Mariusz Trynkiewicz i jego sekrety

Mariusz Trynkiewicz został skazany za cztery zabójstwa. Oficjalnie działał zupełnie sam, jednak w trakcie śledztwa pojawiło się wiele tropów, które mogą wskazywać na to, że Mariusz Trynkiewicz miał swoich pomocników, o których nie powiedział ani słowa.

Mariusz Trynkiewicz ma swoje tajemnice 

Mariusz Trynkiewicz wizja lokalna
Szatan z Piotrkowa został skazany za cztery zabójstwa

Co do winy Mariusza nie ma wątpliwości. 29 lipca 1988 roku, Trynkiewicz zabił trzech nastoletnich chłopców. W trakcie śledztwa na jaw wyszło, że trzy tygodnie wcześniej dokonał innego zabójstwa.  Śledczy dysponowali dużą liczbą dowodów. W jego mieszkaniu znaleziono ślady  łączące go ze zbrodnią. Wizja lokalna potwierdziła jego udział w zdarzeniach. Ponadto oskarżony przyznał się. Jednak przy tej sprawie pojawia się również hipoteza, że  „Szatan z Piotrkowa” nie działał sam, że ktoś mu pomagał. Dziś – niemal dokładnie 30 lat od tej strasznej zbrodni – wiele osób wciąż jest przekonanych, że skazany na śmierć morderca miał swoich pomocników, o których podczas przesłuchań i na sali rozpraw nie powiedział ani słowa. Śledczy odrzucili taką wersję zdarzeń,

 

 

Brat jednego z zabitych chłopców w reportażu “Łowca. Sprawa Trynkiewicza” opowiada o tragicznym dniu w kontrowersyjny sposób:

„Mnie się przez całe życie nie chciało wierzyć, że ten pajac sam to zrobił .W sensie, że Trynkiewicz sam im dał radę.

Może byli w takim szoku, że nie zareagowali. Sam nie wiem, jak bym się wtedy zachował. Jakby ktoś nóż przy mnie wyjął. Ale, że krzyku nie narobili…? Nic? Nie chce mi się wierzyć, że on to sam zrobił”.

Według zeznań, Mariusz Trynkiewicz zaprosił do swojego mieszkania trzy ofiary i tam, za pomocą noża, zadał im śmiertelne ciosy. Zaczął atakować trójkę chłopców w tym samym momencie – po tym, gdy jeden z nich oświadczył, że chce wyjść z jego mieszkania.

Mariusz Trynkiewicz
Ofiarami mordercy byli chłopcy w wieku 12-14 lat

W ciele zabitych nie znaleziono żadnych substancji, które mogłyby wskazywać na to, że Krzysiek, Tomek i Artur byli otumanieni. W ich krwi nie znaleziono alkoholu, ani innych śladów po środkach odurzających. Każdy z nich ważył kilkadziesiąt kilogramów – byli to zdrowi chłopcy o prawidłowej masie ciała. Jak było więc możliwe, że nie próbowali uciekać, nie próbowali w żaden sposób ani żadną metodą się obronić?

Pomimo tego, że na miejscu zbrodni nie wykryto śladów, wskazujących na udział innych sprawców, milicjant, który zajmował się śledztwem, również do dziś ma wiele wątpliwości:

 „To od początku było dla mnie bardzo dziwne. Nigdy nie wyjaśniliśmy, jak Trynkiewcz to zrobił w pojedynkę. On musiał jakoś tych chłopców omamić albo zastraszyć. Nie wierzę, że od razu, naraz, zabił trójkę. To jest niemożliwe”.

 

Satanista

Przyjmując założenie, że były nauczyciel wf-u nie działał sam, warto zastanowić się, kto mógłby mu pomóc w dokonaniu tak makabrycznych zbrodni. Zaraz po zatrzymaniu Mariusza, gdy o tej sprawie mówił cały Piotrków Trybunalski i okolica, pojawiało się wiele sugestii, że Trynkiewicz był satanistą, a zbrodni dokonał wraz z innymi członkami sekty, do której należał.

Z taką informacją wielokrotnie zgłaszał się na milicję ojciec jednego z zamordowanych chłopców. Taki też trop pojawia się w śledztwie. Tym bardziej, że za satanistycznymi powiązaniami przemawia wiele poszlak. Ponadto wątek ten często przewija się w publikacjach prasowych oraz w relacjach świadków.

Nadpalone szczątki znalezionych ofiar były ułożone w trójkąt. Była to nietypowa pozycja.

„Te zwłoki były tak ułożone, w jakiś rytualny kształt. Jakby gwiazdę. Pleckami do siebie. Jak worki  z ziemniakami, to było pierwsze, co zobaczyłem. Straszne”. – tak wspomina dzień znalezienia ciał milicjant zajmujący się sprawą Mariusza Trynkiewicza.

 

Ofiary Trynkiewicza
Ofiary Trynkiewicza ułożone były w nietypowej pozycji

Tajemniczy trójkąt widniał również na drzwiach u Trynkiewicza. Stworzony był z gwoździ, które Mariusz Trynkiewicz wbijał do drzwi od początku czerwca 88 roku. Najpierw był tylko jeden gwóźdź, w chwili zatrzymania było ich już cztery. Spekulowano, że każdy gwóźdź symbolizuje jedną ofiarę mordercy.

Śledczy zapytali o tajemnicze gwoździe Trynkiewicza, a jego odpowiedź znajduje się w aktach:

„Miałem takie gwoź­dzie ozdobne i je wbiłem. Wcale to nie oznacza czterech ofiar. Nie pamię­tam dokładnie, w jakim miejscu były one wbite. Trzy gwoździe chyba.tworzyły trójkąt. Nie pamiętam, czy był czwarty. Nie miało to żadnego konkretnego celu”.

 

Według Mariusza, trójkątne ułożenie zwłok również nie miało żadnego symbolicznego znaczenia i prawdopodobnie było przypadkowe.

 

Mężczyzna w kapeluszu

Jeszcze przed zatrzymaniem Trynkiewicza, w czasie, gdy śledczy szukali mordercy, pojawiło się wielu świadków, którzy widzieli trzech chłopców w towarzystwie tajemniczego mężczyzny. Jednak nie był to Mariusz Trynkiewicz.

Pomocnik Trynkewicza
Śledczym nigdy nie udało się dotrzeć do tajemniczego mężczyzny | fot. ePiotrkow

Mężczyzna, o którym mowa, nosił słomiany kapelusz, przy pasie miał przypięty toporek i bagnet. Mężczyzna w słomianym kapeluszu pojawiał się w okolicy Zalewu Sulejowskiego. Wraz z dziećmi widziało go tam wiele osób. Stworzono portret pamięciowy tego człowieka, jednak nigdy nie udało się do niego dotrzeć.

Trynkiewicz z dziećmi
Mężczyzna widziany był przez kilkoro świadków

Z kolei już po zatrzymaniu Mariusza Trynkiewicza, w jego mieszkaniu nie znaleziono ani słomianego kapelusza, ani czarnego dresu, który miał mieć na sobie tajemniczy mężczyzna. Szatan z Piotrkowa miał co prawda toporek, który pojawia się w relacjach świadków, ale nie pasował do rysopisu mężczyzny w słomianym kapeluszu. Czy zatem jest to dowód, że za śmierć dzieci odpowiada przynajmniej jeszcze jeden mężczyzna? Śledczy nie potwierdzili tej wersji i oficjalnie Szatan z Piotrkowa działał zupełnie sam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here