Zimny chirurg – szczegóły zbrodni | PODCAST #16

Kolejny odcinek o sprawie Edmunda Kolanowskiego. Poprzednio opowiadałem o latach młodzieńczych nekrofila, o jego atakach na kobiety, relacjach damsko-męskich i małżeństwie. Dziś skupimy się na najmroczniejszym okresie jego życia – czyli czasie od momentu wyjścia z więzienia do momentu zatrzymania w sprawie zabójstwa dziecka i zbezczeszczeń zwłok.

Tekst w formie audio jako podcast można znaleźć na:
Kryminatorium na iTunes
Kryminatorium na Spotify

Po wyjściu z więzienia 

Zimny chirurg trafił za kratki w 1972 roku i spędził tam 7 lat. Był to dla niego trudny okres. Rodzina urwała z nim kontakt. Doszło do rozwodu, na wniosek żony. Podczas odsiadki też na pewno przeżył kilka traumatycznych chwil. Wspominał, że dwa razy został tam zgwałcony doodbytniczo.

Wychodzi w 1979 roku i właściwie nie ma gdzie się udać. W jego rodzinnym domu nie ma dla niego miejsca, rodzice nie przyjmują syna pod swój dach mówiąc, że ma wrócić do żony. Jednak Edek jest już przecież rozwiedziony i żona nie chce utrzymywać z nim żadnych kontaktów. Nie ma także kontaktu ze swoimi dwiema córkami, które w momencie wyjścia Edka na wolność były już w wieku 9 i 7 lat.

Podejmuje więc pracę w Łożyskach Tocznych i tam dostaje kwaterę. W tym zakładzie jest zatrudniony przez kolejne dwa lata, aż do stycznia 1981 roku kiedy przechodzi na rentę ze względu na owrzodzenie dwunastnicy.

Zimny chirurg – nowe życie 

Związał się z kobietą, którą poznał jeszcze przed odsiadką. Wprowadził się do niej i zaczęli wieść wspólne życie. Mieszkali w centrum Poznania, najpierw na ul Półwiejskiej, a potem na ul. Wodnej. Kamienica znajdowała się zaledwie kilkadziesiąt metrów od Starego Rynku. Tam mieszkał aż do momentu zatrzymania. Para żyła bez ślubu, a w 1981 roku na świat przychodzi ich wspólne dziecko. To już trzecia córka Edmunda.

Kolanowski znajduje pracę. Zostaje zatrudniony w spółdzielni farmaceutycznej „Ziołolek”. W tym zakładzie doszło do zatrzymania nekrofila, a jednym ze świadków tego zdarzenia był Pan Wiesław, który opowiedział mi kilka ciekawych anegdotek na temat Edmunda.

  • Był skryty.
  • Mówiono na niego “Eda”.
  • Lubił niecodzienną, brudną robotę.
  • Nigdy nie pił alkoholu.
  • Przed zatrzymaniem można było zauważyć w jego zachowaniu niepokój.
  • Dla wszystkich pracowników “Ziołoleku” był to szok.

Jak pewnie pamiętacie z filmu, jeżeli oglądaliście na kanale Niediegetyczne, początkowo Edmund podejrzewany był tylko o jedno zabójstwo, ale z czasem podczas przesłuchań przyznał się do dwóch innych morderstw i o nich sobie teraz opowiemy.

Kobieta z Baborówka  

Pierwszy śmiertelny atak, którego się dopuścił miał miejsce już w 1970 roku, a więc 12 lat przed tym, gdy Edmund zabił dziewczynkę na Naramowicach.

Pod koniec października 1970 Edek poznał kobietę o imieniu Kazimiera na Dworcu Głównym w Poznaniu. W tym czasie żona Edmunda przebywała w szpitalu, spodziewała się wówczas pierwszego dziecka. Edek umówił się z nowo poznaną kobietą na następny dzień w kawiarni dworcowej. Tam wypili kawkę, trochę porozmawiali, a później kobieta zaproponowała wspólny wyjazd do Emilianowa, w którym mieszkała. Była to miejscowość nieopodal Szamotuł, która znajdowała się w odległości ok. 50 kilometrów od Poznania.  Cały przebieg zdarzeń dotyczący  tej zbrodni znamy już tylko z opowiadań Edmunda. Ciała tej kobiety nie udało się odnaleźć, ale do tego jeszcze dojdziemy.

Podobno już podczas podróży pociągiem, para umówiła się na stosunek seksualny. Mieli to zrobić, gdy dojadą na dworzec, w drodze do domu kobiety. Wysiedli na stacji w Baborówku, a do miejsca zamieszkania Kazimiery na pieszo mieli kilka kilometrów.

Zabójstwo w Baborówku 

Pomimo tego, że według późniejszych relacji Edmunda, ten i tak był już umówiony z tą kobietą na seks – nie musiał jej do niczego zmuszać, nie musiał się również bawić w żadne podchody – wszystko jasne, to zdecydował się zabić, aby później z martwego ciała wyciąć narządy płciowe. Znalazł na ziemi grubą gałąź, która stała się narzędziem zbrodni. Kilkukrotnie uderzył kobietę  w głowę. Gdy upadła  i zorientował się, że nie daje już znaków życia, przystąpił do zamierzonego wcześniej działania.

Podciągnął odzież kobiety, zsunął jej bieliznę i scyzorykiem, który miał przy sobie wyciął fragmenty narządów płciowych.

Zwłoki ukrył w lesie. Wrzucił ciało do pobliskiego dołu i zasypał je piaskiem. Tak, jak miał kilkanaście lat później w zwyczaju, odcięte fragmenty ciała zawinął w znaleziony papier i zabrał ze sobą do Poznania. Zabrał również torebkę należącą do ofiary.

Biała torebka 

Gdy dojechał już do Poznania, przeszukał zawartość torebki. Kobieta nie miała przy sobie wiele pieniędzy, w portmonetce znajdowało się 120 zł. Były tam również dokumenty, które Edmund wraz z torebką kolejnego dnia wyrzucił do Warty z mostu Marchlewskiego. Obecnie most nazywa się inaczej. Młodzi mieszkańcy Poznania na pewno szybciej skojarzą nazwę mostu św. Jadwigi, to właśnie o to miejsce chodzi.

Edmund Kolanowski torebka

Jednak torebka nie wpadła do rzeki. Wylądowała na prawym brzegu Warty i znalazł ją tam mężczyzna, który był w trakcie wykonywania  swojej pracy związanej z robotami regulacyjnymi na prawym brzegu rzeki.

Torebka Kazimiery G
Świadek wskazuje miejsce znalezienia torebki zaginionej | fot. Akta sądowe

Biała torebka należąca do zaginionej wówczas kobiety leżała w odległości ok. 2 metrów od linii brzegowej. Mężczyzna przekazał znalezisko na milicję. Jak się okazało, zamordowana przez Edmunda, w torebce miała dokumenty swojej siostry. Na pasku torebki odkryto ślady koloru brunatnego, które jak się później okazało, były śladami krwi. Milicja miała więc zaginięcie młodej kobiety, mieszkającej nieopodal Szamotuł. Mieli również należącą do niej torebkę, w której brakowało portfela i znajdowały się na niej ślady krwi. Niestety wówczas te ślady nie doprowadziły do sprawcy zbrodni. Śledztwo zostało umorzone.

Nekrofil z Poznania wizja lokalna
Kolanowski podczas wizji lokalnej wskazał miejsce wyrzucenia torebki | fot. Akta sądowe
Nekrofil z Poznania most św. Jadwigi
Kolanowski na wyrzucenie torebki wybrał most Marchlewskiego (obecnie św. Jadwigi) | fot. Akta sądowe

Edmund Kolanowski wizja lokalna

Edmund nekrofil Poznań
Według śledczych, nekrofil cechował się fotograficzną pamięcią | fot. Akta sądowe
Brak ciała 

Edmund Kolanowski wskazał dokładne miejsce, z którego wyrzucił torebkę. Opowiedział również o miejscu ukrycia ciała, ale pomimo wielokrotnego przeszukania tego terenu, szczątków zamordowanej kobiety nie udało się odnaleźć. Przez kilkanaście lat teren się zmienił. Możliwe, że Zimny Chirurg po takim czasie nie był w stanie konkretnie wskazać miejsca, w którym zasypał ciało Kazimiery.

Jednak bardzo interesujące jest także to, w jaki sposób milicjanci doszli do tego, że ta zaginiona kilkanaście lat wcześniej kobieta może być ofiarą zatrzymanego w 1983 roku nekrofila z Poznania.

Ten wątek opisuje Michał Larek w książce Martwe ciała. Milicjant, który przesłuchiwał Edmunda podejrzewał, że ten może mieć na swoim koncie więcej śmiertelnych ofiar. Funkcjonariusz zwrócił się do Wydziału Kryminalnego o listę niewyjaśnionych zabójstw i zaginięć kobiet z ostatnich lat.

Milicjant rozłożył na stole przed nekrofilem zdjęcia kilku zaginionych kobiet i zdecydował się na blef:

„Przyjrzyj się tym zdjęciom. – powiedział.  Szczególnie jednemu z nich. Rozumiesz? I nie kłam, bo wiem, że masz doskonałą pamięć, Edmund”.

 

Blef okazał się trafiony. Edek od razu rozpoznał zaginioną Kazimierę, później nastąpiła długa opowieść mordercy o tym, w jakich okolicznościach doszło do zbrodni. Było to pierwsze zabójstwo od strony chronologicznej, bo dokonane w 1970 roku. Teraz przenosimy się do kolejnego zabójstwa, jakiego Zimny Chirurg dokonał w Wawrze.

 

Podróż do Warszawy

Mowa tu o zdarzeniu z 1981 roku, a więc 11 lat po zabójstwie Kazimiery i dwa lata przed aresztowaniem Edmunda. 16 marca 1981 Kolanowski pojechał do Warszawy. Chciał tam kupić elektroniczne zegarki, aby potem  sprzedać je z zyskiem w Poznaniu.

Około godziny 16 poszedł do kawiarni „Danusia”, aby wypić tam gorący napój. Do jego stolika przysiadła się nieznana mu kobieta. Wypili kilka lampek koniaku. Kobieta zaproponowała mu seks za pieniądze. Pojechali pociągiem z dworca Warszawa-Śródmieście do nieznanego mu miejsca.

Wizja w Wawrze Edmund Kolanowski

Zostawiła go na ulicy prosząc aby chwilę na nią zaczekał. Zimny Chirurg niedługo potem zorientował się, że został okradziony z pieniędzy oraz zegarka, a poznana chwilę wcześniej kobieta już nie wróciła.

Zabójstwo w Wawrze 

Zimny Chirurg błąkał się po nieznanej mu dzielnicy Wawer, aż nagle zauważył idącą przed nim samotnie kobietę. Zaczął ją śledzić. Po drodze podniósł z ziemi metalowy pręt i uderzył kobietę kilka razy w głowę. Gdy się przewróciła zaczął ją dusić, a później odciągnął kilkanaście metrów  w bardziej ustronne miejsce.

Zabójstwo w Wawrze Kolanowski

Zsunął ubrania i wyciął narządy płciowe scyzorykiem. Naciął też jedną pierś. Tak jak miał w zwyczaju, zawinięte w papier fragmenty ciał zabrał ze sobą. Tak samo jak dokumenty, które później wyrzucił z okna jadącego pociągu. Wtedy Edmund przyszywał już fragmenty zwłok do swoich szmacianych lalek i właśnie w ten sposób „bawił” się ze swoim trofeum po powrocie do Poznania. Przez kilka dni onanizował się przy swoim manekinie, do którego przyszyte były wycięte narządy płciowe zamordowanej kobiety. Po kilku dniach wyrzucił wszystko do śmietnika.

Oględziny sekcji jednoznacznie wskazały na seksualne podłoże zabójstwa. Przyczyną śmierci były rozległe obrażenia głowy, które zostały zadane narzędziem tępym, ale twardym. Stwierdzono również obrażenie zadane po śmierci kobiety. Wycięcie skóry w okolicy wzgórka łonowego i narządów płciowych zewnętrznych i częściowe odcięcie sutka lewego.

Jeden z pracowników PKP znalazł na szlaku kolejowym Wawer-Warszawa dokumenty kobiety, które Zimny Chirurg wyrzucił z pociągu. Wówczas śledztwo z powodu nie wykrycia sprawcy zabójstwa zostało umorzone.

Zimny chirurg

Jednak sposób obrażeń zadanych na martwym ciele był na tyle charakterystyczny i nietypowy, że po zatrzymaniu Edmunda zaczęto podejrzewać, że może być to zbrodnia dokonana właśnie przez poznańskiego nekrofila.

Nie tylko Poznań

Z oficjalnych doniesień wiemy, że  Zimny Chirurg dokonał trzech zabójstw, ale tylko jedno było popełnione w mieście, w którym mieszkał, czyli w Poznaniu. Mowa tu oczywiście o śmierci dziewczynki na Naramowicach.

Jeżeli chodzi o wykopywanie trupów, akty nekrofilii i zbezczeszczenia zwłok, to większość tych przypadków miała miejsce w Poznaniu. Ale w akcie oskarżenia był również jeden incydent z Nowej Soli, czyli miejscowości, która znajduje się nieco ponad 150 km od Poznania.

Nowa Sól 

Do zdarzenia doszło 28 lipca 1980 roku, czyli około rok po tym, gdy Edek wyszedł na wolność po 7-letniej odsiadce za ataki na kobiety. Pracownik cmentarza w Nowej Soli natrafił na zbezczeszczone zwłoki Stanisławy K., które leżały w trumnie w cmentarnej kaplicy. Oględziny wykazały, że sprawca wyciął przy użyciu ostrego narzędzia narządy płciowe oraz piersi, a do kaplicy wszedł oknem po drabinie.

Zbezczeszczenie w Nowej Soli

Wówczas postępowanie zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawcy. Jednak po zatrzymaniu Edmunda skojarzono fakty. Okaleczenia zwłok były bardzo charakterystyczne, a podczas przesłuchań wyszło na jaw, że Zimny Chirurg w poprzednich latach jeździł do Nowej Soli, ponieważ w tej miejscowości mieszkała rodzina jego pierwszej żony. To dało podstawy śledczym, aby przyjrzeć się umorzonej sprawie zbezczeszczenia zwłok w Nowej Soli.

Zimny chirurg

Zimny chirurg przyznał się do popełnienia tej zbrodni. Podczas przesłuchania powiedział, że przyjechał do Nowej Soli z zamiarem zdobycia narządów płciowych ze zwłok kobiety. Był tam w 1970 roku wraz z żoną u jej brata. Wiedział, że niedaleko tego miejsca znajduje się cmentarz oraz że jest tam również kostnica.

Do Nowej Soli przyjechał pociągiem 28 lipca 1980 roku około godziny 15:00. Najpierw łaził trochę po mieście, poszedł na piwo do znajdującej się przy dworcu knajpy. Gdy zaczęło się ściemniać,   swoje kroki skierował na cmentarz w poszukiwaniu jak to nazywał „świeżego grobu”. Nie udało mu się go jednak znaleźć, więc później udał się do cmentarnej kaplicy.

Zbezczeszczenie zwłok w Nowej Soli 

Nieszczęśliwie złożyło się, że były tam wówczas zwłoki kobiety. Zimny chirurg otwiera trumnę, obnaża martwe ciało i realizuje swój plan. Scyzorykiem wycina narządy płciowe i piersi. Tym razem odciętych fragmentów zwłok nie zawija w papier, a torbę foliową. Z cmentarza kieruje się na dworzec i wraca do Poznania. Po drodze zgubił jeszcze odciętą w kaplicy pierś kobiety.

Zimny Chirurg używał części martwych ciał przez kilka dni. W jego zeznaniach jakiekolwiek działania z tym związane nazywał „zabawą”. Czasami także mówił, że „brandzlował” się przy swoich kukłach.

Fragmenty ciał w mieszkaniu 

W aktach sprawy pojawiają się również zapisy z przesłuchań sąsiadów Edmunda. Wiele osób zwracało uwagę na to, że z klatki, w której mieszkał wydobywał się charakterystyczny fetor.  Zimny chirurg czasami wyrzucał wszystko po prostu do śmietnika przed budynkiem, a czasami palił je w kaflowym piecu, który znajdował się w jego mieszkaniu.  Konkubina Edmunda również często czuła ten charakterystyczny, okropny zapach  i tak jak było już powiedziane w filmie na YouTube, zdawała sobie sprawę z tego, że Edmund jest dewiantem i mordercą.

Oto dosłowny cytat akt zawierający z fragment zeznań konkubiny, który znajduje się także w książce Michała Larka „Martwe ciała”.

Nie potrafię określić, po jakim długim czasie, gdy wróciłam z zakupami do domu, poczułam znowu smród. Kolanowski był w domu. Miał on na sobie półgolf popielaty, powiedziałam mu, że ten sweter śmierdzi trupami. On mi na to odpowiedział, że jestem »pojebana«. Czułam smród dochodzący z pieca kuchennego, zajrzałam do niego i zobaczyłam tam w popielniku »pipkę« owłosioną. Leżała ona jakby w niezawiniętym papierze, pomieszana z popiołem. Pipka była owłosiona. Dotykałam jej za pośrednictwem pogrzebacza.

Kolanowski natychmiast kazał mi ubrać dzieci i pójść z nimi na spacer do parku. Po pewnym czasie Kolanowski przyleciał do nas do parku. Poszliśmy razem na krem do baru kawowego i wróciliśmy do domu. W domu jeszcze śmierdziało, choć okna były otwarte. Gdy wróciliśmy z tego spaceru, to Kolanowski powiedział mi, że jak komukolwiek o tym powiem, to mnie zabije. Później nawet raz, gdy leżeliśmy w łóżku, to dusił mnie za szyję i miałam przyrzec mu, że nikomu nie powiem, nawet koleżankom. Po jakimś czasie, dokładnie nie potrafię powiedzieć, w piecu kaflowym w pokoju znalazłam jedną pierś kobiecą, dość dużą. Powiedziałam Kolanowskiemu o tym znalezisku, powiedział, że się nie mam wtrącać, bo to nie moja sprawa.

 

Słowa konkubiny naprawdę robią wrażenie, a wierzcie lub nie, ale tego typu wstrząsających zeznań zarówno tej kobiety jak i samego Edmunda w aktach jest mnóstwo.

Przytoczę jeszcze jeden fragment, który wskazuje na to, że kobieta, z którą mieszkał nekrofil wiedziała o zabójstwie dziecka na Naramowicach praktycznie od samego początku.

Pewnego dnia, daty dokładnie nie pamiętam, po dzienniku telewizyjnym pokazano w telewizji zdjęcie dziewczynki i ogłoszono, że zaginęła. Siedzieliśmy wtedy przed telewizorem oboje. W trakcie ogłoszenia komunikatu Kolanowski zrobił się jakiś nerwowy, zaczął palić papierosa za papierosem, nie rozmawiał ze mną, cały się trząsł, był bardzo niespokojny. Zapytałam się go, czy ty to zrobiłeś, nic mi nie odpowiedział. Później jeszcze tego samego dnia, będąc cały czas taki oszołomiony, nerwowy, patrzył cały czas w okno i w pewnej chwili powiedział, cholera, zamordowałem. Dopiero następnego dnia powiedział, że zamordował tę dziewczynkę i że wyciął ją.

 

Zakończenie 

O zabójstwie  dziewczynki jak również o innych dokonanych zbrodniach bardziej lub mniej szczegółowo opowiadaliśmy z Michałem Larekiem w filmie na YouTube, kto nie widział – serdecznie zapraszam.

I ode mnie to tyle jeżeli chodzi o sylwetkę przerażającego i ohydnego Edmunda Kolanowskiego. Przyznam, że realizacja tych materiałów sprawiła mi mimo wszystko wiele satysfakcji. Myślę, że udało nam się opowiedzieć o kilku ciekawych faktach związanych z nekrofilem, które jak dotąd nie pojawiły się w mediach.

Przyznam również, że chciałbym w przyszłości przygotować materiał w podobnej formie opowiadający o innych zbrodniarzach z terenu Wielkopolski,  może nawet z innej części naszego kraju. Na razie opinie dotyczące publikacji o Edmundzie są pozytywne, więc powoli zastanawiam się już nad kolejnymi tematami na reportażowe odcinki.

Zdradzę Wam również, że podczas realizacji materiału,  próbowałem namówić Michała Larka, aby założył własny podcast, na którym opowiadałby o prawdziwych zbrodniach sprzed lat. Mam nadzieję, że mi się udało i za jakiś czas będziemy mogli posłuchać przynajmniej kilku odcinków o sprawach kryminalnych, które opowie dla nas autor powieści kryminalnych.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here