Awantura pod kinem “Mewa” | #173 ŚLEDZTWA PRL

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Ryszard był młodym chłopakiem z warszawskiej Pragi. Wpadł w złe towarzystwo i zaczął rozrabiać. Jego hulaszczy tryb życia doprowadził do groźnego incydentu, do którego doszło pod kinem “Mewa”.

Jeden bezmyślny wieczór, jedno zdarzenie na zawsze odmieniło życie wielu osób.

RYSZARD Z PRAGI

Ryszard Bucholtz urodził się w czasie wojny. Pochodził z Czerwińska koło Warszawy, ale w latach 50. mieszkał już na warszawskiej Pradze. W szkole szło mu kiepsko. Sporo wagarował, oceny miał słabe. O ile z jego zachowaniem nie było szczególnych problemów i z nauką też sobie jakoś radził, największy kłopot był z nieobecnościami. Z tego powodu po roku został wyrzucony ze szkoły, więc ostatecznie nie skończył nawet podstawówki.

Ryszard po skończeniu edukacji rozpoczął pracę w tej samej fabryce, co jego ojciec. Jednak nie utrzymał się tam nawet przez pół roku. Zrezygnował. Już w czasie pracy w fabryce zaczął kombinować na boku, szukać okazji do szybkiego wzbogacenia się. Coś ukradł, kogoś oszukał, czasami uszło mu to płazem, innym razem dostał jakąś grzywnę albo niewielki wyrok.

Nadmiernie spożywany alkohol oraz szemrane towarzystwo sprawiło, że Ryszard zszedł na złą drogę | Fot. pixabay.com

Prowadził już wtedy hulaszczy tryb życia. Spotykał się z jakimś szemranymi typami, często byli to przestępcy z warszawskiej Pragi. Nie wracał nocami do domu, rozrabiał w mieście.

W wojsku zachowywał się bez zastrzeżeń. Dostał odznakę „wzorowego żołnierza”. Po tej kontuzji komisja wojskowa uznała, że stan zdrowia Ryszarda nie pozwala, aby skończył służbę.

BETON NA MILICJANTA

Wrócił do domu. Nie znalazł pracy, więc utrzymywał go ojciec. Ryszard zaczął wtedy chodzić na kurs dla kierowców samochodowych. Niestety tego kursu nie skończył. Nie zdążył.

12 października 1963 roku Ryszard spędził z kolegami. Pili od rana. Wódka, wino, piwo – wszystko, co tylko wpadło w ręce. Pod wieczór byli już całkiem wstawieni. Chcieli się zabawić, szukali wrażeń.

Około 20:30 podeszli do kasy kina „Mewa” w Warszawie. Chcieli kupić bilety, ale spóźnili się. Kasjerka odmówiła sprzedaży. Pomimo tego, że nie mogli wejść na sens, zostali w poczekalni. Zachowywali się coraz głośniej. W końcu wyprosiła ich stamtąd bileterka.

O procesie w sprawie usiłowania zabójstwa milicjanta zrobiło się głośno w całej Warszawie.

Wyszli na zewnątrz, ale nie myśleli nawet o tym, aby tak po prostu odpuścić. Ryszard znalazł na ulicy ciężki kawałek betonu. Chwycił go w rękę i zaczął grozić, że wybije szyby. Bileterka podeszła do agresywnie zachowującego się mężczyzny i zabrała mu z ręki ten kawałek betonu.

Młodzi mężczyźni jednak wciąż stali na ulicy przed kinem. Zwracali na siebie uwagę. Przeklinali, krzyczeli, popychali się nawzajem. Tę sytuację zauważył Stanisław, który był milicjantem.

Pojawił się tam przypadkowo. Zauważył, że młodzi ludzie pozwalają sobie na zbyt wiele. Postanowił ich uspokoić. W końcu był milicjantem, taka była jego praca. Postanowił ich wylegitymować.

Ryszard chwycił za kamień, podszedł do milicjanta i uderzył go prosto w głowę. Cios był tak silny, że zaatakowany od razu upadł na ziemię i stracił przytomność. Zamiast wziąć nogi za pas, mężczyźni zaczęli kopać leżącego na ziemi Stanisława.

DORAŹNA KARA ŚMIERCI

Tę sytuację zobaczył inny milicjant. Pobiegł w kierunku bijących się mężczyzn, chciał zainterweniować. Agresorzy zaczęli uciekać.

Milicjant zrezygnował z pościgu i wrócił do rannego, aby mu pomóc. Wezwał lekarza. Poszkodowany odzyskał przytomność dopiero po 17 dniach. Groziło mu trwałe kalectwo.

Gdy Stanisław w szpitalu walczył o życie, milicja szukała już sprawców tego napadu. Szybko ustalono, kto stał za pobiciem. Do zatrzymania doszło już dwa dni po ataku. Oskarżono ich o usiłowanie zabójstwa milicjanta.

To, czy 21-letni Ryszard zawiśnie na szubienicy, zależało tylko od decyzji Rady Państwa.

Proces odbywał się w trybie doraźnym. Ryszard został skazany na karę śmierci. Jeden z jego kolegów usłyszał wyrok dożywocia, drugi tylko 10 lat.

Do Rady Państwa zaczęły wpływać pisma od wielu osób. Nawet nie znały Ryszarda, nie widziały go nigdy na oczy. Jednak mimo tego prosiły o zmianę wyroku. Nie mieściło im się w głowie, że zaledwie 21-letni chłopak trafi na szubienicę.

Ostatecznie Ryszard nie został powieszony. Zmieniono mu wyrok z kary śmierci na dożywotnie więzienie. Ta decyzja zapadła na początku stycznia 1964 roku. Zmniejszono mu też karę utraty praw publicznych i honorowych z dożywotniego na 5-letni okres.

W jaki sposób Ryszard próbował się bronić przed sądem? Czy słusznie otrzymał najwyższy wyrok? Czy można ustalić, jakie były jego dalsze losy? O tym wszystkich dowiecie się słuchając #173 odcinka KRYMINATORIUM!

Słuchaj podcastów na: