preloder
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

W dzisiejszym odcinku opowiem Wam o makabrycznych znaleziskach w Łodzi z 1986 roku i związanej z nimi historii.

21 stycznia 1986 r. W ten zimowy poranek lokalne gazety donoszą o wichurze, która dzień wcześniej przeszła nad miastem. Wiatr osiągał prędkość nawet do 140 km/h. Skutkiem nawałnicy były pozrywane przewody energetyczne, zniszczona tramwajowa i kolejowa sieć trakcyjna, i połamane drzewa, powalone na prywatnych samochodach. Anomalia pogodowa przyczyniła się do wielu utrudnień komunikacyjnych i energetycznych. Mieszkańcy Łodzi pozbawieni byli prądu i mieli duże problemy w poruszaniu się po ulicach, nie mówiąc już o zniszczonych domostwach.

Na kolei odnotowano poważne uszkodzenia na trasie Łódź – Koluszki – Skierniewice.

Krwawy bagaż

W tych szarych okolicznościach na torach kolejowych biegnących w okolicy Lipiec Reymontowskich dyżurny ruchu podczas swojej zmiany, około godziny 9 rano odnajduje dużą walizkę. Bagaż z pewnością został przez kogoś zagubiony podczas podróży pociągiem.  Jego oczom jednak ukazuje się makabryczny widok, którego na pewno się nie spodziewał…

Wewnątrz walizki znajdują się dwie odcięte ręce i ludzka, męska głowa. Torba podpisana jest od wewnątrz czerwonym kolorem „Maria M.”. Czy są to dane właściciela? Jaka jest tożsamość mężczyzny, którego głowę właśnie odkryto i czy ręce należą do tej samej osoby? To nie jedyne krwawe odkrycie tego dnia na kolei…

Walizka komornik Łódź
Dróżnik w tekturowej walizce odnalazł nietypową zawartość | fot. flickr.com

Zaginięcie poborcy podatkowego

17 stycznia 86 roku, łódzcy milicjanci przyjmują zgłoszenie o zaginięciu starszego poborcy skarbowego, Stefana Z. Z informacji naczelnika Urzędu Skarbowego Łódź-Śródmieście wynika, że zaginiony komornik 15 stycznia w wyznaczonym rejonie miasta przeprowadzał czynności egzekucyjne.

Mężczyźnie nigdy wcześniej nie przytrafiały się podobne zniknięcia, dlatego tym bardziej jego nieobecność w pracy była mocno niepokojąca. Nikt nie podejrzewał go o to, że wraz z odzyskanymi długami postanowił nagle uciec i nie wracać już do pracy. Miał zbyt wiele do stracenia. Może zachorował? A może ktoś go napadł? Trzeba było sprawdzić każdą ewentualność.

Z zapisków Stefana Z. było jasne, że 14 stycznia nie udało mu się odebrać długu od Marii M., ponieważ nie miał go z czego ściągnąć. Kobieta nie posiadała żadnych wartościowych przedmiotów, które można było zająć. Kolejnym dłużnikiem na liście komornika był Stanisław M. zalegający ze spłatą 50 tys.

Śledczym udało się ustalić, że Stanisław i Maria mieszkają ze swoimi dziećmi w mieszkaniu Marii. Niedługo później tam docierają. Po wyłamaniu drzwi 40-metrowego mieszkania milicja zastaje w nim dwójkę dzieci – 15-letniego Jacka M., syna Stanisława i ośmioletniego syna Marii. Byli sami, pozostawieni bez opieki dorosłych. Funkcjonariusze przystępują do przeszukania lokalu.

Wólczańska Łódź poborca podatkowy
Ulica Wólczańska w latach 80. nie cieszyła się dobrą sławą | fot. wikipedia

Zabójczy duet

Wewnątrz panował zaduch, nieład i brud. Kawalerka była przedzielona zasłonami na trzy pomieszczenia. Wersalka, na której siedzieli chłopcy przykryta była pościelą pełną zaschniętych plam krwi. W części kuchennej przy piecu leży poplamiony na brunatno drewniany klocek, obok znajduje się siekiera. Śledczy wszędzie dostrzegają plamy najprawdopodobniej po krwi. W piecu leżą niedopalone resztki portfela, w pralce poplamione gumowe rękawiczki. Czy w mieszkaniu udało się trafić na coś podejrzanego?

Śledczym w końcu udaje się rozwiązać zagadkę zaginięcia Stefana Z. Wiedzą, że mężczyzna nie żyje. W prasie ukazuje się informacja o śmierci urzędnika.

Klepsydra poborca podatkowy
Znajomi komornika opublikowali w prasie pożegnanie | fot. Dziennik Łódzki

W mieszkaniu milicjanci musieli przesłuchać zastane tam dzieci i rozpocząć jak najszybsze poszukiwania ich rodziców. W jaki sposób ich osoby łączą się z zaginięciem komornika?

Stanisław i Maria poznali się w 1983 roku na imprezie u wspólnych znajomych. Oboje byli wtedy po przejściach, samotni, mieszkali blisko siebie. Maria miała jednego syna, Stanisław dwóch, jednak jeden z nich był od urodzenia niewidomy i przebywał w zakładzie opieki w Laskach. Para postanowiła razem zamieszkać przy ulicy Wólczańskiej i wspólnie wychowywać dwójkę chłopców.

Z czasem osobiste długi pary zaczynają rosnąć i coraz bardziej im ciążyć. Maria dostała mandat za awanturowanie się w knajpie, Stanisław zalegał z opłatami za niewidomego syna. Oboje mieli problemy z alkoholem, a Stanisław dodatkowo z pracą. Kwestią czasu był fakt, aż w końcu ktoś upomni się o zaległe pieniądze.

Maria M. Stanisław M. poborca podatkowy Łódź
Wizerunek poszukiwanych opublikowała lokalna prasa | fot. Dziennik Łódzki

Zdarzenie przy Wólczańskiej

14 stycznia 1986 roku komornik złożył Marii wizytę w celu wyegzekwowania długu, ale ona nie miała z czego go oddać. Jak sobie z tym poradziła i co się stało z długiem jej kochanka, Stanisława? Wszystkiego dowiadujemy się z wyjaśnień składanych przez konkubentów.

Podczas oczekiwania na proces, Stanisław M. dwukrotnie próbował popełnić samobójstwo. Po obserwacji w szpitalu psychiatrycznym stwierdzono u niego osobowość nieprawidłową. U Marii M. stwierdzono skłonność do autoagresji i nadużywania alkoholu.

Jak potoczyło się dalsze śledztwo, a następnie proces kochanków? O tym dowiecie się w #66 odcinku Kryminatorium!

Słuchaj podcastów na: