Henri Landru – Sinobrody amant | #125 SERYJNI MORDERCY

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Pięknymi słowami i słodkimi kłamstwami potrafił omotać niemal każdą kobietę. One nie tylko oddawały mu całe swoje serce, ale i wszystkie oszczędności. Znajomość z Landru przypłaciły życiem.

Francuzi wciąż pamiętają o jego zbrodniach, czego dowodem jest przydomek, jaki został mu przez nich nadany – „Sinobrody z Gambais” – nawiązujący do znanej, XVII-wiecznej francuskiej baśni.

Ambicje inżyniera

Henri urodził się w 1869 roku. Jego matka była gospodynią domową, ojciec pracował w hucie. Po skończeniu szkoły katolickiej został subdiakonem, a w wieku 17 lat został inżynierem.

Henri uchodził za młodzieńca błyskotliwego i inteligentnego. Szybko zdał sobie sprawę, że jest mądrzejszy od swoich rówieśników. Łatwiej niż inni nawiązywał również kontakty towarzyskie.

landru
Ciał ofiar Landru nigdy nie odnaleziono, a on sam przed sądem zaprzeczał wszystkim oskarżeniom | fot. alchetron.com

Miał 18 lat, gdy zwrócił uwagę Marie-Catherine – starszą od niego o rok, niezwykle piękną dziewczynę, która była jednocześnie jego kuzynką. Henri nie widział jej od lat.

I choć cała rodzina była przeciwna kontaktom młodych, ci zamieszkali razem, a w 1893 roku wzięli ślub. Para doczekała się także czwórki dzieci.

Landru nie umiał utrzymać stałej pracy i ciągle imał się różnych zajęć. Ostatecznie postanowił zostać wynalazcą – zaprojektował nawet mechaniczny rower i znalazł inwestorów gotowych na finansowe wsparcie projektu. Henri z po tym, jak tylko zebrał od sponsorów pokaźną sumę pieniędzy – po prostu zniknął…

Romanse i wyroki

Wraz z kolejnymi oszustwami nazwisko Landru trafiło na wystawione przez policję listy gończe. Zmuszony do rozłąki z rodziną i ukrywania się, w 1904 roku Henri wpadł w końcu w ręce stróżów prawa. Został skazany na dwa lata więzienia.

Po wyjściu z więzienia kontynuował swoją przestępczą działalność. Zmienił jedynie ofiary. Zamożnych, ale posiadających liczne wpływy biznesmenów zamienił na naiwne damy – w większości bogate i samotne wdowy.

Swój czas dzielił pomiędzy zakup kolejnych posiadłości, nowe romanse oraz… powroty do więzienia. W ciągu następnych dziesięciu lat trafiał za kratki siedem razy.

W międzyczasie jego ojciec, który nie mógł pogodzić się z występkami Henriego, powiesił się.

willa
Jedna z posiadłości zakupionych przez Landru znajdowała się we wsi Gambais, około 70 km na zachód od Paryża | fot. thecinetourist.net

Pan pozna panią

Jego stosunki rodzinne uległy znacznemu pogorszeniu. Praktycznie w ogóle nie widywał się ani z żoną, ani z dziećmi. On jednak nie rozpaczał z tego powodu.

Mimo że jego twarz znana już była policji, Landru nie chciał rezygnować z obranego sposobu na życie.

Wojna spowodowała wśród miejscowych kobiet zwiększenie popytu na samotnych mężczyzn – zwłaszcza tych zamożnych. Nikt nie lubi samotności i Landru dobrze o ty wiedział. Postanowił umieścić w jednej z gazet swoje ogłoszenie matrymonialne i czekać, aż któraś z kobiet wpadnie w jego sidła.

Tak oto poznał 39-letnią Jeanne Cuchet – wdowę, która kilka lat wcześniej odziedziczyła spory majątek po zmarłym mężu. Tak przynajmniej twierdziła ona sama, gdyż w rzeczywistości ledwo wiązała koniec z końcem.

Choć Landru szybko zorientował się, że Jeanne nie posiada żadnego majątku, postanowił kontynuować tę znajomość.

Landru, podszywając się pod nazwisko Diard, coraz częściej wspominał o ślubie. 39-letnia wdowa zdawała się zaślepiona nowym narzeczonych, mimo że nic o nim nie wiedziała. Jednak i tutaj prawda szybko wyszła na jaw.

Pan Diard okazał się panem Landru – i to w dodatku zaręczonym z wieloma innymi wdowami. Jeanne natychmiast zerwała zaręczyny. Nie wytrzymała jednak w tej decyzji zbyt długo. Gdy tylko doszło do kolejnego jej spotkanie z Henrym, kobieta postanowiła do niego wrócić. A nawet więcej – tuż przed Bożym Narodzeniem 1914 roku wraz z synem wprowadziła się do jego domu. Od tamtej pory nikt ich więcej nie widział…

„Dowody szczęśliwego życia”

Przez kolejne trzy lata – do stycznia 1919 roku – w niemal identycznych okolicznościach zaginęło sześć innych wdów związanych uprzednio z Landru.

Rodziny wdów otrzymywały listy i telegramy. Henri wysyłał również pocztówki z pozdrowieniami. Niemal wszyscy uwierzyli, że kobiety nie tylko żyją, ale są bardzo szczęśliwe. Jednak jedna osoba wydawała się nie dowierzać zapewnieniom z kartek…

Tym niedowiarkiem była Marie Lacoste, młodsza siostra przyrodnia 47-letniej Celestine Buisson, która zaginęła dwa lata po tym, jak odpowiedziała na ogłoszenia matrymonialne Landru.

Mężczyzna wielu imion

Marie od samego początku nie przepadała za Landru. Rok przed swoim zniknięciem Celestine zaczęła jednak mieć wątpliwości. Zwierzyła się nawet siostrze, że „pan Fremyet” coraz usilniej zaczyna ją namawiać do przekazania mu wszystkich jej oszczędności.

Henri-Landru
Cięte riposty i czarny humor Landru sprawiły, że część obserwatorow procesu w jego sprawie zaczęła czuć sympatię do mężczyzny | fot. spectator.co.uk

Marie postanowiła osobiście sprawdzić co dzieje się z jej siostrą.

W wiosce, w której miała rzekomo mieszkać z mężem, nikt nie słyszał nazwiska Fremyet. Jednak na podstawie opisu jego wyglądu mieszkańcy podawali najróżniejsze nazwiska i zawody, pod jakimi mężczyzna był im znany.

Zdeterminowana Marie

11 kwietnia 1919 roku Marie zobaczyła Landru w jednym ze sklepów. Towarzyszyła mu pewna kobieta. Oboje zachowywali się, jakby byli w bardzo zażyłych stosunkach. Marie śledziła ich aż do chwili, gdy para weszła do jednej z kamienic.

O swoim odkryciu zaalarmowała policję. Dzięki jej staraniom udało się schwytać niebezpiecznego przestępcę. Landru trafił przed sąd.

Śmiech w sądzie

Proces człowieka, którego francuska prasa wkrótce zaczęła nazywać „Sinobrodym”, rozpoczął się 7 listopada 1921 roku w Paryżu i natychmiast przykuł uwagę opinii publicznej w całym kraju…

Jak skończyła się ta sprawa? Jakich jeszcze niegodziwych czynów dopuścił się Sinobrody? Posłuchajcie #125 odcinka Kryminatorium.

Słuchaj podcastów na: