Edward nie mówi całej prawdy | #159 ŚLEDZTWA PRL

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

W małej wiosce niedaleko Bydgoszczy w tajemniczych okolicznościach znika małżeństwo w podeszłym wieku. Helena i Alojz Sobczakowie nie planowali wyjazdu, ich nagła nieobecność jest zaskoczeniem dla wszystkich. Ich syn Edward przekonuje, że rodzice wyjechali z własnej woli i spotkał się z nimi po tym, gdy zniknęli. Jednak prowadzone śledztwo pozwala przypuszczać, że małżeństwo nie żyje, a ich syn nie mówi całej prawdy.

Niewiele brakowało, aby ta sprawa nigdy nie została wyjaśniona. W pierwszym etapie śledztwa popełniono szereg błędów i zaniedbań. Milicjanci mieli sprawcę na tacy, ale ten jednak zdołał się wymknąć. Gdyby nie jego pewność siebie, być może byłby bezkarny do końca życia.

EDWARD SAM W DOMU

W Wudzynie – niewielkiej wiosce położonej nieco ponad 20 km na północ od Bydgoszczy – na początku 1953 roku doszło do zaginięcia Heleny i Alojzego Sobczaków.

Małżeństwo było w podeszłym wieku. Alojzy był inwalidą, nie miał nogi. Prowadził hodowlę kanarków oraz niewielkie gospodarstwo. Razem z nimi mieszkał ich 24-letni syn Edward. Po tym, gdy starsze małżeństwo zniknęło, przekonywał wszystkich, że jego rodzice wyjechali na ziemie odzyskane, aby tam objąć gospodarstwo rolne. Ta wersja od razu wydawała się mało prawdopodobna zarówno dla milicjantów, którzy przyglądali się sprawie zaginięcia jak i dla znajomych małżeństwa.

Wiosną 23 kwietnia Edward został wezwany na przesłuchanie do komendy milicji w Bydgoszczy. W końcu to on powinien być najlepiej poinformowany. Mieszkał z rodzicami w jednym domu. Znał ich problemy i plany. Milicjanci próbowali znaleźć odpowiedź na pytanie czy stare, schorowane małżeństwo rzeczywiście mogło świadomie wyjechać na tak długi czas.

Rodzice przed wyjazdem mieli zostawić synowi 300 zł na życie. Edward miał zając się hodowlą zwierząt i pracą na gospodarstwie. Wcześniej praktycznie wszystkim zajmowali się Helena i Alojz.

Wudzyn to wieś położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie bydgoskim, w gminie Dobrcz. Liczba jej mieszkańców nie przekracza tysiąca osób. To właśnie tam, w roku 1953, doszło do tajemniczego zaginięcia starszego małżeństwa. | Fot. Google Street View.

Według relacji Edwarda małżeństwo żyło, a wyjazd był ich świadomą decyzją. Kupili dom w Chałupkach położonych około 20 km od Raciborza.

Jak przekonywał młody Sobczak – budynek, który nabyli jego rodzicie był w remoncie i na razie na dawał się jeszcze do zamieszkania. Planowali odwiedzić Wudzyn pod koniec lutego. Z tej obietnicy nigdy się jednak nie wywiązali.

Edward tłumaczył, że zaraz po przeczytaniu wiadomości spalił zarówno list. Nie mógł więc udowodnić, że taka korespondencja rzeczywiście została do niego wysłana.

PODEJRZENIA SIOSTRY

Jego siostra nabrała pewnych podejrzeń. Wcześniej nie wiedziała o planach wyjazdu rodziców. Kobieta wysłała kilka listów pod adresy, które rzekomo przekazali. Ale żaden z nich nie dotarł, ponieważ listonosz nie znalazł pod wskazanym miejscem adresatów.

Edward przekonywał, że ta sytuacja go niepokoi, ale nie chciał zawiadomić milicji. Tłumaczył, że i tak nie będą w stanie im pomóc, nie ma więc sensu, aby angażować ich w całą sprawę.

Wszyscy byli zaskoczeni ich nagłą nieobecnością. Alojz był przywiązany do swojego domu, do gospodarstwa, do zwierząt. Na pewno miałby problem, aby odnaleźć się w nowym środowisku. I taką wersję przedstawiali mieszkańcy wioski.

Milicjanci rozpoczęli poszukiwania zaginionego małżeństwa. Byli jednak przekonani, że stało się najgorsze. | Fot. nac.gov.pl

Sobczakowie narzekali jednak na swojego syna. Nie chciał im pomagać, był leniem. Z tego też powodu dochodziło w rodzinie do awantur. Edward jakiś czas wcześniej związał się z pewną kobietą, ale kandydatka na żonę, nie do końca podobała się jego rodzicom.

Sąsiedzi zwrócili uwagę na nieobecność starszego małżeństwa w styczniu. Jeden ze świadków zapamiętał sytuację z tego okresu, która wydała mu się dziwna i podejrzana. Oto jego słowa.

Milicjanci założyli więc, że Edward może nie mówić całej prawdy. Na podstawie uzyskanych informacji od sąsiadów uznano, że może być on zamieszany w nagłe zniknięcie Świetlików.

On sam również czuł, że z czasem trafi na celownik śledczych. Dzień po swoim przesłuchaniu opowiedział znajomemu, którego także przepytywała już milicja, że spodziewa się aresztowania.

BEZ DOWODÓW

Niektórzy ze świadków zauważyli u Edwarda w ostatnim czasie nagły przypływ gotówki. Młody mężczyzna sprzedał przecież zwierzęta z gospodarstwa, ale przekonywał milicjantów, że całą gotówkę oddał rodzicom podczas ich spotkania.

Milicjanci zaczęli swoje śledztwo od sprawdzenia adresu, który przekazali zaginieni. Pod tym adresem nie mieszkał nikt o tym nazwisku. Takich osób nie kojarzyli nawet inni mieszkańcy wioski.

Podejrzewano, że Sobczakowie nie żyją. Hipoteza o ich wyjeździe wydawała się nieprawdopodobna. Tym bardziej, że poza Edwardem nikt tego scenariusza nie potwierdził.

Po aresztowaniu Edward wciąż uparcie twierdził, że nie ma nic wspólnego z zaginięciem rodziców. | Fot. pixabay.com

Syn przedstawiał zupełnie inną wersję zdarzeń. Był pewny, że rodzice wyjechali i uparcie się tego trzymał. Nie było jednak żadnego śladu, który jego słowa mógłby potwierdzić. Milicjanci założyli więc najbardziej prawdopodobny powód zniknięcia – morderstwo. Jako sprawcę, wytypowano Edwarda.

Trzy miesiące po zaginięciu, Edward został aresztowany pod zarzutem zabójstwa rodziców. Jednak do niczego się nie przyznawał.

Nie było bezpośrednich dowodów na jego winę, a przeszukania jego rodzinnego domu również nie przyniosły odpowiedzi na pytanie, gdzie podziało się małżeństwo. Starano się także ustalić, w jaki sposób zginęli i gdzie są ich zwłoki, bo to że nie żyją było już raczej pewne.

ZMARTWIONY SYN

Edward nie zmieniał swoich wyjaśnień. Milicjantom nie udało się znaleźć śladów, które mogły świadczyć o tym, że kłamie. Dlatego śledztwo zostało umorzone i Edward mógł wrócić do swojego rodzinnego domu.

Sprawa została co prawda przekazana do Komendy Powiatowej w Bydgoszczy, aby tam milicjanci przyjrzeli się jeszcze raz zebranym informacjom, ale nic w tej kwestii nie robiono.

Nieco ponad rok po zaginięciu małżeństwa, Edward Świetlik złożył zażalenie do Rady Państwa. Krytykował działania milicji i prokuratury. Wskazywał na bezowocne poszukiwania, czuł się pokrzywdzony. Sugerował, że działania śledczych i podejrzenia w jego kierunku nadszarpnęły jego dobre imię. Prosił o podjęcie ponownych działań, które doprowadzą do rozwiązania zagadki i odnalezienia jego rodziców.

Jeżeli Edward rzeczywiście był zamieszany w zaginięcie i śmierć rodziców, a przecież przemawiało za tym wiele sygnałów, to czy zależałoby mu na tym, aby milicja ponownie przyjrzała się tej sprawie?

Czy w ten sposób chciał zwiększyć swoją wiarygodność? Czy był to element jego przemyślanej rozgrywki ze śledczymi? A może młody Świetlik naprawdę nie miał czego obawiać i zależało mu na tym, aby odkryć prawdę oraz odnaleźć Helenę i Alozjego. O tym wszystkim dowiecie się słuchając #159 odcinka KRYMINATORIUM!

Słuchaj podcastów na: