preloder
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Dopiero cztery miesiące po zaginięciu dzieci tajemnica, która ogarnęła całą Zduńską Wolę zostaje wyjaśniona. 16 stycznia 1936 roku ok. godziny 15, pewien robotnik wydobywa piasek i gruz z tzw. górki przy ul. Belwederskiej. W pewnym momencie ostrze szpadla trafia na owłosioną ludzką głowę. To ciało jedno z zaginionych. Mężczyzna rozgarnia ziemię. Dostrzega ramiona okryte ciemną tkaniną. Zwłoki leżą twarzą do ziemi.

Tajemnica zaginionych dzieci zostaje wyjaśniona po  czterech miesiącach
Tajemnica zaginionych dzieci zostaje wyjaśniona po czterech miesiącach

Robotnik szybko odjeżdża, znajduje swojego szefa i opowiada o przerażającym odkryciu. Ten zgłasza to na komisariacie. Nie miejsce przyjeżdża dwóch szeregowych oraz jeden funkcjonariusz ze służby śledczej. Gdy podczas odrzucanie ziemi trafiają na kolejne zwłoki przerywają czynności do czasu przyjazdu władz sądowych. Z treści protokołu oględzin wynika, że wieczorem 16 stycznia 1936 roku odnaleziono ciała trzech poszukiwanych chłopców. Po wydobyciu zwłoki przewiezione zostają do szpitalnej kostnicy. Tam zostają okazane rodzicom, którzy potwierdzają tożsamość Jana Marciniaka, Marina Skotnickiego i Kazimierza Górskiego. Wiemy już, że dzieci nie żyją. Ciała odnaleziono zaledwie kilkanaście metrów od miejsca, w którym świadkowie widzieli chłopców po raz ostatni. Teraz trzeba jeszcze ustalić przyczynę oraz okoliczności śmierci.

 

Chłopcy zostaje zasypani żywcem. Śmierć była wynikiem nieszczęśliwego wypadku
Chłopcy zostaje zasypani żywcem. Śmierć była wynikiem nieszczęśliwego wypadku

Komisja śledcza stwierdziła, że śmierć dzieci była wynikiem nieszczęśliwego wypadku. Chłopcy bawili się na tzw. górkach. Może chcieli się przed kimś schować, albo znaleźli spokojnie dla siebie miejsce w wyrwie nasypu. Niestety nieszczęśliwie w tym właśnie momencie ziemia opadła. Chłopcy nie mieli jak się wydostać. Do tragedii mogły się także przyczynić wydarzenia z maja i czerwca tego samego roku, wówczas przez ul. Piwną na Belwederską skierowany został cały ruch pojazdów z ul. Piłsudskiego. W konsekwencji droga w pobliżu nasypu była częściej eksploatowana, a to w dużej mierze przyczyniło się do obruszenia wzgórza przez częste wstrząsy gruntu.

Obecnie nie ma już żądnego śladu po owym nasypie. W miejscu, w którym najprawdopodobniej doszło do tragicznego zdarzenia znajduje się prywatna posiadłość. Każdego dnia mieszkańcy Zduńskiej Woli mijają nieświadomie miejsce śmierci 8-latków.

Pogrzeb dzieci ze Zduńskiej Woli

Wielokrotnie bywałem na miejscach, w których przed laty dochodziło do nieszczęścia. Zaczynając od domów, w których mieszkali zabijali mordercy, aż po miejsca zbrodni w lasach lub oddalonych od miasta terenów na nadbrzeżach rzek lub jezior. Zawsze zastanawiam się wówczas co czuły ofiary przed śmiercią. Jakie były te ostatnie myśli, ostatnie życzenia. O kim pomyśleli? Po jakim czasie zdali sobie sprawę, że to właśnie tego feralnego dnia ich życie się skończy. Przerażające, ale znając potworną historię tego typu miejsc nie sposób przejść obok nich obojętnie. Przynajmniej ja tak nie potrafię. Tam zawsze w głowie pojawiają się jakieś pytania, a człowiek instynktownie patrzy przez ramię, aby upewnić się, że jest bezpieczny. Zmierzając w stronę miejsca tragedii sprzed prawie 90 lat również w mojej głowie kłębiło się wiele pytań. zasypani żywcem. Straszna śmierć.

Pogrzeb dzieci ze Zduńskiej Woli

W muzeum znajdują się także zdjęcia z pogrzebu. Widać na nich jak wielkie emocje budziła ta sprawa wśród mieszkańców Zduńskiej Woli. Koledzy tragicznie zmarłych chłopców nieśli trzy małe białe trumny ulicami miasta. Razem z Martyną przeszliśmy zarówno ostatnią drogę dzieci przed śmiercią jak i te ostatnią, którą przebył z nimi kondukt pogrzebowy.

 

Dzieci pochowane zostały na miejscowym cmentarzu
Dzieci pochowane zostały na miejscowym cmentarzu

Jak dobrze, że ktoś znajdując te stare dokumenty pomyślał o tym, aby przekazać je do muzeum. Dzięki temu mogliśmy odtworzyć tę historię najdokładniej jak to tylko możliwe. Była to wielka tragedia, o której należy pamiętać. Z każdej historii można wyciągnąć jakieś wnioski, nawet z tych szczególnie wstrząsających i nieszczęśliwych spraw.

Niewątpliwie wciąż coś przyciąga mnie do takich spraw. Szelest tych starych gazet. Zapach pożółkłych dokumentów. Miejsca, w których przed laty doszło do nieszczęścia jak również groby, w których spoczywają ofiary i sprawcy. Takie sprawy mnie ekscytują, a jeżeli dotrwaliście do końca tego materiału oznacza to, że nie jestem odosobniony.

 

Słuchaj podcastów na: