preloder

Tajemnica niebieskiego szlaku | #62 ZBRODNIA W GÓRACH STOŁOWYCH ODC. 2

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Kontynuujemy historię zabójstwa Anny Kembrowskiej i Roberta Odżgi

Studenci weszli na niebieski szlak około południa 17 sierpnia 1997 roku. Z poprzedniego odcinka  Kryminatorium wiadomo, że ich zwłoki odnaleziono 9 dni później przy szczycie o nazwie Narożnik, który znajdował się 10 kilometrów dalej.

W #62 odcinku,  na podstawie dokumentów policyjnych, które opisał i analizował na swoim blogu Janusz Bartkiewicz, odtworzymy sobie tę trasę. W drugiej części odcinka przybliżę opis miejsca zbrodni, szczegóły z sekcji zwłok oraz pierwsze ustalenia śledztwa.

Na podstawie zeznań pewnej kobiety jesteśmy w stanie określić w miarę dokładny czas zgonu studentów. Właśnie tego dnia wspomniana kobieta zbiera jagody obok niebieskiego szlaku. Jest tam z dzieckiem. Nie ma przy sobie zegarka. W pewnym momencie widzi dwójkę młodych ludzi idących z kierunku Łężyc w stronę Narożnika i Karłowa.

Kobieta widzi studentów idących z kierunku Łężyc w stronę Narożnika i Karłowa

Chłopak ma na sobie ciemną koszulkę z krótkim rękawem i plecak. W ręku niesie torbę. Ma okulary. Dziewczyna ma twarz przysłoniętą częściowo włosami.

Matka prosi syna, aby podbiegł do turystów i zapytał o godzinę. Ten jednak wstydzi się to zrobić i odmawia – szkoda, gdyby tak się stało, byłby być może ostatnią osobą, z którą studenci mieli kontakt.

Kobieta na podstawie zebranych jagód oszacowała później czas, w którym mijała ją para. Wyszła z domu około godziny 13:00. W chwili gdy obok niej przechodzili Anna i Robert, miała w swoich kobiałkach 4 litry owoców.

W oparciu o ten fakt założono, że studenci byli w tym miejscu około godziny 15:00.

Na podstawie zebranych jagód kobieta oszacowała czas, w którym mijała ją para

Kiedy kobieta wracała już do domu i była pod własnym mieszkaniem, usłyszała krzyki i strzały. Lecz nie była ona jedyną osobą, która w tym czasie usłyszała niepokojące odgłosy. Nie muszę chyba wspominać jak ważna była to informacja dla dalszego rozwoju śledztwa. Dlaczego jednak świadkowie nie zwrócili większej uwagi na tajemnicze i niepokojące odgłosy? Żadna z tych osób nie pomyślała nawet, że wówczas mogło dojść zabójstwa… że chwilę wcześniej usłyszeli śmiertelne strzały, które oddane zostały do niewinnych młodych ludzi.

Na szlaku para była mijana też przez innych świadków, którzy przyjechali w ten teren gór z Wielkopolski. Robert, tak jak miał w zwyczaju, przywitał się z mijanymi osobami. Było to zwykłe „cześć”, ale takie zachowanie studenta zdziwiło dwie turystki. Powitanie na szlaku przypadkowych, nieznanych osób jest górską tradycją. Sam spotkałem się z tym podczas mojej wizyty w tym miejscu.

Tak też było w tym przypadku. Dzięki temu, że Robert przywitał się z mijanymi kobietami, te zapamiętały parę studentów znacznie dokładniej. Jedna z turystek zwróciła uwagę na pewien szczegół. Anna miała wówczas na głowie ręcznie przygotowany wianek. Co ciekawe, wianka nie znaleziono przy zwłokach ani w pobliżu Narożnika. Może dziewczyna wyrzuciła go gdzieś po drodze, a może to policjanci podczas oględzin miejsca zbrodni przeoczyli ten szczegół? Jednak jest jeszcze inna hipoteza brana pod uwagę przez Pana Janusza…

Na szczycie Narożnik znajduje się tablica upamiętniająca śmierć Anny Kembrowskiej i Roberta Odżgi

Zwłoki

Jako pierwsze odnaleziono ciało Roberta. Chłopak miał ściągnięte buty. Jego białe skarpety były czyste. Nie było na nich śladów leśnego igliwia, a to oznacza, że buty zostały ściągnięte po śmierci.

Buty zostały ściągnięte po śmierci | fot. janusz-bartkiewicz.eu

Zwłoki dziewczyny leżą kilka lub kilkanaście metrów dalej. Podobnie jak Robert nie ma na sobie obuwia i również ma czyste podeszwy skarpet. Studenci nie zostali zgwałceni. Poza częściowo ściągniętymi ubraniami na ich ciele nie znaleziono śladów, które mógłby wskazywać na jakąkolwiek aktywność seksualną. Zarówno Anna jak i Robert zginęli od strzałów w głowę.

Skradziony Zenit TTL

Policjanci za pośrednictwem rodziców Anny i Roberta próbują ustalić co studenci mogli mieć przy sobie podczas tej górskiej wyprawy. Na pewno nie wyglądali na ludzi zamożnych. Trudno uwierzyć, aby ktoś zaatakował ich na szlaku z pobudek finansowych. Zaginął między innymi aparat fotograficzny Anny, który do dziś się nie odnalazł. Numery aparatu są do tej pory znane Policji.

Sprawca zabrał ze sobą aparat Zenit TTL

Przed wyjazdem w góry poszukałem takiego samego modelu aparatu w internecie. Tego typu sprzęt dziś jest wart od 100 do 300 zł. Zamówiłem identyczny aparat, z takim samym obiektywem, jaki miała Anna. Miał mi posłużyć jako rekwizyt do zdjęć oraz do inscenizacji. Przyznam, że zaraz po otrzymaniu przesyłki sprawdziłem numer seryjny. Oczywiście był zupełnie inny. Mój aparat pochodzi nawet z innego roku, ale na wszelki wypadek podaję numery seryjne skradzionego aparatu również i Wam:

81028187

Zenit TTL padł łupem sprawców zabójstwa

Trudno doszukać się powodu tej strasznej zbrodni. Na przestrzeni lat pojawiło się kilka hipotez. Ta najgłośniejsza, o której często mówi się w mediach, ma związek z obozem neonazistów, który miał mieć miejsce w okolicach Narożnika. Jednak hipotezy zostawmy sobie na później. Spróbujmy zebrać wszystko w całość. Zastanówmy się, jaki jest najbardziej prawdopodobny przebieg tego zdarzenia.

Ślady na miejscu zbrodni

Policja miała nadzieję, że uda się znaleźć wiele ciekawych śladów na miejscu zbrodni. Trzeba było znaleźć łuski i naboje, które mogły okazać się najważniejszym dowodem w tej sprawie. Wszyscy mieli wówczas nadzieję, że na tej podstawie szybko uda się dotrzeć do sprawców.

Po rozgrzebaniu ściółki, na głębokości około 5 centymetrów odnaleziono pocisk kalibru 9 mm, który oznaczono jako ślad nr 1.  Nieco ponad 7 metrów dalej odnaleziono drugą łuskę naboju tego samego kalibru. Kolejny znaleziono w miejscu, w którym znajdowała się głowa Roberta. Ten ślad oznaczono numerem 3. Kilka metrów dalej odnaleziono kolejny pocisk o tej samej średnicy, oznaczony jako ślad nr 4.

Miejsca znalezienia pocisków | fot. janusz-bartkiewicz.eu

Po wielu godzinach ujawniono wszystkie trzy pociski, ale tylko jedną łuskę. Policjanci zakończyli poszukiwania, ponieważ zaczął nastawać zmierzch. Jednak był to połowiczny sukces. Wszystkim zależało, aby znaleźć dwie pozostałe łuski.

Policjanci uważali odnalezienie łusek za połowiczny sukces | fot. janusz-bartkiewicz.eu

Analiza śladów nie pozwoliła potwierdzić z całą pewnością z jakiej broni oddano strzał. Mógł to być Walther PPK, albo słynna CZ-ka. Wiemy jednak, że naboje użyte do zabójstwa nie były produkowane w Polsce.

Anna Kembrowska i Robert Odżga mogli zostać zabici z pistoletu Walther PPK

Wiadomość o znalezionych pociskach pojawiła się w prasie. Oto treść komunikatu z Tygodnika Wałbrzyskiego, który ukazał się na początku września 1997 roku:

fot. janusz-bartkiewicz.eu

Przebieg zdarzeń

Nieustępliwy śledczy wielokrotnie próbował odtworzyć w wyobraźni moment zabójstwa. Na podstawie znalezionych na miejscu zdarzenia śladów opowiada o najbardziej prawdopodobnym przebiegu zdarzeń.

Ciała znaleziono w okolicy Narożnika. Trzy naboje oraz łuska to niejedyne ślady zabezpieczone w okolicy miejsca zbrodni. W lesie na terenie Gór Stołowych policjanci znaleźli także rzeczy osobiste Roberta i Anny. Na tej podstawie udało się ustalić wiele nowych faktów. Między innymi założono, że sprawcami tego zabójstwa najprawdopodobniej były osoby, które dobrze znały ten teren. To mógł być ktoś z okolicy.

O szczegółach tego wątku opowiemy w kolejnym odcinku. Zastanowimy się też, dlaczego w ogóle studenci znaleźli się w lesie? Przecież do zbrodni doszło kilkanaście metrów od niebieskiego szlaku. Czy weszli do lasu sami? Czy ktoś ich do tego zmusił? Jeżeli tak, to jaki był powód?

Więcej szczegółów w #62 odcinku Kryminatorium!

 

Słuchaj podcastów na: