Pan w czarnym płaszczu | 205. GŁOŚNE ZBRODNIE

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Brutalne zabójstwo Francuzki – Sophie Toscan w spokojnym irlandzkim miasteczku wstrząsnęło opinią publiczną w obu krajach. Śledztwo obfitowało w wiele zwrotów akcji. I od samego początku elektryzowało zarówno Francuzów, jak i Irlandczyków. Miejscowa policja miała przed sobą bardzo trudne zadanie, ponieważ od ponad stu lat w tym rejonie nie doszło do żadnego zabójstwa. Ale prawdziwe problemy śledczych rozpoczęły się dopiero wtedy, gdy wytypowali oni głównego podejrzanego.

 

Tu wydarzyła się zbrodnia 

Irlandzkie miasteczko Schull położone jest w południowo zachodniej części hrabstwa Cork. Liczy zaledwie kilkuset mieszkańców. Wszyscy się tam znają, tworząc niemal rodzinną społeczność. I jak przy każdej okazji podkreślają miejscowi – bardzo tolerancyjną w stosunku do swoich gości. Nic więc dziwnego, że od dawna ta część Irlandii przyciąga wielu z nich. 

Mieszkańcy Schull mówią, że ich region uchodzi wręcz za strefę międzynarodową. Od lat przyjeżdżają tu ludzie z całej Europy i osiedlają się u nas na stałe. Wszystkich przyjezdnych nazywa się tu żartobliwie „importowanymi”. Jedni są artystami, inni pływają łodziami. Pociągają ich dzikie i surowe krajobrazy, nasz folklor i niemal baśniowy klimat. A przede wszystkich spokój i bezpieczeństwo.

Garda – czyli tamtejsza policja – w połowie lat dziewięćdziesiątych nie miała w zasadzie nic szczególnego do roboty. Ich interwencje ograniczały się jedynie do sporadycznego wypisywania mandatów za przekroczenie prędkości. Może czasami ktoś po ciężkim dniu wypił w pubie o jedno piwo za dużo, a później wracając nocą do domu próbował krzykiem wyrzucić z siebie złe emocje. Zbrodnia to przecież żadna – co najwyżej niegrzeczność i uciążliwość…

Jeśli już dochodziło do jakichś awantur, konfliktów czy kradzieży – miejscowi woleli rozwiązywać te problemy między sobą, bez niepotrzebnego angażowania policji. 

 

Schull Kryminatorium 205
Widok na główna ulicę miasteczka Schull w Irlandii. W tej miejscowości zakochana była Sophie Toscan. fot. Wikipedia

 

Sophie Toscan uwielbiała Irlandię

Taka idylla przyciągała do Schull tych „importowanych”. W roku 1995 obcokrajowcy mieszkali już w co trzecim domu. Anglicy, Norwegowie, Niemcy, Holendrzy. Niektórzy osiedli w Schull na stałe. Inni – choć posiadali swoje domy – byli jedynie gośćmi. Pojawiali się co jakiś czas, aby szukać odpoczynku i wytchnienia od wielkomiejskiego życia. Jedną z takich osób była 39-letnia Francuzka Sophie Toscan Du Plantier. Irlandię po raz pierwszy odwiedziła, gdy była jeszcze nastolatką. I od razu zakochała się w tym kraju – w jego kulturze, folklorze, a przede wszystkim w mieszkańcach. W dorosłym życiu często wracała do tego kraju i marzyła, żeby kiedyś osiąść w nim na stałe.

Rodowita paryżanka była żoną Daniela – znanego francuskiego producenta filmowego. Dzięki niemu zaistniała w branży. Zajęła się produkcją filmów dokumentalnych. Dzięki wysokiej pozycji męża w show-businessie drzwi ich rodzinnego domu praktycznie się nie zamykały. Niekończące się imprezy i ciągłe spotkania z ludźmi kultury. Kolacje z politykami. 

Obowiązkowa obecność na premierach czy bankietach – na początku taki świat imponował Sophie. Jednak z czasem kobieta poczuła się tym wszystkim zmęczona. Długo szukała swojej odskoczni. Znalazła ją w Irlandii. A konkretnie w okazałym domu, jaki kupiła w odludnej okolicy niedaleko Schull. 

 

„Na co dzień prowadziła bardzo aktywny tryb życia. Dlatego co jakiś czas potrzebowała chwili odpoczynku. Kilku dni tylko dla siebie, z dala od głośnego świata, którego była częścią. To mogły jej zapewnić tylko chwile spędzone w samotności. W podróżach do Irlandii często towarzyszył jej syn z pierwszego małżeństwa. Gdy z jakiegoś powodu nie mógł jej towarzyszyć – przyjeżdżała sama”

 

Burzliwe małżeństwo

Jej związek z Danielem – choć pozornie idealne – nie było usłane różami. Wrażliwa romantyczka i 16 lat starszy od niej twardo stąpający po ziemi producent nie zawsze potrafili się ze sobą zgodzić. O ich kłótniach i zapowiedziach rozwodu wiedzieli tylko członkowie najbliżej rodziny. Podobnie jak o kochanku Sophie, dla którego kobieta zamierzała zostawić męża. Ostatecznie tego nie zrobiła. Jej trwający ponad rok romans zakończył się pod koniec 1996 roku. Sophie wróciła do męża. Postanowiła ratować swoje małżeństwo. Aby to zrobić – potrzebowała świeżych sił. Było tylko jedno miejsce, w którym mogła je odzyskać. Jej wiejski, irlandzki dom.

Swój lot zarezerwowała na 20 grudnia. Nie była pewna, kiedy wróci, więc kupiła dwa bilety powrotne – na 23 oraz 24 grudnia. Pewna była tylko jednego – że święta Bożego Narodzenia spędzi w Paryżu z mężem i synem. I że będzie to dla niej początek zmian na lepsze w jej małżeństwie.

Początkowo zamierzała spędzić kilka dni w Irlandii w całkowitej samotności. W ostatniej chwili nieoczekiwanie zmieniła jednak zdanie. Zaczęła namawiać swoich bliskich, aby jej towarzyszyli. Matkę, siostrę, przyjaciółkę. Jednak każda osobą, którą Sophie Toscan poprosiła o towarzystwo – miała już swoje plany, których nie mogła zmienić. Ostatecznie paryżanka do samolotu lecącego do Cork – z międzylądowaniem w Dublinie – wsiadła sama. Tuż przed godziną 17:00 piła już herbatę w swoim wiejskim domu. Na zewnątrz panował mrok, więc Sophie znów mogła zobaczyć za oknem światło swojej ulubionej latarni morskiej, za którą będąc w Paryżu tęskniła najbardziej. Trzy dni później nad jej zmasakrowanym martwym ciałem stał nadinspektor Dwyer.

 

Irlandzki Columbo

Policyjne oględziny wykazały, że Sophie zmarła z powodu licznych ran zadanych tępym narzędziem. Jej długie włosy zaplątały się w kolczasty krzak, przy którym ją znaleziono. Na czole znajdowały się otwarte rany, a jej prawe ucho zostało niemal oderwane. Obok lewego ramienia zmarłej leżał zakrwawiony kamień. Między zwłokami a ogrodzeniem z drutu kolczastego leżał zakrwawiony betonowy pustak. Sekcja zwłok potwierdziła, że to właśnie nim sprawca zadał kobiecie cios w plecy, a następnie zakatował na śmierć leżącą już na ziemi ofiarę

Rozpoczęło się policyjne śledztwo. Do pomocy oddelegowano do Schull specjalną grupę kilkunastu detektywów z Cork. Ich szefem został „irlandzki Colombo”, czyli nadinspektor Dermot Dwyer.

 

– Każde śledztwo należy zacząć z otwartym umysłem. Wyzbyć się mylnych, utartych przekonań. Liczą się dowody oraz tropy. To właśnie nimi się kierujemy. Ale w przypadku zabójstwa Francuzki tych dowodów nie mieliśmy. Na miejscu nie znaleźliśmy narzędzia zbrodni. Był jedne odcisk buta w bliżej nieokreślonym rozmiarze. W dwóch, trzech miejscach znaleźliśmy plamy krwi. I nic poza tym. -nadinspektor Dermot Dwyer

 

Krew znaleziono między innymi na metalowej bramie wjazdowej. Próbki pobrano do badań i przesłano do Dublina. Zakładano, że mogą one należeć do sprawcy. Następnie postanowiono przyjrzećsophie toscan się bliżej domowi Sophie Toscan. Hipotetycznie to właśnie w nim mogło dość do napaści, po której kobieta uciekła dróżką w stronę bramy, gdzie ostatecznie została zabita.

Jednak w środku nie stwierdzono żadnych oznak walki. Żadnych przewróconych mebli, porozrzucanych przedmiotów. Ani śladu jakiejkolwiek włamania czy agresji. Całe wnętrze wyglądało bardzo schludnie i czysto. Przy zlewie stał jeden umyty talerz, jeden kubek, łyżka i widelec – wskazujące, że ostatni posiłek Sophie spożyła w samotności. 

Jednak w zlewie znajdowały się dwa umyte kieliszki do wina. Choć nie było na nich żadnych odcisków palców – śledczych zainteresowało to, że były dwie. Czyżby zabójca odwiedził ją tuż po kolacji? 

 

Rodzina Toscan nie przepadała za Danielem

Ustalono, że do zbrodni doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek. Sprawca prawdopodobnie przyszedł do niej, gdy już leżała w łóżku po kolacji. Wspólnie napili się wina. Następnie kobieta umyła kieliszki i wyszła ze swoim gościem na zewnątrz. Być może chciała go odprowadzić do bramy wjazdowej. Gdy doszli do niej – została przez niego zaatakowana. Większość jej krewnych Sophie od razu wskazała człowieka mogącego stać za morderstwem 39-letniej paryżanki. Ich zdaniem mógł to być mąż Sophie – Daniel.

Członkowie rodziny ofiary nigdy nie darzyli go zbytnią sympatią. Od początku sprzeciwiali się ich małżeństwu. Uważali, że wpływowy producent filmowy wykorzystał romantyczną naturę Sophie, aby ją w sobie rozkochać, ale ona nie była z nim szczęśliwa. Policjanci usłyszeli, że choć Sophie Toscan twierdziła, że chce ratować swoje małżeństwo – coraz częściej wspominała o rozwodzie

Daniel bardzo się tego obawiał, ponieważ straciłby wtedy dużą część swojego majątku. Śmierć żony ewidentnie była mu na rękę. Nie tylko nie musiałby się niczym dzielić, ale dodatkowo był jedynym beneficjentem jej polisy na życie. Daniel odmówił złożenia zeznań przed irlandzką policją. Nie zgodził się nawet na przyjazd w celu dokonania identyfikacji zwłok Sophie. Jako zastępcę wysłał do Irlandii swojego asystenta. 

Zeznanie złożone przez właścicielkę miejscowego sklepu spożywczego kazało policjantom przyjrzeć się bliżej tej teorii. Marie Farrell opowiedziała śledczym, że dzień po swoim przylocie Sophie odwiedziła jej sklep. Gdy robiła zakupy, właścicielka zauważyła stojącego na zewnątrz nieznanego jej mężczyznę. Ubrany był w długi, czarny płaszcz, dżinsy i zimowe buty. Gdy Sophie opuściła sklep, człowiek też poszedł za nią zachowując bezpieczną odległość. Czy ją śledził? Nawet jeśli tak – śledczy nie mieli na to absolutnie żadnych dowodów.

 

 

Sophie Toscan była umówiona z tajemniczym mężczyzną

Innym podejrzanym został były kochanek Sophie. Mężczyzna podobno nigdy nie pogodził się z ich rozstaniem. Wciąż miał do niej wydzwaniać i jej grozić. Wcześniej kilka razy gościł w jej irlandzkim domu, więc doskonale znał okolicę. No i miał motyw. Czy tamtego wieczoru złożył jej niezapowiedzianą wizytę? Czy chciał, aby do niego wróciła – a gdy Sophie odmówiła wściekł się i ją zabił? Policjanci sprawdzili ten trop, ale szybko okazało się, że były kochanek miał żelazne alibi, a ostatni raz w Irlandii był pół roku wcześniej.

Choć francuski trop wydawał się policjantom bardzo prawdopodobny – upadł jeszcze szybciej niż się pojawił. Wtedy śledztwo obrało zupełnie inny kierunek. Jeśli sprawca nie pochodził z innego kraju – to musiał nim być ktoś miejscowy. Ktoś, kto doskonale znał okolicę i wiedział, gdzie dokładnie znajduje się dom Sophie – położony w odludnej okolicy, blisko 10 km od Schull. Tym bardziej, że nawet niektórzy policjanci mieli na początku problem z dotarciem do niego. 

Ważnej wskazówki śledczym dostarczyła asystentka zamordowanej Francuzki. Zeznała ona, że krótko przed swoim wyjazdem Sophie wspomniała jej o pewnym człowieku, z którym była umówiona w Irlandii. Co prawda nie zdradziła jego nazwiska, ale określiła go jako miejscowego dziennikarza, pisarza i poetę, z którym łączyła ją dość bliska relacja. Sophie była zafascynowana jego wierszami, które zamierzała wydać we Francji.

 

11:45

Policjanci niemal od razu domyślili się o kogo mogło chodzić. Jeszcze raz wezwali na przesłuchanie Marie Farrell, po czym zapytali czy człowiekiem w czarnym płaszczu mógł być miejscowy dziennikarz – Ian Bailey. Choć wcześniej kobieta twierdziła, że nie znała tego mężczyzny – tym razem stanowczo potwierdziła że, to na pewno on!

Ian Bailey był pierwszym dziennikarzem, który pojawił się na miejscu zbrodni. Policja poinformowała o tym media dokładnie o godzinie 14:00. Anglik twierdził, że dowiedział się o zbrodni 20 minut wcześniej od innego dziennikarza. Eddie Cassidy z redakcji „Cork Examiner” potwierdził to podczas przesłuchania. Jednak nie powiedział Baileyowi, że ofiara pochodziła z Francji – tylko zza granicy. Po prostu tylko tyle wiedział od swojego policyjnego informatora. W kosmopolitycznym West Cork mieszkało bardzo wielu cudzoziemców – a mimo to Bailey pojechał prosto na miejsce zbrodni do domu Sophie.

Jeszcze dziwniejsze okazało się zeznanie znajomej dziennikarza. Kobieta dokładnie za kwadrans 12:00 odebrała od Iana telefon. Bailey poinformował ją, że nie może przyjechać do niej na umówione spotkanie, ponieważ… doszło do morderstwa i musi się zająć tą sprawą..

 

 

Na pytanie kto jest ofiarą – odpowiedział, że podobno jakaś… Francuzka. 15 minut wcześniej z tą samą informacją zadzwonił do swojego kolegi, któremu obiecał przywieść ubitego indyka na świąteczny obiad. Na tym nie kończyły się dziwne zeznania miejscowych…

Całą historię odkryjesz w 205. odcinku KRYMINATORIUM. Sprawdź już teraz w swoich ulubionych aplikacjach podcastowych!

Słuchaj podcastów na: