samobójstwo czy morderstwo

W powietrzu unosi się woń zgniłych migdałów. Charakterystyczna, gorzka, lekko słodka. Jest obecna wszędzie w mieszkaniu. Podobnie jak zapach śmierci. Woń migdałów od początku była odpowiedzią, jednak ignorowaną przez służby mające zabezpieczyć ślady w mieszkaniu. Przepowiadała, że prawda, która jest na wyciągnięcie ręki, również będzie ignorowana – przez kolejnych 10 lat. A może i dłużej.

Tekst w formie audio jako podcast można znaleźć na:

Kryminatorium iTunes
Kryminatorium Spotify

Wyniki toksykologiczne wykazały, że 29-letnia Małgorzata Śnieguła zmarła w wyniku zażycia cyjanku. Stąd wziął się specyficzny zapach migdałów? Jest kilka odmian tych orzechów: słodkie, lekko gorzkie i gorzkie. Pierwszy rodzaj nie jest niebezpieczny. Jednak gorzkie mogą zawierać właśnie cyjanek – silną truciznę. Już ich garść może wywołać nudności, zawroty głowy i uczucie dyskomfortu jamy brzusznej. W organizmie kobiety wykryto natomiast dawkę cyjanku prawie siedmiokrotnie przewyższającą tę śmiertelną.

Znalezienie ciała 

Kobieta została znaleziona martwa we własnym mieszkaniu. Jej ciało było posiniaczone w różnych miejscach: na łokciach, kolanach, a na przedramionach odbite ślady palców. Pęknięta warga. Naderwane ucho. Późniejsze, dokładniejsze badania ciała wykazały dodatkowo: otarcia i zsinienia naskórka głowy, ubytki naskórka rąk i nóg, punktowe krwawe wybroczyny w okolicy mostka. Biegły, który badał ciało ocenił, że siniaki powstały w różnym czasie – miał na to wskazywać fakt, że niektóre już zanikały. Mogły więc powstać kilka dni przed śmiercią. Szczególnie ciekawy jest dotyczący ich fragment opisu w aktach:

„Rozmieszczenie sińców (…) skutek szarpania za kończyny lub uderzania ręką po głowie, co zdarza się podczas sprzeczek rodzinnych. Jednak mogą one powstać w wielu innych okolicznościach”.

Małgorzata Śnieguła siniaki
Na ciele kobiety znajdowały się siniaki | fot. gazetasledcza.pl

Na ścianie przy zaścielonym łóżku widać ślady obfitych wymiocin, jakby lekko starte, jednak nie znaleziono żadnej ścierki. Kobieta leżała na podłodze, na brzuchu, ubrana w piżamę. Ciało było wyprostowane, a ręce, zaciśnięte w pięści, podkurczone na wysokości piersi. W jednej z nich trzymała kurczowo wyrwaną kępkę krótszych włosów.

Samobójstwo

Zastanawiające? Nie dla prokuratury, która bez wahania orzekła: samobójstwo – mimo, iż zarówno policjant, jak i lekarz anestezjolog, którzy byli wtedy w mieszkaniu, w dokumentach zaznaczyli, że nie wykluczają udziału osób trzecich.

Zrozpaczona rodzina zmarłej, która mimo wielu pism, próśb, spotkań i błagań, nie zdołała skłonić prokuratury do rzetelnych działań, zwróciła się o pomoc do wielu innych organów, m.in. do policjantów z łódzkiego Archiwum X. A ci mają własną teorię na temat przyczyny śmierci Małgorzaty Śnieguły:

„Zadaliśmy sobie pytanie, komu mogło zależeć na śmierci Małgorzaty. I odpowiedź była prosta. Ta sprawa jest bardzo ciekawa z punktu widzenia kryminalistycznego. Ciekawy jest sam mechanizm tej śmierci.”

Według nich, ktoś podstępnie otruł kobietę, podmieniając zawartość tabletki przeciwbólowej. Ten ktoś wiedział, że Małgorzata Śnieguła je zażywa, gdyż boleśnie przechodziła menstruację, a poza tym cierpiała na zapalenie ścięgna Achillesa. Gdyby było to samobójstwo, kobieta po zażyciu cyjanku nie zdążyłaby nic zrobić, a tym bardziej zatrzeć śladów. Jak powiedział jeden z policjantów:

„Nie zdążyłaby nawet podnieść słuchawki, żeby wezwać pogotowie. Trucizna działa błyskawicznie, jednak nie bezboleśnie”.

Małgorzata Śnieguła praca
Małgorzata Śnieguła pracowała w PKP Cargo | fot. gazetasledcza.pl

Brak śladów włamania 

Mieszkanie było zamknięte od wewnątrz, a klucz tkwił w zamku w drzwiach. Teoretycznie wskazywało to na samobójstwo – kobieta w mieszkaniu była sama. Nie znaleziono śladów włamania. Nieład w mieszkaniu zrobiła dopiero straż pożarna, która weszła przez okno.

Z drugiej strony, to właśnie Sylwester W., mąż ofiary, skierował ich, by wybili małe okno w kuchni i tamtędy weszli.

Poza tym śledczy nie przeszukali mieszkania dokładnie, ani nie zabezpieczyli śladów. Nie można więc założyć, że w mieszkaniu takich tropów by nie znaleziono. 

Brak kontaktu 

Małgorzata Śnieguła w momencie śmierci była 29-letnią kobietą, która zaczynała układać sobie dorosłe życie. Pracowała na kierowniczym stanowisku w PKP Cargo, a za osiągnięcia na studiach otrzymała od rodziny własne mieszkanie. Wprowadziła się do niego razem z Sylwestrem W., którego poślubiła zaledwie 2,5 miesiąca wcześniej.

To właśnie mąż wszczął alarm, gdy nie mógł dostać się do mieszkania w Skierniewicach 9 grudnia 2007 roku

Mężczyzna słyszał za zamkniętymi drzwiami oba telefony żony, na które próbował się dodzwonić, wysłał też SMSa. Nie otrzymawszy odpowiedzi, skontaktował się z jej rodzicami pytając, czy mieli tego dnia kontakt z córką.

Nie mieli. Dodatkowo niepokojące było to, że oba jej telefony słychać było w mieszkaniu, a Małgosia nigdy się z nimi nie rozstawała. Sylwester zadzwonił więc do swojego brata, który przyjechał z żoną, oraz na policję. Ponieważ drzwi wciąż nie udawało się otworzyć, policjanci wezwali straż pożarną, która weszła przez okno i otworzyła drzwi od wewnątrz.

Ślady w mieszkaniu 

Wtedy oczom wszystkich ukazał się widok zwłok leżących na podłodze na rozłożonej kołdrze. Jeden z policjantów stwierdził, że nie było w tym nic niezwykłego, gdyż sam kładzie się tak, gdy boli go kręgosłup. Dodał jednak, że w tym przypadku jest to nieco dziwne, bo kobieta była młoda, więc teoretycznie nie powinna mieć problemów z bólem pleców. Mieszkanie ponoć przeszukano, ale z akt można wywnioskować, że pobieżnie. Szukano czegoś, co mogło sprowokować wymioty ( np.: butelek po alkoholu), jednak niczego takiego nie znaleziono. Mieszkanie wyglądało na wysprzątane (choć siostra ofiary wskazywała na drobne zmiany, np. zadrapanie na drzwiach szafy czy naderwany karnisz). W lodówce znajdowało się pracochłonne ciasto, w garnku przygotowany obiad, a w pokoju wyprasowany garnitur dla męża.

W mieszkaniu, oprócz służb, mogła zostać tylko jedna osoba. Sylwester, gdy zobaczył martwą żonę, osunął się na ziemię i zrobił się cały siny. Katarzyna, żona jego brata, zdecydowała, że zostanie. Jak zeznała:

„Wyglądało to, jakby zaczęła wymiotować w łóżku i nie chcąc brudzić ściany, wychyliła się przez poręcz. Wypadła z niej i pociągnęła za sobą kołdrę. Być może uderzyła głową o ścianę i się zabiła, bo ta głowa była bardzo blisko ściany”.

 

Dodała też, że podobno Małgorzacie zdarzało się ostatnio wymiotować, a rodzina podejrzewała, że może być to wynikiem ciąży. Sama zainteresowana ponoć protestowała twierdząc, że zaszkodziła jej stara jajecznica.

Błędy i zaniedbania 

Jak mówi w programie „Państwo w państwie” emitowanym w telewizji Polsat  emerytowany policjant, Janusz Bartkiewicz:

„W pierwszej kolejności zabezpiecza się ślady, a mieszkanie jest zaplombowane. Nikt nie może tam wejść”.

Tymczasem technik kryminalistyki, który w dniu śmierci był w mieszkaniu mówi: „Nie pamiętam nawet, czy kołdra była zabezpieczana”, a zaledwie trzy dni po śmierci Małgorzaty następuje przekazanie kluczy Sylwestrowi W. Rodzina zmarłej stanowczo protestowała przeciwko temu, jednak pozostało to zignorowane. Klucze odebrał Sylwester. Tego samego dnia jego matka wyprała kołdrę, na której znaleziono Małgorzatę, a na której były ślady krwi i wymiocin. Tłumaczyła to tym, że nikt im nie powiedział, że czegoś nie mogą sprzątać, więc uznali, że działania policji zostały zakończone. Trzy dni po tragicznej i niewyjaśnionej jeszcze śmierci stracono wszelkie ślady.

Gosia Śnieguła zbrodnia
W śledztwie doszło do wielu zaniedbań | fot. gazetasledcza.pl

Błędy w tej sprawie prokuraturze zdarzają się zadziwiająco często. Oprócz nie zabezpieczenia dowodów, w aktach nie figuruje wiele istotnych informacji na temat stanu ciała, np. brak adnotacji o ubytku włosów na głowie Małgorzaty, a ślady linii papilarnych w ogóle nie zostały zdjęte. W dodatku wyniki badań toksykologicznych, które pojawiają się 28 marca 2008, do rodziny trafią dopiero w maju. Zaczyna się podejrzenie samobójstwa, a właściwie założenie tego przez prokurator. Od tej pory na wszystkie zeznania i ślady będzie patrzeć pod tym kątem, by dopasować je do własnej teorii.

Śledztwo

Przy takim sposobie zarządzania sprawą, 11 grudnia 2007 roku rusza śledztwo. Prowadzi je prokurator rejonowy w Skierniewicach. Rozpoczyna je od wysłania pisma do rodziców Małgorzaty z pytaniem, czy nie wiedzą, gdzie jest piżama, w której znaleziono ofiarę.

Prokuratura, która gubi tak istotne w sprawie przedmioty już na początku śledztwa? Brzmi to jak kiepski żart. Tymczasem była to przerażająca prawda, która nie wróżyła niczego dobrego.

Lekarz stwierdził zgon na 12 godzin przed znalezieniem ciała, więc Małgorzata Śnieguła zmarła ok. 4:30 w nocy z soboty (8.12.07) na niedzielę (09.12.07).

Znajomi o ofierze

W książce „Zbrodnie prawie doskonałe” Izy Michalewicz można znaleźć też opinie koleżanek z pracy Małgorzaty Śnieguły. Ich wspomnienia rzucają ciekawe światło na sprawę i wyjawiają kolejne tajemnice. Okazuje się np., że Małgorzata Śnieguła wcale nie była tak radosna i szczęśliwa w dniu śmierci, jak utrzymuje rodzina. A może była to przybrana przez nią maska.

Koleżanki utrzymują, że kobieta słynęła ze swojego perfekcjonizmu. Zawsze była nienagannie ubrana, umalowana delikatnie, nigdy nie wyróżniała się krzykliwością w stroju czy zachowaniu. Natomiast parę dni przed śmiercią coś się zmieniło. Do pracy zaczęła przychodzić w czerwonym swetrze z golfem i jeansach. Wzbudziło to spore zaskoczenie otoczenia, przyzwyczajonego do eleganckich garniturków koleżanki: „Jakby wzięła to co miała akurat pod ręką”.

Druga zmiana dotyczyła zachowania dziewczyny. Była przygaszona, smutna, zamyślona. Jedna z koleżanek powie, że taka zostanie w jej pamięci w tych ostatnich dniach. W dodatku niedługo przed śmiercią zaczęła popalać papierosy, co nigdy nie zdarzało się jej wcześniej. Zaczęła nawet wspominać o tym, że małżeństwo jej nie służy, jednak bez podawania konkretów.

Trudne dzieciństwo

dziewczynka z misiem
Rodzice mieli wysokie oczekiwania względem małej Małgosi

Koleżanki z pracy często były powierniczkami sekretów Małgorzaty. Dowiedziały się o niełatwym dzieciństwie, pełnym trudu wiecznego zadowalania rodziców i próby przeskoczenia wysokiej poprzeczki ich oczekiwań. Dziewczyna wyrastała w domu chłodnym i w emocjonalnej pustce. Nie miała koleżanek, rodzice nie byli dla niej oparciem, brakowało jej zwykłego, ludzkiego ciepła i zainteresowania. Zwierzyła się koleżankom, że bardzo lubi swojego teścia, który pieszczotliwie zwraca się do niej „córunia”. Jej własna rodzina nie była szczęśliwa, ale jedyną osobą, dla której wracała na wieś, jak sama mówiła, była jej babcia, która opiekowała się wnuczką od czasu, gdy ta skończyła 5 miesięcy. Ukochana wnuczka zawsze mogła liczyć na babcię. To właśnie ona, wraz z mężem, kupili Małgosi mieszkanie w Skierniewicach, żeby mogła się usamodzielnić.

Problemy rodzinne 

Rodzina Śniegułów też skrywa własne tajemnice. Ojciec zostawił matkę Małgosi, kiedy dziewczynka przyszła na świat. Po kilku latach jednak matka przyjęła go z powrotem. Po alkoholu podobno był agresywny i znęcał się nad babcią. Miał pretensje do Małgosi o to, że staje po jej stronie. Matka natomiast zawsze była chłodna i niedostępna, nigdy jej nie przytulała.

Odtwarzając ostatnie dni życia Małgorzaty wszelkie informacje kończą się na piątku (7.12). Wiadomo, że kobieta była wtedy apatyczna, ubrana ponownie w czerwony golf, z którym nie rozstawała się od pewnego czasu. Została w pracy po godzinach, a później wróciła do domu do Skierniewic.

Zeznania świadków 

Rodzina twierdzi, że byli ze sobą w stałym kontakcie, a Małgorzata Śnieguła dzwoniła do nich codziennie. Tym bardziej, skoro męża nie było, to zadzwoniłaby do rodziców lub sióstr. Nie zrobiła tego jednak. Są jednak przesłanki, które świadczą o tym, że Małgorzata Śnieguła nie była wtedy sama.

Jedna z sąsiadek Małgosi powiedziała jej ojcu, że była wtedy tak straszna awantura, że aż włączyła telewizję, by tego nie słuchać. Przy policji wycofała się jednak z tego wspomnienia. Powiedziała, że niczego takiego nie było. Gdy kolejny raz spotkała ojca swojej dawnej sąsiadki, powiedziała, że nie chce mówić na ten temat. Czyżby ktoś ją zastraszył? Przekupił?

Jednak pozostałe sąsiadki również twierdziły, że nic nie słyszały, jakby nikogo nie było w domu, a przez cały weekend były na miejscu. Jedna z nich tylko w piątek słyszała odgłos obcasów Małgosi, która w mieszkaniu chodziła w szpilkach.

Ta sama sąsiadka, która wycofała się z zeznań przyznała, że następnego dnia po nocnej awanturze usłyszała z góry głuche tąpnięcie, jakby coś ciężkiego upadło na podłogę.

Ślady obuwia 

ślady zbrodni buty
Przed mieszkaniem widocznie były ślady zabłoconych butów

Jest jednak jeszcze jedna ciekawa rzecz, którą prokuratura znów zignorowała – były to ślady zabłoconych butów, które pojawiły się tam i prowadziły do mieszkania Małgosi. Sąsiedzi mieszkający naprzeciwko Małgosi zapamiętali, że były to duże ślady butów na grubej podeszwie (np. gumiaków), które musiały być zabłocone „jakby gliną z budowy”, jak oceni sąsiad. Niestety następnego dnia ślady zniknęły – prawdopodobnie zajęła się nimi sprzątaczka.

Mąż Gosi, Sylwester W. ma alibi – pojechał do domu rodziców. W piątek oglądali z kolegami płytę z wesela. W zeznaniach jeden z mężczyzn przyznał, że było to trochę dziwne, że Gosi nie było z nimi, ale wtedy się nad tym nie zastanawiał.

Ważna rozmowa

Zachowanie Gosi przed śmiercią było podejrzane | fot. skierniewice.naszemiasto.pl

Następnego dnia, 8.12.2007 r. w sobotę Małgorzata Śnieguła  dzwoni zdenerwowana do domu – szuka matki, z którą chce koniecznie porozmawiać. Udaje się z nią połączyć, jednak matka nie ma teraz dla niej czasu, gdyż jest z ojcem na targu i mają pilne sprawunki do załatwienia, by móc sprzedawać warzywa na giełdzie. Małgorzata Śnieguła ponoć wypowiada słowa, że „nie spała do 5 rano, bo była awantura”. Najwyraźniej koniecznie chce coś matce przekazać, porozmawiać. Poszukać wsparcia, rady. Nie otrzymuje jej. Rodzice spieszą się i nie zajeżdżają już do córki. Porozmawiają jeszcze raz tego samego dnia, ale na tematy codzienne,błahe. Do tematu awantury nie wróciły.

Z kolei babcia Małgorzaty przypomni sobie, że na 2 tygodnie przed tragedią dziewczyna była smutna i jakby nieobecna. Kiedy zostały na chwilę same, powiedziała, że ma dosyć tego małżeństwa i że boi się swojego męża. Tylko tyle zdołała powiedzieć, bo chwilę później w progu kuchni stali już Sylwester z jej ojcem.

Małgorzata Śnieguła przed śmiercią podpisała polisę 

Okazuje się, że tydzień przed śmiercią Małgorzata Śnieguła podpisała polisę ubezpieczeniową na życie na kwotę 100 tys zł (w razie śmierci tragicznej – na dwukrotność tej kwoty). Już wcześniej była ubezpieczona, ale osobą uposażoną (czyli taką, której wypłaci się odszkodowanie w przypadku śmierci ubezpieczonego) była jej matka. Teraz zamiast niej w dokumentach widniał Sylwester W. W drugiej polisie, zawartej w lipcu, również figurował on.

Co ciekawe, Małgorzata Śnieguła ponoć pytała go, co by zrobił, gdyby coś jej się stało. Zaledwie tydzień po śmierci Sylwester zgłasza się do ubezpieczalni z wnioskiem o wypłacenie odszkodowania. Pieniędzy jednak nie otrzymuje, gdyż przyczyny śmierci są niejasne. Ubezpieczalnia zwleka więc z przekazaniem pieniędzy. Prawnie na wypłatę mają 30 dni, a ten czas mija 18.01.2008 roku. Sylwester pisze pisma i walczy o pieniądze oraz odsetki za zwłokę.

Początek znajomości z mężem

Małgorzatę i Sylwestra poznała Katarzyna, czyli przyszła żona jego brata. Ponieważ Sylwester nie miał z kim iść na wesele, Małgorzata Śnieguła zgodziła się pójść z nim. Mimo, że  zwierzyła się siostrze, że nie za bardzo jej się podoba, zaczęli się spotykać. Ponoć Małgosia się zakochała, choć koleżanki twierdzą, że często w ich obecności krytykowała swojego przyszłego męża. Sylwek nie okazywał jej uczuć w miejscach publicznych – nie obejmował, nie całował. Prezenty sprawiał bardzo praktyczne, np. sprzęt AGD. Nigdy nie dostała od niego kwiatów czy perfum. Wydawało jej się, że postrzega ją jako „kuchtę”, a nie – kobietę. A tego jej brakowało. Poza tym nie dbał o to, jak był ubrany, np. nosił za krótkie spodnie, a dla niej – perfekcjonistki – było to nie do pomyślenia. Dawał jej natomiast dużo niezależności i motywował do samokształcenia i dalszej nauki. Wyjeżdżała do Wrocławia na całe weekendy, by studiować, a i on miał swoje wyjazdy, w tym na działkę, gdzie budował dom.

Wspólny dom 

Ten dom również był kością niezgody. Małgorzata i Sylwester planowali wziąć razem kredyt na dalsze budowanie domu w Chrobotach, więc ta pierwsza poprosiła o dopisanie jej do księgi wieczystej. Dodatkowo ojciec dziewczyny „dał drzewo na dach” o wartości 30 tys. zł, a ona sama kupiła jeszcze samochód.

Matka Sylwestra była jednak oburzona tą prośbą i jej sympatia do przyszłej synowej momentalnie wyparowała. W rozmowie z córką komentowała, że Małgorzacie spieszy się do pieniędzy męża. Zaczęły zastanawiać się, czy ten związek będzie dla niego korzystny. Sylwester był zamożny z domu, gdyż jego rodzina miała sporo ziemi, a jej część sprzedali pod budowę autostrady.

Nie tylko rodzina W. miała swoje obiekcje. Matka Małgosi nie przepadała z kolei za Sylwestrem – uważała go za prostego człowieka bez polotu i wykształcenia, a jednocześnie uważała, że jego rodzina to za wysokie progi dla jej córki.

Była dziewczyna Sylwestra

była dziewczyna
Czy była dziewczyna Sylwka była o niego zazdrosna?

W tej historii ważna jest także kwestia niejakiej Agnieszki S., którą prokuratura w swym śledztwie praktycznie zupełnie pominęła. Agnieszka to niespełniona miłość Sylwestra i jego dawna dziewczyna. Byli ze sobą z przerwami w sumie 9 lat: 4 pełne, a przez kolejnych pięć schodzili się i rozstawali. Matka Sylwestra była przeciwna temu związkowi, gdyż Agnieszka nie była odpowiednią partią: nie pochodziła z „dobrego domu”. Matka wymogła więc na synu zerwanie z Agnieszką i pilnowała tego wyjątkowo konsekwentnie.

Dziewczyna jednak nie zniknęła z życia Sylwestra, a gdy ten zaczął spotykać się z Małgosią, Agnieszka zaczęła śledzić ten temat z wielkim zacięciem i nie licząc się z kosztami. Wynajęła ludzi, którzy podszyli się pod Sylwka i Małgosię i odwołali rezerwację sali na wesele. Namówiła też koleżankę, by ta pojechała do kościoła i nagrywała przysięgę, bo chciała wiedzieć, czy Sylwester zawaha się podczas jej wypowiadania. Dodatkowo to prawdopodobnie ona dręczyła Małgorzatę głuchymi telefonami. Ponoć raz w telefonie zabrzmiał damski głos, który wypowiedział:

„Skoro ja nie mogę go mieć, to ty też nie będziesz!”.

Małgorzata Śnieguła dowiedziała się o tym, że Sylwester ma częsty kontakt ze swoją byłą dziewczyną. Około 2 miesiące przed ślubem zwierzyła się z tego koleżankom z pracy.

Związek emocjonalny 

Po jej śmierci biegli zbadali częstotliwość kontaktów esemesowych Sylwestra z Agnieszką. Ich pora (najczęściej nocna) i ilość sprawiły, że zeznania Sylwestra stały się niewiarygodne. Był blisko związany emocjonalnie ze swoją byłą dziewczyną. Adwokat rodziny Śniegułów wskazywał, że nie wykonano żadnych czynności, by sprawdzić, co naprawdę łączy tych dwoje. Dowodził też, że zachowanie męża Małgorzaty było nielogiczne – 7 i 8 grudnia kontaktowała się z nim kilka razy, natomiast 9 w ogóle i nie wywołało to żadnej jego reakcji. Mimo, że nie ustalili, kiedy wróci do domu, to będąc już pod drzwiami mieszkania, założył, co się stało, a przecież żona mogła zwyczajnie wyjść z domu po zakupy. Inną ciekawą kwestią jest to, że numer telefonu Agnieszki widniał w rejestrze kontaktów Małgorzaty, mimo, że ta pierwsza twierdziła, że nigdy ze sobą nie rozmawiały. Okaże się zresztą po czasie, że Agnieszka jest w ciąży. Mimo, że miała wtedy partnera, ten był bezpłodny. Rodzina Śniegułów zacznie więc podejrzewać, że ojcem dziecka może być Sylwester.

Tym bardziej, że po śmierci żony Sylwester wciąż szukał kontaktu z Agnieszką. Pod koniec marca 2008 roku pisał do niej esemesy podając swój „bezpieczny numer”. W treściach, którymi się wymieniają, widać żal za utraconą relacją.

Wyszło na jaw, że do kontaktów z kochanką mężczyzna miał osobną komórkę, o której jego Małgorzata Śnieguła nie wiedziała. Wiedząc, że żona mu nie ufa i sprawdza jego telefon, specjalnie zostawiał na widoku tę oficjalną, wychodząc np. do łazienki, a drugą miał stale przy sobie.

Śledczy w obliczu tak wielu rozbieżności proszą obie rodziny o poddanie się badaniu wariografem, czyli wykrywaczem kłamstw. Rodzina zamordowanej się zgadza. Rodzina Sylwestra oraz Agnieszka S. kategorycznie odmawiają.

Psycholog

Pod koniec września prokurator zajmująca się sprawą powołała biegłego psychologa, by stworzył portret psychologiczny ofiary. Były to dwie panie psycholog z imponującym dorobkiem. Obie prześledziły zaledwie fragmenty życia zmarłej, a w piśmie stwierdzą, że:

Dostępny materiał nie pozwala na odtworzenie sylwetki psychologicznej kobiety ze względu na brak danych jej rozwoju w okresie dzieciństwa i wchodzenia w wiek dorosły, charakteru jej relacji i więzi emocjonalnych w tamtym czasie, sposobów rozwiązywania sytuacji trudnych czy reakcji na stres, a także planów i aspiracji oraz hierarchii wartości”.

Biegłe wskazały też, że

„Nie ma przesłanek o żadnych traumatycznych wydarzeniach w ostatnim czasie przed śmiercią, które mogłyby pchnąć dziewczynę do targnięcia się na własne życie. Faktem jednak jest, że przeżywała co najmniej niepewność i lęk co do swojej sytuacji życiowej”.

To wszystko uniemożliwia postawienie jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy było to samobójstwo.

Umorzenie sprawy 

Małgorzata Śnieguła
Kobieta przed śmiercią mogła być podtruwana | fot. gazetasledcza.pl

30 czerwca 2009 prokuratura kolejny raz umarza sprawę. Wskazuje, że dziewczyna łatwo mogła otrzymać cyjanek, bo jest on wykorzystywany choćby w trutkach na gryzonie. Jednak obrońca rodziny ofiary wykazuje, że wbrew twierdzeniom prokuratury, cyjanek bardzo trudno dostać (a od minimum 50 lat nie jest też wykorzystywany w trutkach na szczury). Uzasadnia też, że zebrany w śledztwie materiał wskazuje na udział osób trzecich w śmierci kobiety. Nie wiedziała przecież, że tego dnia męża nie będzie w domu, więc nie mogła zaplanować samobójstwa. Poza tym bóle głowy i wymioty w ostatnim czasie przed śmiercią mogły być skutkiem podtruwania jej cyjankiem już od jakiegoś czasu. Nie mówiąc o kołdrze, której ułożenie od początku było zaskakujące. Po bolesnej agonii ciało leży dziwnie wyprostowane, a kołdra pod nim nie jest ani trochę skotłowana.

Archiwum X

Sprawa zastyga aż na dwa lata, do 2010 r, kiedy ojciec ofiary zwrócił się o pomoc do łódzkiego Archiwum X. Rodzina ponownie wysyła prośbę o wyłączenie prokurator prowadzącej. Sprawa wystartowała po raz kolejny 17 stycznia 2011. Tym razem jednak Prokuratura Apelacyjna wyznaczyła Prokuraturę Rejonową Łódź – Polesie na kontynuowanie sprawy. Prokuratorem jest Marek Słoma. Ustala, że Rafał, brat Sylwestra skończył technikum chemiczne i mógłby mieć możliwość zdobycia cyjanku potasu. W dodatku ojciec Małgorzaty przypomniał sobie, że kiedyś Rafał sprawdzał za pomocą cyjanku potasu, czy złoty naszyjnik przywieziony przez jego matkę z podróży dla Małgosi jest prawdziwy. W śledztwie potwierdza się argument mecenasa Wilka, że zdobycie cyjanku wcale nie jest takie łatwe, jak utrzymywała poprzednia prokurator prowadząca. Prokurator Słoma zleca przejrzenie połączeń telefonicznych i informacji dotyczących konta mailowego Rafała. Nie trafiają jednak na żadne ślady, więc 30 marca 2012 prokurator Słoma ponownie umarza śledztwo, a wiadomość ta dociera do rodziny 10 dni później. Rodzina znów się odwołuje, zarzucając błędy w sprawie.

W grudniu 2016 przychodzi do Śniegułów pismo z Departamentu Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Krajowej w Warszawie. Zastępca dyrektora pisze, że trzeci raz badają niewyjaśnioną sprawę śmierci M. Badając ją, zauważyli, jak wiele było przeoczeń i błędów w tej sprawie, jednak straconego czasu nie da się odzyskać, tak samo jak straconych śladów. Informuje też, że mimo tych wszystkich błędów, prokurator odpowiedzialności za nie nie poniesie. Przeprowadzone badania też podkreślają, że nie kwestionują decyzji o umorzeniu sprawy i nie dają podstaw do kontynuowania śledztwa.

Mimo to policjanci z Archiwum X wciąż działają w tej sprawie.

Dewastacja nagrobka 

Około 6 tygodni po śmierci Małgorzaty ktoś zbezcześcił jej nagrobek. Napisał też na ziemi obok: Wisła Pany. A z drugiej strony narysował 4 groby: dwa duże i dwa małe. Rodzina była pewna, że to dla nich: rodziców i pozostałych córek. Ojciec zamordowanej utrzymuje, że charakter pisma zdradził, kim był nadawca wiadomości – literę „S” tak samo pisze mąż zamordowanej.

***

Być może Małgorzata Śnieguła rzeczywiście chciała popełnić samobójstwo, ale z drugiej strony gdzie wobec tego podziały się ślady tego zamierzenia, np.: pudełko po tabletce albo szklanka z wodą czy łyżeczka. Dziewczyna  nie chciałaby umierać w męczarniach, więc nie użyłaby cyjanku sama. Być może dowiedziała  się o kochance męża i to do reszty zburzyło jej poczucie bezpieczeństwa, które zaczęła powoli odbudowywać wychodząc za mąż. Być może jest to zupełnie mylny trop. Ktoś musiał nienawidzić zarówno ją, jak i jej rodzinę do tego stopnia, że nie cofnął się przed niczym, nawet przed późniejszym zniszczeniem nagrobka.

 

 

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here