Dziewczynki w koszulkach Manchesteru United | #128 KRYMINATORIUM

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Miały po 10 lat i były najlepszymi przyjaciółkami. Holly Wells i Jessica Chapman. Niemal wszystko robiły razem. Chodziły do tej samej klasy, wspólnie spędzały wolny czas po szkole. Bawiły się, grały w gry komputerowe lub spacerowały uliczkami angielskiego Soham, w którym mieszkały.

Ulubionym miejscem dziewczynek było miejskie centrum sportowe, znajdowało się przy szkole podstawowej, do której chodziły. Zaledwie kilka minut piechotą od domu Holly.

Holly-Wells-and-Jessica-Chapman-2002
Były tylko dwie zasady, których 10-latki musiały przestrzegać. Nie rozmawiać z nieznajomymi i wrócić do godziny 20:30 | fot. dailyrecord.co.uk

4 sierpnia 2002 roku Holly i Jessica bawiły się razem w pokoju pierwszej z nich. Kilka minut po godzinie 18:00 przyjaciółki ubrane w takie same koszulki opuściły dom i nikomu nie powiedziały, gdzie idą. Wszelki słuch po dziewczynkach zaginął.

„Domowa godzina policyjna”

Punktualnie o 20:00 do sypialni córki weszła matka Holly. Ku jej zdumieniu odkryła, że pokój był pusty. Natychmiast zaalarmowała męża, który jednak – w przeciwieństwie do swojej żony – starał się nie panikować.

Gdy o wpół do dziewiątej wybiła godzina, którą Kevin Wells nazywał żartobliwie „domową godziną policyjną”, a jego córka wciąż przebywała poza domem – również i on zaczął się martwić. Martwili się również państwo Chapman, których córka Jessica nie wróciła do domu o wyznaczonej porze.

Krótko przed godziną 22:00 Wellsowie jako pierwsi, o zaginięciu Holly powiadomili miejscową policję. Rozpoczęły się drobiazgowe poszukiwania, w których wzięło udział ponad czterystu funkcjonariuszy. Policjanci pukali do każdych drzwi niewielkiego Soham. Bez rezultatu – po godzinie 18:30 nikt nie widział 10-latek.

Szybko pojawiła się policyjna hipoteza, mówiąca o tym, że dziewczynki mogły zostać porwane…

Krew z nosa

Najbardziej wiarygodnym świadkiem podczas poszukiwań okazał się 28-letni Ian Huntley – szkolny dozorca pobliskiego liceum. Mężczyzna mieszkał w niewielkim domu, blisko Centrum Sportowego, przed którym zaginione 10-latki były widziane po raz ostatni.

Dziewczynki w dniu zaginięcia ubrane były w jednakowe koszulki swojego ulubionego klubu piłkarskiego Manchesteru United | fot. cosmopolitan.com

Wszystko wskazywało na to, że Huntley był ostatnią osobą, która widziała zaginione. Nic więc dziwnego, że mężczyzną zainteresowała się policja. Dom dozorcy został przeszukany następnego dnia, jednak funkcjonariusze nie znaleźli niczego, co mogłoby łączyć 28-latka ze zniknięciem Holly i Jessiki.

Jego alibi – zapewnione mu przez szkolną nauczycielkę – było na tyle mocne, że został on skreślony z listy głównych podejrzanych. Jego zachowanie mimo wszystko wydawało się policjantom bardzo dziwne…

Zbyt wiele pytań

Huntley nadmiernie interesował się postępami w śledztwie. Nieustannie dopytywał, jakie ślady znaleziono. Domagał się zdradzenia mu informacji, których policjanci dla dobra śledztwa nie chcieli upubliczniać.

Przełom nastąpił 12 dni po zgłoszeniu zaginięcia. Śledczy przypuszczając, że Ian Huntley wiedział znacznie więcej, niż decydował się mówić – postanowili jeszcze raz przeszukać szkolny magazyn, w którym jako dozorca spędzał dużo czasu. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę.

Późnym wieczorem 16 sierpnia, w koszu na śmieci odkryto na wpół spalone fragmenty koszulek piłkarskich. Były podobne do tych, które w dniu zaginięcia miały na sobie dziewczynki. Natrafiono również na buty w rozmiarze typowym dla 10-latek.

Brytania we łzach

Huntley do niczego się nie przyznawał. Odmówił składania jakichkolwiek wyjaśnień i zażądał adwokata. Jego dziewczyna, Maxine Carr również milczała, a jeśli już odpowiadała na pytania policjantów, robiła to w sposób wymijający.

Gdy w międzyczasie odkryto ciała dziewczynek, śledczy wciąż przesłuchiwali parę oskarżoną już o dokonanie podwójnego morderstwa. Pierwsza złamała się Maxine…

„Gdybym tylko wiedziała”

Pomimo niepodważalnych dowodów, które udało się zebrać, para uparcie twierdziła, że nie miała nic wspólnego zarówno z zaginięciem, jak i ze śmiercią dziewczynek. Prokuratura była innego zdania i żądała dla oskarżonych maksymalnej kary, czyli dożywotniego pozbawienia wolności.

Ian Huntley
Ian Huntley chętnie udzielał wywiadów w sprawie zaginionych dziewczynek. To on widział je po raz ostatni | fot. thetimes.co.uk

Proces, który rozpoczął się w listopadzie 2003 roku, przykuł uwagę całej brytyjskiej opinii publicznej. Krajowe dzienniki ze szczegółami relacjonowały jego przebieg. Pojawiły się również głosy o konieczności przywrócenia w Wielkiej Brytanii kary śmierci, bo tylko taki wyrok – w oczach Brytyjczyków – byłby sprawiedliwy.

Wypadek czy morderstwo?

Ian Huntley w trakcie procesu nieoczekiwanie zdobył się na wyznanie o rzekomym wypadku, do którego miało dojść w jego domu…

Co się tak naprawdę stało z dziewczynkami? Czy Ian Huntley wraz ze swoją partnerką zostali uniewinnieni? Wszystko to w #128 odcinku Kryminatorium!

Słuchaj podcastów na: