacząłem od akt sądowych, później przyszedł czas na doniesienia prasowe i odwiedziny miejsc, które są związane ze sprawą. Przez kilka dobrych dni żyłem historią Kazimierz Polusa.

Kazimierz Polus akta

Podcast podzieliłem na 3 części. Zaczynamy właściwie od końca, ponieważ dziś skupię się na ostatniej dokonanej zbrodni. Było to brutalne morderstwo, które wstrząsnęło Poznaniem i  doprowadziło do złapania sprawcy, który zabijał od kilkunastu lat.

Znalezisko w kartonie 

W aktach sprawy trafiłem na notatkę milicyjną z dnia 6 grudnia 1982 roku. Pozwólcie, że przytoczę Wam ją w całości:

 Na polu pomiędzy torem kolejowym a ul. Grunwaldzką leżą nagie ludzkie nogi, a opodal przy płocie karton o nieznanej zawartości. Przybyła na miejsce ekipa potwierdziła zasadność zgłoszenia. W kartonie odkryto zawiniętą w plastykowy worek głowę mężczyzny oraz kończyny górne. Głowa nosiła ślady obrażeń. Kończyny były odcięte od tułowia przy pomocy ostrego narzędzia. Nie znaleziono pomimo przeprowadzonej penetracji korpusu tego mężczyzny. Przybyły na miejsce lekarz medycyny sądowej wg oceny głowy i kończyn stwierdził, że mogą one należeć do młodego mężczyzny w wieku najwyżej 27 lat. Posiada ciemne włosy i początkowy zarost. W toku wstępnie przeprowadzonych rozmów z mieszkańcami Plewisk nie udało się zidentyfikować tego mężczyzny.  

 

Chłopiec odnajduje fragmenty ciała 

Fragmenty ciała odnaleziono w Plewiskach – niewielkiej miejscowości położonej w bezpośrednim sąsiedztwie Poznania.  Na znalezisko trafił chłopczyk o imieniu Piotr, który mieszkał w okolicy. Tego dnia wracał ze szkoły. Około godziny 13 wysiadł na pętli autobusowej autobusu nr 77. Pieszo ruszył w kierunku domu. Była to inna droga, niż ta, którą podążał kilka godzin wcześniej idąc do szkoły. Gdy zbliżał się do domu, zobaczył przedmiot, który przypominał nogę. Zaniepokojony ze strachu nie podszedł bliżej. Wrócił do domu i poczekał na powrót matki z pracy.

Gdy 15 minut później kobieta weszła do domu, malec od razu krzyknął „Mamusiu, na polu leży noga”. Jednak mamusia nie chciała w to uwierzyć. Wspólnie wyszli do sklepu, a po drodze dziecko zakomunikowało, że po powrocie pójdzie w to miejsce raz jeszcze, aby się upewnić. Tak też się stało. Tym razem chłopczyk wziął ze sobą psa. Gdy znalazł się w odległości ok. 10 metrów od tajemniczego znaleziska, nie miał żadnych wątpliwości. Zauważył jednak, że nie jest to jedna ludzka noga, a dwie. Wrócił do domu i wraz z matką udali się na miejsce. Kobieta zdała sobie sprawę, że jej syn mówił prawdę. W odległości ok. 50 metrów od ich domu leżały ludzie kończyny. A niedaleko był również karton owinięty drutem, który leżał pod płotem. Kobieta nie dotykała go, ale podejrzewała, że zawartość może być równie przerażająca. Niedługo potem zawiadomiono milicję.

Karton był tam od rana

W kartonie znajdowały się oczywiście kolejne fragmenty zwłok. Ojciec Piotrka zapewniał, że karton znajdował się tam już przed 6 rano. Gdy jechał do pracy swoim fiatem 126p, zauważył stojące pod płotem pudło. Zapamiętał to, ale nie zwrócił na ten szczegół większej uwagi. Tajemniczy karton widziała także jedna z sąsiadek ok. 5:30. Nie podeszła jednak bliżej, aby sprawdzić co jest we wnętrzu. Tłumaczyła, że ludzie często wyrzucają na tym terenie śmieci – była przekonana, że jest to odpad.

Śledztwo

Od razu sprawdzono czy na terenie Plewisk nie doszło w ostatnim czasie do zaginięcia mężczyzny. Jednak ani milicja nie otrzymała takiego zgłoszenia, ani mieszkańcy wioski nie kojarzyli takiej sytuacji.

Kazimierz Polus śledztwo

Fragmenty ciała oraz karton znalezione zostały przy pętli autobusowej. Śledczy założyli więc, że sprawca lub osoba, która pozostawiła w tym miejscu fragmenty ciała, przyjechała w to miejsce autobusem. Przesłuchano kierowcę, który jeździł na tej trasie. Zeznał on, że tego dnia w kursie przed godz. 6 rano wszyscy podróżujący wysiedli na przedostatnim przystanku. Nikt nie jechał do pętli. Było co prawda dwóch mężczyzn, którzy mieli przy sobie bagaż, który zwrócił uwagę kierowcy. Jednak nie był to pakunek, o który chodziło śledczym, a zwykłe czarne teczki.

Inny kierowca z kolei wskazał na pewnego mężczyznę, który wysiadał w tej okolicy i miał przy sobie worek. Pakunek  rozmiarami przypominał makabryczne znalezisko. Kierowca podał jego rysopis. Milicjanci poszli tym tropem. Sołtys wioski wskazał mieszkańca Plewisk, który swoim wyglądam najbardziej przypominał rysopis podany przez kierowcą autobusu. Był to 22-letni kinooperator pracujący Poznaniu. Jednak ten trop okazał się mylny.

Karton Rzeźnik z Wildy
Na kartonie sprawca pozostawił swój odcisk palca

W międzyczasie milicja zatrudniła do pomocy biegłych, którzy analizowali ślady zabezpieczone na miejscu znaleziska. Próbowano również ustalić dokładny wiek denata oraz sprawdzić, czy na rozciętych kościach istnieją ślady metali.

Gospodarz 

Jedna z hipotez założonych przez milicjantów na pierwszym etapie śledztwa zakładała, że w zdarzeniu mógł brać udział, któryś z mieszkańców miejscowości Plewiska. Po przesłuchaniu sąsiadów pojawili się kolejni podejrzani. Wytypowano 60-letniego gospodarza oraz jego syna. Mężczyzna ten był widziany przez sąsiadów, gdy wylewał na terenie przylegającym do jego posiadłości krew. Ten fakt wzbudził zainteresowanie śledczych. Okazało się jednak, że była to krew zwierzęca z uboju. Mężczyźni mieli solidne alibi. Ich garderoba została przebadana przy pomocy lampy UV, jednak nie odnaleziono śladów, mogących świadczyć o ich udziału w zbrodni. Przebadano pod tym kątem również siekierę znalezioną na terenie ich domu. Jednak na niej również nie ujawniono żadnych śladów zabójstwa człowieka.

Wizerunek w prasie

Milicjanci zdecydowali, aby opublikować wizerunek denata w lokalnych mediach. Obok lakonicznej informacji dotyczącej znalezionych fragmentów zwłok są również 3 zdjęcia głowy tego mężczyzny.

Karton w Plewiskach Polus Kazimierz
Informacja o znalezisku pojawiła się w lokalnych dziennikach

Publikacja w lokalnym dzienniku przyniosła efekty. 17 grudnia 1982 roku na komendę, zadzwonili pracownicy inwalidzkiej spółdzielni pracy. Rozpoznali oni na zdjęciach 21-letniego Janusza B., z którym pracowali. Mężczyzna ten nie był widziany przez kilka ostatnich dni, a przed zniknięciem mówił im o wyjeździe za granicę. Wspominał również o problemie z wyegzekwowaniem dużej ilości pieniędzy od nieznanego mężczyzny.

Patrol milicji pojechał do mieszkania Janusza B. Rozpytano sąsiadów i ustalono, że nie pojawił się on tam przez ostatnie trzy tygodnie. Zdecydowano o przeszukaniu mieszkania – tam znaleziono odręczne zapiski, które doprowadziły do Kazimierza Polusa.

Ofiara to Janusz B.

Zamordowany mężczyzna pracował z Kazimierzem Polusem w MPK w 1982 roku przy myciu wagonów. 21-letni mężczyzna był niedorozwinięty. Znajomi  wspominali go jako chłopca uczynnego i spokojnego. Mieszkał z matką, która chorowała na schizofrenie, przez co przez większość czasu przebywała w szpitalu. Zwierzał się Kazimierzowi, że nie jest zadowolony z pracy w MPK. Z czasem mężczyźni zawierają bliską znajomość. Janusz zaczyna bywać u Plusa w domu. Kazimierz proponuje mu kilka razy seks, ale młody mężczyzna zawsze odmawia.

Polus dowiedział się, że Janusz posiada dużego majątku. Młody mężczyzna od dłuższego czasu miał kupować różne towary pochodzenia zagranicznego.

Janusz był chorowity, często powtarzał, że chciałby się leczyć za granicą. Kazimierz obiecał mu załatwienie wyjazdu do Danii, zaznaczył jednak, że będzie to kosztowne. Jednak to nie było problemem dla lekko upośledzonego mężczyzny.

Kapitan w Gdańsku 

Kazimierz Polus opowiedział, że ma znajomego kapitana  w Gdańsku. Ten człowiek miał załatwić lewe paszporty. Na ten cel wyciągnął od łatwowiernego 21-latka 24 tysiące złotych. Januszowi zależało na czasie – chciał wyjechać do Danii jak najszybciej. Poganiał Kazimierza, przez co ich relacje stawały się coraz bardziej nerwowe.

Oczywiście cała historia  z kapitanem była tylko wytworem wyobraźni. Polus nie znał nikogo, kto mógłby pomóc w wyjeździe do za granicę. Pieniądze, które dostał na paszporty szybko wydał na dwa piecyki elektryczne, 2 lampy i radio marki „Beskidy”.

Już wtedy po raz pierwszy pojawia się u Kazika myśl o zabójstwie Janusza B.

W tym samym czasie Kazimierz Polus spotyka się z niepełnoletnim Dariuszem, którego poznał po wyjściu z zakładu karnego w 1980 roku. Dochodziło między nimi do kontaktów seksualnych. To właśnie tego chłopaka Polus wykorzystał do obrabowania mieszkania swojej przyszłej ofiary.

Kradzież z mieszkania

Kazimierz cały czas myślał o majątku Janusza. Wiedział, że w jego mieszkaniu znajduje się wiele cennych przedmiotów. Pewnej nocy zaprosił go do swojego mieszkania. W nocy, gdy ten zasnął wykradł mu klucze od domu, które przekazał Dariuszowi. Ten udał się pod wskazany adres. Pomocnik Polusa miał pewność, że mieszkanie będzie w tym czasie puste. Dariusz udał się na ul. Kossaka, okazało się, że klucz nie pasuje, ale udało się wejść do środka przez rozbite okno. Odszukał i zabrał towary zagraniczne – czekolada, papierosy, żyletki, zegarek za 10 tysięcy. Skradzione przedmioty Dariusz przyniósł do Polusa jeszcze tej samej nocy. Klucze do mieszkania wróciły do kieszeni odzieży należącej do Janusza..Kazimierz niektóre produkty sprzedał, a inne zachował dla siebie.

Data wyjazdu

Janusz wciąż naciska na jak najszybszy wyjazd do Danii. Pod presją Polus podaje konkretną datę wyjazdu. Był to 15 stycznia 1983 roku. Niestety jak się później okazało, w tym czasie Janusz od ponad miesiąca już nie żył, a sprawca tej strasznej zbrodni siedział już w areszcie.

21-letni mężczyzna naprawdę wierzył, że wyjazd dojdzie do skutku. Świadczyć może o tym zapis w podręcznym kalendarzyku żołnierskim, który znajduje się w aktach tej sprawy. Na jednej ze stron na samej górze widnieje wyblakły zapisek w niebieskim kolorze 15.01.1983 – sobota, wyjazd z Polski. Ten kalendarzyk stał się później ważnym dowodem.

Kazimierz Polus zabija 

3 grudnia 1982 roku Janusz przynosi kolejne pieniądze przeznaczone na wyjazd. Tym razem to znacznie większa kwota, bo aż 70 tysięcy złotych. Mężczyzna jest gotowy na podróż do Trójmiasta. Ma ze sobą walizkę z rzeczami osobistymi. Gdy Polus zobaczył tak dużą sumę pieniędzy, zdecydował się zabić.

Mężczyźni najpierw wspólnie sprzątają schody domu, w którym mieszka Polus. Potem Janusz idzie się umyć. Rozbiera się do majtek. Jest odwrócony do Polusa tyłem. Mężczyźni rozmawiają w tym czasie o nadchodzącej podróży. Kazimierz wspomina, że sytuacja właściwie nie jest pewna. Wszystko zależy od tego, czy uda  się spotkać kapitana, który rzekomo ma przekazać dokumenty oraz umożliwić ucieczkę do za granicę.

Janusz zaczyna nabierać podejrzeń. Kazimierz zdaje sobie sprawę, że kłamstwo wkrótce może wyjść na jaw. W pewnym momencie łapie za siekierę i metalowym obuchem i kilkukrotnie uderza w głowę swoją ofiarę.

W zeznaniach wspomina później, że były to 2 uderzenia. Jednak według opinii biegłego, morderca uderzył przynajmniej 5 razy. Później zaciska ręce na szyi 21-latka i zaczyna dusić. Janusz zostaje zamordowany. Kazimierz przez całą noc rozmyśla co zrobić z ciałem.

Poprzednie zbrodnie 

Było to już trzecie zabójstwa na koncie Polusa. W przypadku pierwszej zbrodni, do której doszło 12 lat wcześniej, Kazimierz wyniósł zwłoki na wysypisko śmieci. Ciało odnaleziono dopiero kilka miesięcy później.. Zwłoki swojej drugiej ofiary 8 lat wcześniej zakopał. Taki sposób ukrycia ciała również zapewnił mu wieloletnią bezkarność. O szczegółach tych zdarzeń opowiem w następnym odcinku.

Rzeź w mieszkaniu Kazimierza 

Jednak 3 grudnia 1982 roku Polus podjął zupełnie inną decyzją. Za pomocą siekiery, której kilka godzin wcześniej użył do zabójstwa, jak również sprężynowego noża rozkawałkował zwłoki. Zdecydował, że będzie to najlepszy sposób, aby pozbyć się ciała. Transport zwłok w częściach wydaje się łatwiejszy do zrealizowania.

Najpierw odcina głowę i ręce, które pakuje do kartonu. Wcześniej owija wszystko folią.

Do innego większego kartonu wkłada korpus. Z kolei nogi trafiają do oddzielnego worka. Po wszystkim Polus czyści całe mieszkanie wodą z mydłem. Robi to dokładnie, ponieważ przy pierwszym przeszukaniu mieszkania przez milicjantów, do którego dochodzi miesiąc później, technicy nie zwracają uwagi na nic niepokojącego. Dopiero za drugim razem przy wykorzystaniu specjalnej lampy UV pojawiają się ślady krwi, które widocznie były niemal wszędzie.

Kazimierz rozczłonkował zwłoki w kuchni swojego mieszkaniu. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak wyglądało to miejsce po dokonanej przez Polusa rzezi. Dokumenty, które miał przy sobie zamordowany spalił. Do pieca wrzucił także jedno z narzędzi zbrodni – siekierę. Nóż sprężynowy ulokował w piwnicy. W miejscu, w którym przechowywano węgiel.

Kwatera mordercy

Mieszkanie Kazimierza Polusa

Nie niektórych fotografiach można zauważyć przebiegającego kotka. Słodki zwierzak był bardzo ważny dla Kazimierza. Jeden z prowadzących wówczas śledztwo milicjantów po latach powiadał, że zbrodniarz troszczył się tylko o to zwierzątko. Po aresztowaniu często pytał co się dzieje z jego kotem. Podczas zatrzymania czule się z nim żegnał, a na do widzenia dał mu nawet buziaka. Kotka nigdy już nie zobaczył.

Wywiezienie zwłok

Wróćmy jednak do ostatniej trzeciej zbrodni, której dokonał Kazimierz. A raczej sposobu pozbycia się ciała. Dzień po zabójstwie, wieczorem bierze ze sobą karton z głową i rękami oraz worek z nogami i idzie na postój taksówek na ul. Rolną. Jedzie w kierunku Junikowa i wysiada na peryferiach Poznania. Po krótkiej wędrówce wyrzuca karton. Nogi wysypuje z worka i pozostawia je na ziemi.

Wraca do domu. Musi się pozbyć jeszcze jednego pakunku. Ostatni, ale największy karton, zawiera korpus denata. Tym razem wybiera przeciwny kierunek miasta. Pod wsią Łęczyca nieopodal Lubonia koło przystanku autobusowego wysiada z taksówki. W rowie wyrzuca karton, przykrywając go jeszcze kawałkiem starej kołdry, którą zabrał ze sobą z mieszkania.

Trzecia paczka zawierająca korpus nie została znaleziona przez przypadkowego przechodnia tak jak wcześniejsze pakunki. Milicjanci trafiają na nią dopiero po zatrzymaniu Polusa, gdy ten przyznaje się już do popełnienia zbrodni i wskazuje miejsce porzucenia kartonu, w którym znajduje się tors 21- letniego Janusza B.

Trzy dni po dokonanym zabójstwie rozpoczyna wydawać pieniądze, które przeznaczone były na wyjazd Janusza do Danii. 40 z 70 tysięcy Polus wpłaca na książeczkę oszczędnościową w banku PKO. Pozostałe pieniądze przez kilka kolejnych dni na bieżąco wydaje na własne zachcianki.

Walizka

Janusz B. przyszedł do mieszkania Polusa nie tylko z pieniędzmi, ale również z walizką. Miał już przygotowane rzeczy na wyjazd. Trzy dni po zabójstwie Kazimierz zanosi tę walizkę do mieszkającej ulicę dalej znajomej – Adrianny. Prosi o przechowanie bagażu, tłumacząc, że nie może dostać się do własnego mieszkania przez uszkodzony klucz. Kobieta przechowuje walizkę, nie znając historii jej właściciela. Po bagaż kilka tygodni później przychodzą milicjanci, którzy zostają skierowani do pani Adrianny przez samego Kazimierza.

Zatrzymanie

Polus zostaje zatrzymany 5 stycznia 1983 roku, a więc miesiąc po dokonanej zbrodni. 5 dni później przyznaje się do zabójstwa Janusza B, po kolejnych 11 dniach spędzonych w areszcie opowiada także  o dwóch innych dokonanych zabójstwach, których dopuścił się 13 i 8 lat wcześniej. Chodzi 8-latka ze Szczecina oraz 17-latka, którego ciało ukrył w okolicy jeziora Maltańskiego. Szczegóły tych spraw przedstawię w następnym odcinku.

Proces w Poznaniu Kazimierza Polusa
Lokalne dzienniki relacjonowały proces zabójcy

3 KOMENTARZE

  1. Kilka małych błędów:
    Janusz zaczyna bywać u Plusa w domu.
    Polus dowiedział się, że Janusz posiada dużego majątku.
    Klucze do mieszkania wróciły do kieszeni odzieży należącej do Janusza.. (dwie kropki)
    Wszystko zależy od tego, czy uda się spotkać kapitana, który rzekomo ma przekazać dokumenty oraz umożliwić ucieczkę do za granicę.
    W pewnym momencie łapie za siekierę i metalowym obuchem i kilkukrotnie uderza w głowę swoją ofiarę.
    Ciało odnaleziono dopiero kilka miesięcy później.. (dwie kropki)

    Jak zwykle świetny materiał 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here