Potwór z Belgii – Marc Dutroux | 193. KRYMINATORIUM

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

W połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku całą Belgią wstrząsnęła sprawa kilku porwań nieletnich dziewczynek. Marc Detroux został nazwany przez dziennikarzy „potworem z Charleroi”. Wkrótce pojawiły się pytanie czy rzeczywiście działał on sam. A może był on tylko częścią zorganizowanej siatki pedofilskiej, do której miało należeć wiele wpływowych osób? Choć od tych wydarzeń minęło już wiele czasu – podobne wątpliwości nigdy nie zniknęły.

 

Nieszczęsne wakacje

W połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku Belgię opanowała prawdziwa plaga tajemniczych zniknięć młodych dziewczyn. Do zaginięć dochodziło głównie w okresach letnich. Choć miejscowe gazety bardzo często informowały o kolejnych takich przypadkach, belgijska policja najczęściej bagatelizowała całą sprawę. Rodziców zgłaszających zaginięcia swoich córek traktowano jak histeryków. Policjanci choć przyjmowali takie zawiadomienia – od samego początku starali się przekonać zrozpaczonych opiekunów, że to nic takiego.

Trzeba było jednak przekonywać belgijskich funkcjonariuszy, że faktycznie doszło do porwania. Wielki kłopot miał z tym ojciec 17-letniej An Marchal. Jego córka kilka dni wcześniej wyjechała na wakacje do Ostendy, razem z kilkoma swoimi przyjaciółkami. Rankiem 23 sierpnia 1995 roku Paul Marchal odebrał telefon od jednej z nich. Dziewczyna informowała go, że jego córka poprzedniego wieczoru wybrała się na spektakl. Towarzyszyła jej 19-letnie Eefje. Od tamtej pory zniknęły i nikt ich więcej nie widział.

Jeszcze tego samego dnia Paul zawiadomił policję o zaginięciu córki i jej przyjaciółki. Jednak zamiast spodziewanej pomocy policjantów – spotkał się z ich strony z nieukrywanym brakiem zainteresowania całą sprawą. Usłyszał, żeby przestał panikować, bo dziewczęta na pewno wyruszyły na poszukiwanie przygód. Że jak im się znudzi – to same wrócą.

Zrozpaczony ojciec rozpoczął poszukiwania na własną rękę. Razem z żoną oraz rodzicami drugiej zaginionej dziewczyny pojechali w miejsce, gdzie ich córki były widziane po raz ostatni. Rozwieszali tam plakaty, pytali przechodniów, zaglądali w każdą możliwą dziurę. Wszystko na nic. Nie natrafili nawet na najmniejszy ślad nastolatek. Zupełnie jakby rozpłynęły się w powietrzu. I nawet nie zdawali sobie sprawy, że tamtego lata nie byli jedynymi rodzicami w Belgii, poszukującymi swoich zaginionych córek.

Mniej więcej dwa miesiące wcześniej i 80 km dalej, dwie 8-latki – Melissa i Julie – zniknęły w biały dzień w jednym z parków w Liège. Ich rodzice spotkali się z podobną reakcją miejscowej policji. 

 

Dzieci znikają bez śladu

Choć policja w końcu zdecydowała się na przyjęcie zgłoszeń, robiono w tych sprawach niewiele. Nie natrafiono na żadne ślady. Nadzieja Paula Marchala zaczynała gasnąć. Z czasem zaczął godzić się z myślą, że nie już nie odzyska córki.

Minął blisko rok od zaginięcia 8-latek. 28 maja 1996 roku 12-letnia Sabine wracała rowerem ze szkoły. Nigdy nie dojechała do domu. Również i ten przypadek nie spotkał się z zainteresowaniem funkcjonariuszy. Ich tłumaczenia wciąż brzmiały bardzo podobnie. Zbliża się lato, a jak wiadomo – ciepłe miesiące sprzyjają ucieczkom nastolatków i szukaniu przez nich nowych. Jednak gdy 9 sierpnia w podobnych okolicznościach zaginęła 14-letnia Leatitia – w Belgii po raz pierwszy zawrzało.

W ciągu kilkunastu miesięcy w tak niewielkim kraju zniknęło co najmniej 6 dziewczynek. Tą tajemniczą serią zainteresowało się wielu belgijskich dziennikarzy. Ich własne śledztwa wskazywały nawet, że podobnych przypadków było znacznie więcej. W tym czasie gazety zaczęły przypominać swoim czytelnikom o niewyjaśnionych zaginięciach sprzed roku. Opinia publiczna po raz pierwszy wyraziła swoje społeczne niezadowolenie związane z pracą policji. Domagano się wyjaśnień i konkretnych wyników prowadzonych śledztw.

W odpowiedzi na rosnące oburzenie zwykłych Belgów, władze powołały specjalny wydział, który od tego momentu miał się zajmować wyłącznie zgłaszanymi zaginięciami dzieci. Policjanci wchodzący w jego skład zaczęli porównywać ze sobą poprzednie zaginięcia. W pierwszej kolejności postanowiono ustalić, czy wiele podobnych zniknięć mogło być ze sobą powiązanych. W tym czasie doświadczeni detektywi śledczy objeżdżali miejsca, w których poszukiwane dzieci były widziane po raz ostatni. Przeszukiwano podejrzane budynki, rozmawiano z okolicznymi mieszkańcami. 

 

Marc Detroux

Marc Dutroux portret pamięciowy
Portret pamięciowy, Wikipedia

Kilka dni później w sprawie nastąpił pierwszy przełom. Jeden z mieszkańców wsi, w której zniknęła 14-letnia Leatitia opowiedział policjantom o pojawieniu się we wsi tamtego dnia białej furgonetki Renault Traffic. Twierdził, że nigdy wcześniej jej tam nie widział, dlatego wydała mu się nieco podejrzana. Bardzo wolno przejeżdżała przez całą wieś. Niemal z prędkością idącego pieszo człowieka. Dodatkowo jej kierowca – zamiast patrzyć przed siebie na drogę – bardzo nerwowo rozglądał się dookoła. Zupełnie, jakby czegoś lub kogoś szukał. Świadkowi udało się częściowo zapamiętać numery rejestracyjne pojazdu. Jednak potrafił podać policjantom tylko połowę cyfr i liter.

Choć numer był niekompletny, śledczy zaczęli sprawdzać wszystkie rejestrowane w Belgii białe furgonetki Renault Traffic. I wtedy dokonują przełomowego odkrycia. Właścicielem jednego z takich pojazdów był 29-letni Marc Dutroux – bezrobotny elektryk skazany 7 lat wcześniej za gwałty na kilku nastoletnich dziewczynkach. Detektywi postanowili natychmiast wezwać go na przesłuchanie. Oprócz niego – wezwano także jego żonę Michele Martin oraz kolegę Michela Lelièvra.

Marc Dutroux zaprzeczył, że miał cokolwiek wspólnego z zaginięciem 14-latki sprzed tygodnia. Milczała również jego żona. Bardziej skłonny do rozmowy okazał się jednak kolega podejrzanego – znany już wcześniej policji włóczęga, złodziej i narkoman. 

„14-latka szła samotnie ulicą. Biała furgonetka jechała za nią bardzo powoli przez kilkaset metrów. Kiedy się z nią zrównali – mężczyzna znajdujący się w tylnej części pojazdu otworzył boczne drzwi i wciągnął dziewczynkę do środka. Krzyczała i płakała, ale uspokoiła się po tym, jak porywacz zagroził jej, że ją zabije, jeśli nie przestanie”

 

Z zeznań wynikało jednoznacznie, że to właśnie Marc Dutroux uprowadził 14-latkę. Wkrótce potwierdziła to również jego żona. Gdzie znajdowała się porwana? Czy nadal żyła? O tym w 193. odcinku KRYMINATORIUM.

Przegapiłeś odcinek 192? Sprawdź tutaj!

Słuchaj podcastów na: