Para szuka uległego | #140 POLSKA SPRAWA

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Cztery lata temu, w połowie lutego 2017 roku na komisariacie policji zjawia się 55-letnia Anna, która po powrocie z pracy odnalazła w domu zwłoki swojego partnera. Nie wyglądało to na śmierć z przyczyn naturalnych, a okoliczności całego zajścia były lekko mówiąc nietypowe.

Z PODUSZKĄ NA TWARZY

Kobieta nie mogła otworzyć drzwi.

Były zamknięte na dolny zamek, którego z moim partnerem Waldkiem M. nie używaliśmy. Klucz zwykle wisiał w przedpokoju. Musiałam prosić o pomoc ślusarza. Kiedy weszliśmy, Waldemar leżał martwy na łóżku. Na twarzy miał poduszkę.

Ekipa policyjna jedzie pod podany adres do jednej z dzielnic Pruszkowa.

Sporządzono protokół. Zwłoki mężczyzny są nagie, ma zaklejone taśmą usta. Na rękach odciśnięcia po kajdankach. Kostki stóp musiały być mocno związane, bo pozostały sine ślady.

W mieszkaniu nie ma komórki i laptopa. Z komody zniknęła biżuteria Anny. Gdy wcześniej kobieta dzwoniła do Waldemara z pracy, słyszała w słuchawce obcy męski głos i krzyki. Obiecał, że oddzwoni później. Mówił, że jest zajęty.

Wstępne oględziny denata prowadzą do wniosku, że przed śmiercią uczestniczył w perwersyjnych kontaktach seksualnych. Zmarł na zawał.

Waldemar szukał kontaktów seksualnych poprzez portale erotyczne. Tak trafił na swoich morderców | fot. pixabay.com

PARAWAWA 7897

Śledczy przeanalizowali nagranie z kamery umieszczonej na klatce w budynku, w którym mieszkał Waldemar M. ze swą konkubiną. 16 lutego 2017 roku, pod drzwiami wynajmowanego przez tę parę lokalu, pojawiła się zakapturzona dziewczyna z wysokim mężczyzną w  bejsbolówce. Nie było widać twarzy. Ktoś ich witał na progu – kamera pokazała tylko zarys sylwetki.

Z informacji uzyskanych od Anny B. wiadomo było, że jej partner zarejestrował się na portalu erotycznym. Niestety, nieznani goście Waldemara M. wykasowali korespondencję swej ofiary z serwisu, sformatowano także jego komputer. Śledczych czekało mozolne penetrowanie kontaktów na tej stronie internetowej z nadzieją, że może trafią na parę, którą pokazała kamera w budynku, gdzie mieszkał M.

Sporą część akt prokuratorskich zajmują przesłuchania osób aktywnych na pewnym portalu erotycznym, z którego korzystał Waldemar. Wśród oferujących usługi często pojawiał się nick „parawawa 7897”. Ktoś, kto się pod nim krył, szukał mężczyzny „uległego w kontaktach seksualnych, pożądającego silnych wrażeń”.

ZAPŁATA ZA ŚMIERĆ

Ten trop zaprowadził policję do pokoju hotelowego na obrzeżach Warszawy. Zaaresztowano 20-letnią Ewę K. oraz dwa razy od niej starszego Mariusza G. Przyznali się, że byli u Waldemara M.

Gdy uzgodniliśmy szczegóły, rozebraliśmy się do naga, kazałem temu Waldkowi położyć się w sypialni. Zakuliśmy mu ręce do tyłu kajdankami, a nogi w kostkach okręciłem sznurem i przywiązałem do oparcia łóżka. Zajęła się nim Ewa, a ja w tym czasie penetrowałem mieszkanie.

Waldemar prosił o darowanie życia. Obiecywał, że nikomu o całej sytuacji nie powie.

Mariusz zapakował do torby gospodarza jego sprzęt elektroniczny i kilka cennych rzeczy, które wpadły mu w ręce. Z telefonu skasował jego konto na portalu erotycznym, gdzie się poznali.

Chwile później oprawca wstrzyknął Waldemarowi cztery niekontrolowane dawki insuliny. Wiedział, że ofiara jest cukrzykiem i po takiej aplikacji spowoduje śmierć. Waldemar dostał agonalnych drgawek. Mariusz G. przycisnął mu do twarzy poduszkę. Zdjął ją dopiero, gdy przestał się ruszać.

Sprawca wiedział, że Waldemar jest cukrzykiem. Wykorzystał to, aby go zabić, wstrzykując mu zbyt dużą dawkę insuliny | fot. pixabay.com

Ewa K. usiłowała przekonać policjantów, że odpuściłaby Waldemarowi M., gdy błagał o życie. Bez wątpienia Mariusz nie zamierzał okazywać litości.

DWIE OFIARY

Jednak już na pierwszej rozprawie w Sądzie Okręgowym dla Warszawy, która odbyła się w kwietniu 2018 roku, Ewa nie potwierdziła swoich wyjaśnień złożonych w śledztwie. Z czasem zaczęła bronić swojego chłopaka.

Na zakończenie stwierdziła, że ona sama była ofiarą – podobnie jak Waldemar. Domogała się wręcz zwolnienia jej z aresztu, ponieważ nie zamierzała odpowiadać za to, że ktoś z podniecenia dostał zawału. Nie miała wpływu na rozwój wydarzeń.

Osobiście uważała, że nie zrobiła nic złego, a prostytucja nie jest karalna. Przedmioty z mieszkania Waldemara M. oboje wzięli za jego zgodą w ramach zapłaty za usługę.

 

Czy sąd uwierzył w wersję kobiety? Jaki wyrok usłyszeli sprawcy? Więcej szczegółów usłyszycie w #140 odcinku Kryminatorium.

Historia z dzisiejszego odcinka pochodzi z nowego numeru magazynu Detektyw.

Słuchaj podcastów na: