Koreański Zodiak | #141 SERYJNI MORDERCY

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Przez pięć lat w południowokoreańskim mieście Hwaseong grasował nieuchwytny seryjny zabójca, nazywany przez media „Koreańskim Zodiakiem”. Szybko pojawiły się plotki, że Zodiak na swoje ofiary poluje wyłącznie w czasie deszczu, a z jego ręki giną kobiety ubrane na czerwono. Aby go schwytać policjanci stosowali wszelkie możliwe sposoby – nawet te niezgodne z prawem.

Śledztwo trwało 33 lata i do dziś uznawane jest za największą sprawę kryminalną w historii Korei Południowej.

OFIARY Z HWASEONG

Przed rokiem 1986 południowokoreańskie miasto Hwaseong – oddalone niespełna 50 km na południe od Seulu – zamieszkiwało ponad 220 tysięcy mieszkańców. Ludzi czuli się dość bezpiecznie, a kobiety nie obawiały się samotnych spacerów, nawet po zmierzchu. Jeśli policja zmuszona była do interwencji – zwykle chodziło o włamania, kradzieże czy pobicia.

Wszystko zmieniło się w połowie września 1986 roku, gdy nieznany sprawca zamordował 71-letnią kobietę, wracającą nad ranem do domu po nocy spędzonej u swojej córki. Jej ciało odnaleziono 4 dni później na jednym z pastwisk.

Ofiara została uduszona za pomocą rajstop. Choć sprawca rozebrał swoją ofiarę, nie doszło do gwałtu. Żadnych innych śladów, żadnych świadków. Śledztwo utknęło w martwym punkcie.

20 października zniknęła kolejna kobieta. Jej zwłoki zostały odnalezione 3 dni później w jednym z kanałów pomiędzy polami ryżowymi.

Pod koniec grudnia 1986 roku dokonano kolejnego makabrycznego odkrycia. 23-latka została zgwałcona własnym parasolem i uduszona. Okoliczności jej wcześniejszego zaginięcia były podobne, jak w przypadku poprzedniego morderstwa. Detektywi byli pewni, że wszystkich trzech zabójstw dokonał ten sam sprawca.

Detektywi badają miejsce zbrodni w pobliżu miasta Hwaseong. Tymczasem nieuchwytny seryjny zabójca wciąż pozostawał na wolności | fot. cnn.com

ZODIAK Z AUTOBUSU

Do końca 1987 roku liczba zamordowanych kobiet wzrosła do siedmiu. Mieszkańcy zaczęli żyć w strachu. Nikt nie czuł się bezpieczny. Mężczyźni tworzyli własne grupy i nocą patrolowali zakamarki miasta, uzbrojeni w noże i kije bejsbolowe. Kobiety starały się unikać wychodzenia z domu po zmroku.

Policjanci z Seulu szybko ustalili sposób działania i charakterystykę sprawcy.

Nasz Zodiak nie miał określonego typu ofiar. Liczyło się tylko to, że były kobietami. Atakował te, które uważał za bezbronne. Często czaił się w cieniu lub w krzakach, obserwując je i czekając na odpowiedni moment do ataku.

Najmłodsza ofiara miała zaledwie 14 lat, najstarsza 71. Tylko pierwsza kobieta nie została przed śmiercią zgwałcona. Przy każdej kolejnej zamordowanej policja zabezpieczała ślady nasienia sprawcy, jednak ówczesna technika nie pozwoliła im nawet na określenie jego grupy krwi.

Wkrótce nastąpił nieoczekiwany przełom. We wrześniu 1988 roku na policję zgłosił się kierowca autobusu, który twierdził, że w noc zabójstwa wiózł dziwnie zachowującego się, młodego mężczyznę. Jednak ani portret pamięciowy, ani nowe wskazówki dotyczące charakterystyki mordercy nie przyczyniły się do jego schwytania.

ŚMIERĆ W DESZCZU

Presja opinii publicznej, która domagała się szybkiego schwytania niebezpiecznego zabójcy sprawiła, że policjanci posuwali się do coraz brutalniejszych metod. Podczas przesłuchiwać kolejnych podejrzanych stosowali bicie, szantaż, a nawet groźby pozbawienia życia. Ich przełożeni najwidoczniej uznali, że cel uświęca środki.

Brak postępów w sprawie serii morderstw przyczyniał się do powstawania coraz większej liczby plotek. Mówiono, że Zodiak atakuje wyłącznie podczas deszczu, a jego ofiarami padają kobiety ubrane na czerwono.

Policjanci również słyszeli te plotki. Nie mając nic do stracenia, postanowili je sprawdzić. Przez kilka kolejnych miesięcy grupa specjalnie wyszkolonych policjantek, ubranych w czerwone sukienki lub płaszcze, spacerowała nocą przez opuszczone miejskie rejony. Uzbrojone w broń palną funkcjonariuszki miały nadzieję, że zwabią w ten sposób nieuchwytnego zabójcę. Niestety – bez powodzenia.

GDZIE JEST ZABÓJCA?

Tymczasem nieuchwytny zabójca wciąż pozostawał na wolności.

W listopadzie 1990 roku zgwałcona i zamordowana została 14-letnia gimnazjalistka. Zabójca związał jej ręce i nogi, a usta zakneblował stanikiem. Przy zwłokach pozostawił długopis oraz łyżkę i żyletkę.

Badanie nasienia pozwoliło określić grupę krwi zabójcy. To znacznie zawęziło krąg osób podejrzanych, ponieważ od tego momentu brano pod uwagę wyłącznie mężczyzn z grupą krwi „B”.

Zabójstwo kolejnej kobiety w kwietniu 1991 roku idealnie pasowało do sposobu działania mordercy – została napadnięta tuż po wyjściu z autobusu, zgwałcona i uduszona przez mężczyznę posiadającego krew grupy „B”. Tym samym lista jego ofiar wzrosła do dziewięciu.

Oficjalnie – bo policjanci podejrzewali, że zamordowanych kobiet mogło być więcej.

Przez następne lata w promieniu kilku kilometrów od miasta nie odnotowano ani jednego morderstwa, którego ofiarą byłaby kobieta. Śledczy zastanawiali się, co może być tego przyczyną. Czy koreański Zodiak nie żyje? A może uciekł z miasta i skutecznie się ukrył?

Lee Choon-jae, czyli „koreański Zodiak”: na szkolnym zdjęciu oraz jego portret pamięciowy, stworzony przez południowokoreańską policję | fot. cnn.com

Licznik jego zbrodni zatrzymał się na 9 oficjalnych ofiarach. Wraz z początkiem XXI wieku wszystko wskazywało na to, że już nigdy nie uda się ustalić tożsamości mordercy. Śledztwo w sprawie „koreańskiego Zodiaka” – choć oficjalnie umorzone – wciąż jednak trwało. I nagle – ku zaskoczeniu wszystkich – prawda wyszła na jaw…

SZOKUJĄCY WYZNANIE

We wrześniu 2019 roku na specjalnie zwołanej konferencji prasowej szef policji oświadczył, że słynny morderca znajdował się w rękach policji już od… 25 lat! 56-letni Lee Choon-jae odsiadywał w więzieniu wyrok dożywotniego pozbawienia wolności za zabójstwo siostry swojej szwagierki.

Choć Lee początkowo zaprzeczył, że miał cokolwiek wspólnego ze zbrodniami w Hwaseong – wyniki badań DNA nie pozostawiały wątpliwości. We wrześniu zabójca nagle zmienił zdanie i przyznał, że „koreański Zodiak” to on! Zdradził policjantom nawet więcej niż ci spodziewali się od niego usłyszeć.

Ile kobiet tak naprawdę zamordował „koreański Zodiak” z Hwaseong? Dlaczego tak długo pozostawał nieuchwytny? Czy odpowiedział za swoje zbrodnie? Dowiecie się tego słuchając #141 odcinka KRYMINATORIUM!

Słuchaj podcastów na: