Mieli doklejone wąsy i fałszywe mundury. FBI szuka ich od 30 lat | #167 WIELKIE NAPADY

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Włamanie do bostońskiego muzeum sztuki zostało uznane za największy tego typu napad w historii pod względem wartości skradzionych dzieł. FBI przez lata próbowało odzyskać drogocenne eksponaty. A także schwytać sprawców oraz zleceniodawców tego brawurowego skoku. Pomóc miała ogromna nagroda pieniężna.

Wiele nazwisk i tropów oraz brak jakichkolwiek dowodów sprawiło, że napad na Muzeum Gardner stanowi dziś jedną z największych zagadek w kryminalnej historii Ameryki.

NOC W MUZEUM

W sobotnią noc, z 17 na 18 marca 1990 roku muzealny strażnik o imieniu Rick rozsiadł się wygodnie na krześle, a nogi oparł na blacie biurka. Wpatrywał się w obraz z kamer, zamontowanych na zewnętrznym murze budynku. Nagle zobaczył, jak z zaparkowanego przy bocznym wejściu samochodu wysiadło dwóch mężczyzn.

Wyglądali na policjantów. Wolnym krokiem podeszli pod boczne drzwi. Jeden z funkcjonariuszy nacisnął przycisk domofonu i wtedy na biurku strażnika rozległ się głośny dzwonek. Odebrał. Długo się nie zastanawiał. Wpuścił policjantów do środka. Zegar na jego biurku wskazywał godzinę 1:24.

Po wejściu funkcjonariusze zapytali czy ktoś jeszcze jest w budynku. Strażnik potwierdził, po czym otrzymał polecenie sprowadzenia swojego partnera do nich. Czekając na przyjście kolegi przyjrzał się twarzy jednego z policjantów. Zauważył coś dziwnego. Jego wąsy były nienaturalnie grube. Tak, jakby były sztuczne. Już miał o nie zapytać, gdy nagle odezwał się drugi z policjantów.

W muzeum im. Isabelli Stewart Gardner w Bostonie miała miejsce największa kradzież dzieł sztuki w XX wieku | Fot. Wikipedia

Stwierdził, że Rick wygląda znajomo i prawdopodobnie jest wystawiony nakaz jego aresztowania. Rick otrzymał polecenie wyjścia zza swojego biurka, podejścia bliżej i okazania dokumentów tożsamości. Strażnik zastosował się do polecenia. Wtedy niższy z mężczyzn przycisnął go do ściany i zakuł w kajdanki.

Widok obezwładnionego kolegi zaskoczył drugiego strażnika, który z pytającym wyrazem twarzy wszedł do dyżurki. Zamiast odpowiedzi otrzymał silne popchnięcie na ścianę. Kilka sekund później on również został skuty. Gdy obaj strażnicy zostali obezwładnieni, nocni przebierańcy oznajmili im w jakim celu tak naprawdę przyszli. Trzy proste słowa zmroziły im krew. To jest napad!

81 MINUT

Strażnicy zostali sprowadzeni do piwnicy i tam przykuci do rur grzewczych. Napastnicy nie pytali o drogę. Tak jakby dokładnie znali rozkład wszystkich pomieszczeń. Złodzieje sprawdzili portfele więźniów – informując, że teraz znają ich adresy. Obiecali też, że jeśli nic nie powiedzą policji, za rok otrzymają atrakcyjną nagrodę.

Następnie okleili głowy strażników taśmą klejącą. Zostawiając jedynie otwór na nos i usta, aby się nie udusili. Zapytali jeszcze, czy jest im wygodnie i czy nie potrzebują napić się wody. Po zapewnieniu obezwładnionych stróżów, że wszystko ok – wyszli z piwnicy. Była godzina 1:35. Od ich wejścia do muzeum minęło zaledwie 11 minut.

Pierwsze swoje kroki złodzieje w policyjnych mundurach skierowali na drugie piętro. Do tak zwanej „sali holenderskiej”. Ale nie weszli do niej od razu. Odczekali 13 minut, aby upewnić się, że prawdziwa policja nie została w jakiś sposób zaalarmowana.

W miejscu, gdzie znajdowały się skradzione obrazy, do dziś wiszą puste ramy | Fot. Wikipedia

Ze ściany zdjęli cztery obrazy Rembrandta, ale zabrali tylko trzy. W tym „Burzę na Morzu Galilejskim”, wyceniany na 100 milionów dolarów. Używając ostrza, wycięli płótna z ram.

Ich łupem z tej sali padły jeszcze dzieła Flincka i Vermeera. Ostatnim skradzionym stamtąd przedmiotem była starożytna chińska waza. Niewielka i niezbyt cenna. Jej wartość nie przekraczała kilku tysięcy dolarów.

Po wyjściu z sali holenderskiej przeszli do „krótkiej galerii”. Stamtąd zabrali wykonane z brązu zwieńczenie flagi napoleońskiej w kształcie orła. Dołożyli do tego pięć szkiców Degasa. Z sali na pierwszym piętrze zabrali obraz Maneta. Było to ostatnie dzieło, jakie tamtej nocy padło łupem złodziei.

Łącznie opuścili muzeum z 13 dziełami sztuki. Cały napad trwał dokładnie 81 minut, co czyniło go nie tylko najbardziej zuchwałym napadem w historii, ale i najdłuższym.

“LISTA ZAKUPÓW”

Agenci federalni rozpoczęli śledztwo od oszacowania strat. Wyliczono, że wartość 13 skradzionych dzieł sztuki wynosiła co najmniej 200 milionów dolarów. Niektórzy handlarze sztuką sugerowali jednak, że łup złodziei mógł być warty nawet ponad 600 milionów. W tamtym czasie był to największy napad na muzeum pod względem wartości skradzionych dzieł.

Oprócz drogich obrazów złodzieje połakomili się na z pozoru bezwartościowe przedmioty. Takie jak chińska waza czy zwieńczenie flagi. Podczas gdy mieli dostęp do takich skarbów jak obrazy Rafaela, Botticellego lub Michała Anioła. Dlaczego ich nie zabrali? Nie znali ich wartości? A może do muzeum przybyli z przygotowaną wcześniej „listą zakupów”?

Dlaczego w ogóle nie udali się na trzecie piętro, gdzie wisiało „Porwanie Europy” Tycjana – najbardziej znany i najcenniejszy obraz ze wszystkich zgromadzonych w muzeum? Musieli o nim wiedzieć. Wszystkie pytania pozostawały bez odpowiedzi, łącznie z dwoma najważniejszymi. Kto dokonał tej kradzieży. I kto ją zlecił.

Na podstawie zeznań strażników muzeum udało się sporządzić portrety pamięciowe złodziei przebranych za policjantów | Fot. Wikipedia

FBI uznało kradzież za wyjątkową. Nie tylko ze względu na niezrozumiały dla nich dobór skradzionych dzieł. W oczy rzucał się również brak jakichkolwiek śladów, mogących stanowić ważne dowody. Choć podczas napadu złodzieje nie używali rękawiczek, nie udało się ustalić, czy pozostawione na miejscu odciski palców pochodziły od nich. W równym stopniu mogły należeć do zwiedzających lub pracowników muzeum.

Śledczym nie pozostało nic innego jak wytypowanie listy osób potencjalnie podejrzanych, a potem żmudne sprawdzanie każdego nazwiska. A przestępców będących w stanie zlecić lub przeprowadzić taką kradzież nie brakowało. Zwłaszcza w Bostonie, gdzie od lat rywalizowały ze sobą dwie mafie – włoska i irlandzka.

Kto zlecił ten zuchwały skok na muzeum? Kim byli złodzieje przebrani za policjantów? Czy udało się odzyskać skradzione dzieła sztuki? O tym wszystkim usłyszycie w #167 odcinku KRYMINATORIUM

 

Słuchaj podcastów na: