Zabójstwo dróżniczki na nocnej zmianie | #157 NIEWYJAŚNIONE ZBRODNIE

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Małgorzata była dróżniczką przy kopalni Dębieńsko. W noc z 26 na 27 października 1999 roku pracowała na nocnej zmianie. W parterowym budynku nastawni kolejowej była zupełnie sama. Tej nocy nieznany sprawca pozbawił ją życia, zostawiając po sobie wiele ważnych śladów.

Czy dowody, który dysponują śledczy kiedykolwiek pomogą w rozwiązaniu tej sprawy?

NA NOCNEJ ZMIANIE

Czerwionka-Leszczyny to miasteczko liczące ok. 30 tysięcy osób. Znajduje się jakieś 30 kilometrów na południowy zachód od Katowic w województwie śląskim.

Tam razem z mężem i małym synkiem mieszkała 25-letnia Małgorzata. Pracowała w nastawniach kolejowych niedaleko kopalni Dębieńsko. Była dróżniczką, do jej obowiązków należało więc kontrolowanie bezpieczeństwa na trasie kolejowej oraz zapisywanie godzin przejeżdżających pociągów.

Czasami pracowała w ciągu dnia, a czasami nocą. Zazwyczaj pracowała w innej nastawni, ale do budynku oznaczonym symbolem KD-1 poszła wyjątkowo w zastępstwie koleżanki. Małgorzata w nastawni zazwyczaj była sama, zamknięta od środka, wcześniej nie dochodziło na tym terenie do niebezpiecznych sytuacji.

TRAGICZNA NOC

W nocy z 26 na 27 października kobieta miała nocną zmianę. Do nastawni przyszła przed 22:00. Jej zmiana miała trwać do 6:00 rano.

Weszła do wnętrza parterowego budynku, po czym zamknęła za sobą drzwi na klucz. To było jednym z jej obowiązków. Zapis o zamknięciu drzwi na klucz znajdował się w regulaminie. Kobieta wiedziała, że nie może wpuszczać nikogo do środka.

Później przystąpiła do standardowych obowiązków. O 21:46 w książce pracy zamieściła pierwszy wpis dotyczący przejeżdżającego pociągu. Później podobnych wpisów było jeszcze kilka. Następne godziny mijały jej spokojnie. Dopiero w nocy wydarzyło się coś dziwnego.

Małgorzata pracowała jako dróżniczka na nocnej zmianie. Do jej obowiązków należało więc kontrolowanie bezpieczeństwa na trasie kolejowej oraz zapisywanie godzin przejeżdżających pociągów. | Fot. pexels.com

Pracujący w kopalni laborant Tomasz przechodził obok budynku dróżniczki. Około godziny 1:45, kiedy wracał z suszarni do laboratorium, zauważył stojącą przed budynkiem kobietę.

Teoretycznie nie mogła wychodzić na zewnątrz. Według regulaminu mogła otwierać drzwi na zewnątrz tylko w wyjątkowych sytuacjach, takich jak wyjście do toalety po wcześniejszym zgłoszeniu tego faktu przez telefon, wyjście po węgiel na opał lub w innych alarmowych sytuacjach.

Laborant widząc kobietę przed wejściem zapytał co się stało, na co ona odpowiedziała: Ktoś mi klupie w okno. Małgorzata wychylała się przez tę barierkę i zza rogu wypatrywała kogoś lub czegoś na terenie położonym za budynkiem.

TAJEMNICZY MĘŻCZYZNA

Kiedy laborant odwrócił wzrok w tę samą stronę, co Małgorzata, zauważył z jakiejś odległości ciemną sylwetkę mężczyzny odwróconego plecami. Nawet powiedział coś do Małgorzaty na temat tego mężczyzny, ale Małgorzata w tym momencie już nic nie odpowiadała. Laborant więcej się tym widokiem nie zainteresował, pomyślał, że być może, to jest ktoś z pracowników kopalni, albo ktoś z pracowników ochrony.

Małgorzata nie sprawiała wrażenia wystraszonej, zachowywała się normalnie. Wyglądał co najwyżej na zaspaną. Według świadka wyglądała co najwyżej na zaspaną, mogła więc chwilę wcześniej uciąć sobie drzemkę, z której coś lub ktoś ją wybudził. Może był to tej tajemniczy osobnik, który jak powiedziała „klupał jej w okno”.

Obecny wygląd nastawni. Widoczne jest okno, w które według Małgorzaty “klupał” nieznany mężczyzna. Po lewej drzwi wejściowe do budynku. | Fot. iknurow.pl

Kobieta o 2:29 rozmawiała jeszcze z kierownikiem zmiany, który robił wtedy obchód. Dróżniczka nie wyszła przed budynek, zamienili jedynie kilka słów przez otwarte okno. Kierownik zapytał, czy wszystko w porządku. Kobieta odpowiedziała, że tak. W jej zachowaniu nie było oznak niepokoju czy strachu.

45 minut później kobieta nie odezwała się już na próbę połączenia od obsługi pociągu. Czy zmęczona nocną pracą zasnęła? Czy wyszła z nastawni? A może był to tylko problem z łącznością? Takie pytania zadawały sobie osoby, których zaniepokoiła nieobecność kobiety w budynku.

Dyżurny ruchu udał się do nastawni, aby sprawdzić, co tam się dzieje. W budynku nie było Małgorzaty. Do godziny 5:20 nastawnia była sprawdzana jeszcze kilkakrotnie, ale śladu po kobiecie nie było. I wtedy też pojawiły się pierwsze podejrzenia, że kobiecie mogło przytrafić się coś złego, rozpoczęto zatem przeszukania terenu wokół budynku, a gdy i one nie dały rezultatu, zorganizowano znacznie większą grupę poszukiwawczą.

CIAŁO W SILOSIE

Dopiero o ok. 7:00 nad ranem w odległości ok. 70 metrów od nastawni odnaleziono ciało. Kobieta została zamordowana.

Nie mamy pewności, że ten mężczyzna, który pukał w okno budynku ok. 2 w nocy to późniejszy zabójca. Oczywiście wiele na to wskazuje, ale teoretycznie mógł to przecież być zbieg okoliczności.
Fakt jest jednak taki, że na drzwiach nastawni nie znaleziono śladów świadczących o włamaniu.

Czy kobieta wpuściła swojego oprawcę do środka dobrowolnie? Może ten skorzystał z okazji, gdy wyszła na chwilę na zewnątrz, aby się przewietrzyć? Może użył podstępu? To jedno z najważniejszych pytań w tym śledztwie.

Tern kopalni Dębieńsko, gdzie doszło do morderstwa dróżniczki. A – Nastawnia KD-1, miejsce pierwszego ataku. B – Miejsce porzucenia ciała przez mordercę. Strzałka pokazuje kierunek, w którym sprawca uciekł po dokonaniu zabójstwa. | Fot. Google Map

Sprawca zdawał sobie sprawę, że w każdej chwili może zostać nakryty więc przeniósł kobietę kilkadziesiąt metrów dalej, do starego silosu. Tam obnażył Małgorzatę, pobił ją brutalnie, zgwałcił. W wyniku odniesionych obrażeń ofiara zmarła. Po zabójstwie sprawca usiłował ubrać ciało, ale w pewnym momencie zaniechał tej czynności i porzucił je półnagie.

Po ataku napastnik ściągnął z palca kobiety obrączkę, zabrał jej torebkę i odszedł. Część z kradzionych rzeczy wyrzucił pod drodze, gdy oddalał się z miejsca zdarzenia. Niektóre z przedmiotów nigdy nie zostały jednak odnalezione.

Może bezkarny zabójca albo ktoś z jego najbliższego otoczenia wciąż posiada te rzeczy. Może któryś z tych przedmiotów jest nawet pewnego rodzaju trofeum dla napastnika, czymś na wzór pamiątki, która pozwala przywołać wspomnienia z tej październikowej nocy.

Czy po latach śledczy przybliżyli się do odkrycia tożsamości mordercy? Czy nieznany mężczyzna w pobliżu nastawni mógł mieć coś wspólnego ze zbrodnią? Co o mordercy uważa policyjny profiler? O tym wszystkim dowiecie się słuchając #157 odcinka KRYMINATORIUM!

Słuchaj podcastów na: