Sprawa z Wrzosowisk | 199. KRYMINATORIUM

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

W połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku kilkoro dzieci z Manchesteru zaginęło w tajemniczych okolicznościach. Policyjne poszukiwania okazały się bezskuteczne. Nikt nie wiedział, gdzie one są i czy w ogóle żyją. Dopiero pewne rodzinne spotkanie przyczyniło się do ujawnienia przerażającej prawdy. Śledztwo ujawniło, że te zniknięcia związane były z mrocznymi fascynacjami oraz chorymi żądzami skrywanymi na samym dnie ludzkiego umysłu…

 

Krzyk dobiegał z sypialni

Coście przeskrobali? Tymi słowami uśmiechnięty nadinspektor Talbot powitał młode małżeństwo siedzące w pokoju przesłuchań. Dodając jednocześnie, że jak już mu popsuli pierwszy dzień urlopu – to lepiej, żeby to było coś naprawdę poważnego. I żeby się streszczali, bo się śpieszy. Uśmiech nie zniknął z jego twarzy nawet po tym, jak chłopak oznajmił, że przyszli, aby zgłosić zbrodnię. Jednak gdy tylko David zaczął powiadać swoją historię – twarz Talbota zaczęła przybierać coraz bardziej ponury wyraz. I szybko zdał sobie sprawę z tego, że za godzinę pociąg odjedzie z Manchesteru bez niego…

Mężczyzna o imieniu David zaczął od tego, że poprzedniego wieczoru odwiedziła ich jego szwagierka. Wychodząc stwierdziła, że boi się wracać sama po ciemku. Poprosiła Davida o to, aby ją odprowadził. Ten zgodził się, a gdy doszli do jej domu – zaprosiła go do środka. Mieszkający z nią jej chłopak – a jednocześnie dobry kolega Davida – miał dla niego dawno obiecany prezent. Wszedł do salonu. Szwagierka wskazała mu stojące na stole butelki wina. Dla niego i jego żony. Ucieszył się, a po chwili zaczął oglądać ich etykiety. Nawet nie zauważył, że został w kuchni zupełnie sam. Usłyszał krzyk.

 

Wrobiony w morderstwo

Gdy wszedł do sypialni, zobaczył swojego dobrego kolegę. Trzymał w objęciach coś, co początkowo wydawało mu się jedynie naturalnych rozmiarów manekinem. Jednak gdy tylko rzucił nim o podłogę – tuż przed stopami Davida – manekin zamienił się w przerażonego… żywego nastolatka! Chłopak jego szwagierki stanął okrakiem nad młodzieńcem. Dopiero wtedy David zauważył, że w uniesionych dłoniach trzymał topór. Uderzył raz, za chwilę poprawił. Z ust nieletniej ofiary wydobył się najpierw cichy jęk. Później – jakby bulgotanie

Mężczyzna energicznie zarzucił na głowę nieletniej ofiary kawałek jakiejś tkaniny. Wokół jego szyi owinął elektryczny kabel i z całej siły zacisnął. Wtedy bulgotanie ucichło, a morderca podał mu do ręki swój topór mówiąc, aby „poczuł ten słodki ciężar”. Dopiero jak go chwycił – zorientował się, że tylko on nie miał na dłoniach rękawiczek. I że właśnie zostawił na narzędziu zbrodni swoje odciski palców. Wtedy do sypialni weszła siostra jego żony. Jak gdyby nic oznajmiła im, że na dole czeka już na nich zaparzona herbata.

 

Najlepsi przyjaciele

Chłopak był przerażony. Bojąc się o własne bezpieczeństwo, postanowił robić wszystko, co tylko będą mu kazać. A oni kazali mu posprzątać cały bałagan, związać ciało i schować je pod łóżkiem. Później miał zejść do nich na dół i przy herbacie pomóc im zaplanować, jak skutecznie pozbyć się tych zwłok.

Dopiero po kilku godzinach zdobył się na odwagę. Zaproponował, że pójdzie do swojego domu po dziecięcy wózek, aby łatwiej było przetransportować ciało do zaparkowanego na ulicy samochodu. Bo przecież trzeba było to zrobić zanim się wzejdzie słońce. Oprawcy zgodzili się. David pobiegł do domu. Po drodze musiał kilka razy się zatrzymać, aby zwymiotować.

Nadinspektor Talbot był wrzaśnięty tą opowieścią. Jeśli 17-latek mówił prawdę – para ewidentnie starała się wrobić Davida w zabójstwo. Przypomniał sobie, jak kilka miesięcy wcześniej chłopak jego szwagierki zadał mu dziwne pytanie – czy już kiedyś kogoś zamordował? Zdziwiony odpowiedział, że nie. Na co pytający kolega z uśmiechem na ustach stwierdził, że on tak! I to nawet cztery razy, a wszystkie ciała zakopał na wrzosowiskach. Wtedy David też się roześmiał. Ale siedząc w pokoju przesłuchań już mu nie było do śmiechu. I już nie myślał, że chłopak jego szwagierki tylko tak sobie żartował.

Zasypany gradem pytań David nie umiał odpowiedzieć na większość z nich. Nie znał ofiary, motywu zabójstwa, miejsca w którym para zamierzała ukryć zwłoki. Wskazał jednak rzecz najważniejszą – tożsamość sprawców. Bardzo dobrze ich znał. Przecież od dawna Myra Hindley i Ian Brady byli jego najlepszymi przyjaciółmi…

 

Myra Hindley

Myra Hindley – Jako nastolatka marzyła o tym, żeby poznać księcia z bajki i mieć kochającą rodzinę – żaden chłopiec nie chciał umówić się z nią na randkę. Nie miała powodzenia, ponieważ była raczej uważana za nieatrakcyjną dziewczynę. Wyśmiewano jej duży nos i szerokie biodra. Z racji tego drugiego mankamentu, dorobiła się nawet przezwiska „kwadratowy tyłek”.

Myra Hindley pochodziła z Manchesteru. Gdy się urodziła, od trzech lat trwała druga wojna światowa. Jej ojciec jako spadochroniarz służył w brytyjskiej Armii. Walczył w północnej Afryce. Kiedy wrócił do domu, nie potrafił się odnaleźć jako cywil. Wojenną traumę próbował wyleczyć alkoholem, co tylko pogorszyło sytuację całej rodziny.

Zaglądanie do kieliszka często kończyło się domowymi awanturami oraz laniem, które spuszczał żonie i córce. Kilkuletnia dziewczynka od najmłodszych lat swojego życia była więc oswojona z brutalnością i przemocą. Kiedy jej ojciec nie pił – uczył ją różnych chwytów i ciosów. W związku z tym znakomicie potrafiła sobie radzić na ulicy – bijąc nawet starszych chłopców.

Znacznie gorzej radziła sobie w szkole. Nie lubiła się uczyć. Zamiast tego wolała grać w piłkę i czytać książki. Gdy do ich domu zajrzała bieda – Myra została oddana na wychowanie do babci. Kobieta do edukacji miała podejście bardzo liberalne, co nie pomogło jej wnuczce w poprawieniu i tak złych ocen.

Może nauczyciele nie byli zadowolenie z jej postawy, ale sąsiedzi mieli całkowicie odmienne zdanie. Opisywali Myrę jako spokojną i bardzo grzeczną dziewczynkę. Kochającą zwierzęta, a przede wszystkim małe dzieci. I to z wzajemnością. Gdy podrosła, wielu sąsiadów zatrudniało ją jako opiekunkę dla swoich pociech. Maluchy ją uwielbiały. Znacznie gorzej myśleli o niej rówieśnicy. Miała typowo chłopięce zainteresowania, więc dziewczyny nie chciały się z nią zadawać. Podobnie, jak chłopcy, którzy bali się jej wyćwiczonych żołnierskich umiejętności

 

Wypadek

Jako nastolatka Myra Hindley marzyła o tym, żeby poznać księcia z bajki i mieć kochającą rodzinę – żaden chłopiec nie chciał umówić się z nią na randkę. Nie miała powodzenia, ponieważ była raczej uważana za nieatrakcyjną dziewczynę. Wyśmiewano jej duży nos i szerokie biodra. Z racji tego drugiego mankamentu, dorobiła się nawet przezwiska „kwadratowy tyłek”. 

Bratnią duszę znalazła tylko w dwa lata młodszym od niej Michaelu. Opiekowała się nim i chroniła przed atakami szkolnych łobuzów. Traktowała jak młodszego brata, którego nigdy nie miała. Uważała, że będą razem do końca życia. Ich przyjaźń została jednak przerwana przez tragedię. Pewnego lata chłopiec utopił się w stawie. Wcześniej poprosił Myrę, aby poszła z nim popływać. Dzień wcześniej o coś się posprzeczali, więc rozgniewana Myra odmówiła. Michael poszedł więc sam. Po tym wypadku zmieniła się. Zamknęła się w sobie i odsunęła od ludzi. Jej smutek znalazł odzwierciedlenie w religii. Nawróciła się na katolicyzm, ponieważ tego wyznania była rodzina jej przyjaciela. Jednocześnie porzuciła szkołę, a zapomnienia zaczęła szukać w imprezach. Słuchała rock’n’rolla, piła alkohol, paliła papierosy i flirtowała z chłopcami. Aby zwiększyć swoją atrakcyjność Myra – przefarbowała włosy na blond. Nakładała na twarz mocny makijaż.

 

Ian Brady

Ian Brady – „od najmłodszych lat zdradzał klasyczne objawy psychopatii. Miał problemy z przestrzeganiem powszechnie przyjętych norm społecznych. Skryty, zamknięty w sobie, stronił od ludzi. Miewał częste napady złości, podczas których sam sobie robił krzywdę. Zdarzało mu się wtedy kaleczyć się lub uderzać głową o podłogę”

Ian do Manchesteru przeniósł się z Glasgow. Jego matka Maggie Stewart była nadużywającą alkoholu kelnerką. Swojego biologicznego ojca nie poznał nigdy. Gdy miał zaledwie 4 miesiące, został oddany na wychowanie rodzinie zastępczej. Państwo Sloan robili, co tylko mogli, aby wychować go na porządnego człowieka. Na próżno.

Choć Ian był dość bystrym i inteligentnym dzieckiem, miał ogromne problemy w szkole. Rówieśnicy uważali go za ofermę i „maminsynka”. Ian swoją frustrację odreagowywał torturując i zabijając zwierzęta. Jako nastolatek kilka razy został przyłapany na kradzieżach. Za każdym razem stawał przed sądem dla nieletnich, ale miał szczęście. Jedyną karą, jaka go wówczas spotkała było wyrzucenie ze szkoły.

Zatrudnił się wtedy jako pomocnik rzeźnika. Później został posłańcem i roznosicielem gazet. Miał nawet dziewczynę. Jak się miało okazać – dość krótko. Evelyn rzuciła go, kiedy pewnego dnia w przypływie zazdrości zaczął grozić jej nożem, ponieważ zatańczyła z innym chłopakiem podczas miejskiego festynu.

 

Bogata przeszłość

W wieku 16 lat znów stanął przed sądem. Postawiono mu łącznie dziewięć zarzutów o najróżniejsze kradzieże. Sędzia dał mu jednak wybór – albo tym razem trafi za kratki, albo wyjedzie z Glasgow i zamieszka z biologiczną matką, która kilka lat wcześniej wyszła za mąż i wyprowadziła się do Manchesteru. Ian oczywiście wybrał drugą opcję. W taki sposób kolejny raz zmienił nazwisko. Po wprowadzeniu się do matki – przyjął nazwisko ojczyma. Wcześniej Stewart, później Sloan, w końcu Brady.

Mąż jego matki był irlandzkim kupcem działającym w branży spożywczej. Zatrudnił więc pasierba w swojej firmie. Ian został tragarzem skrzynek z owocami. Jednak praca fizyczna nie była spełnieniem jego marzeń. Znacznie mniej męczone były mimo wszystko kradzieże. Kiedy własny ojczym złapał go z pakunkiem kradzionych pieczątek firmy – bez wahania zawiadomił policję. Tym razem Ian już się nie wywinął. Trafił na dwa lata do więzienia dla młodocianych przestępców.

Wyszedł na wolność już jako dorosły obywatel. Zafascynowany Adolfem Hitlerem i Trzecią Rzeszą chłonął kolejne książki o nazizmie. Taka literatura sprawiła, że szybko zaczął postrzegać sam siebie jako „nadczłowieka o czystej aryjskiej krwi”. Jedocześnie całkowicie odsunął się od innych. Godzinami słuchał nagranych na taśmie hitlerowskich marszów, zaczytując się w „Mein Kampf” Adolfa Hitlera. Oczarowany wodzem Trzeciej Rzeszy, w końcu zaczął wierzyć, że morderstwo nie jest zbrodnią, ale koniecznością, a nawet przywilejem…

W roku 1959 – pomimo swoich kontrowersyjnych przekonań – dostał posadę magazyniera w miejscowej firmie chemicznej. Dwa lata później kierownictwo zatrudniło nową sekretarkę. Miała na imię Myra i od samego początku wykazywała nim spore zainteresowanie. On jednak uważał ją niezbyt atrakcyjną. Za wszelką cenę starał się unikać z nią kontaktu. Do czasu. Podczas firmowego przyjęcia bożonarodzeniowego w 1961 roku spędzili ze sobą trochę więcej czasu. Zatańczyli, porozmawiali. Wydała mu się wtedy inna niż reszta kobiet. Lepsza, mądrzejsza i ładniejsza niż do tej pory sądził. Wtedy po raz pierwszy się pocałowali. Gdy wrócił do domu – nie mógł przestać o niej myśleć…

 

Ian szybko zauważył, że Myra jest gotowa spełnić każdą jego zachciankę. Nawet z gatunku tych najbardziej perwersyjnych. Dokładnie takiej osoby potrzebował, aby w końcu mógł zacząć realizować swoje chore marzenia o czynieniu zła. Ich wspólne losy opisuje 199. odcinek KRYMINATORIUM, który już teraz jest dostępny w sieci.

Słuchaj podcastów na: