Wakacyjni sprzedawcy portretów | 202. ŚLEDZTWA PRL

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Był 18 lipca 1961 r. Słoneczny wtorek. Tego dnia do Ustronia Morskiego przyjechała para turystów z Piły. Gdy zobaczyli już morze i zwiedzili miejscowość, postanowili pójść na dłuższy spacer do położonego na skraju wioski lasu. Kazimierz i Danuta w lesie chcieli znaleźć trochę malin. O tej porze roku dzikie owoce smakują przecież najlepiej. Wypatrywali więc dorodnych krzaków, kiedy nagle kobieta zauważyła w oddali coś dziwnego. Coś co przykuło jej uwagę, bo wyglądało jak ludzka noga. Podeszła bliżej. Teraz nie miała już wątpliwości. Na ziemi w lesie leżał jakiś mężczyzna. Nie widziała jego twarzy, bo górna część ciała łącznie z głową była przykryta jakąś szarą tkaniną. Mężczyzna nie miał na sobie butów, a jedynie skarpety.

 

Spacer po lesie

To mógł być jakiś zmęczony turysta, który postanowił odpocząć na łonie natury w lesie. Jednak Danuta postanowiła to sprawdzić. Zawołała swojego partnera, z którym chwilę wcześniej się rozdzieliła. Kazimierz podszedł do leżącego mężczyzny. Jednak, gdy się zbliżył zauważył obok niego na trawie ślady krwi. To nie zwiastowało niczego dobrego. Gdy milicjanci odsłonili twarz mężczyzny nie było już wątpliwości, że został zamordowany. Wszędzie było pełno krwi. Na głowie obrażenia od uderzeń, miał też podcięte gardło. Narzędzie zbrodni leżało tuż obok. Ciężki kawałek betonowej płyty. To pewnie nim posłużył się sprawca, bo widoczne były na nim ślady krwi. Było tam także opakowanie od żyletki wyprodukowanej w Łodzi, ale samej żyletki nigdzie nie było.

W głowie miał jeszcze odłamki betonowej płyty. Wiele wskazywało na to, że został zaatakowany podczas snu. Sprawcy nie wystarczyło zmasakrowanie twarzy, bo dodatkowo, aby mieć pewność, że mężczyzna nie przeżyje posłużył się jeszcze żyletką podcinając gardło. 

W kieszeniach denata milicjanci znaleźli kilka drobnych przedmiotów takich jak cygarniczkę, brudną chusteczkę, długopis, cukierki i drobne pieniądze – co najwyżej kilkanaście złotych. Sprawdzono dokładnie cały teren. Niedaleko zwłok w gęstych krzakach leżały stare zniszczone buty. Mogły należeć do ofiary, bo mężczyzna w chwili odnalezienia nie miał na sobie obuwia. A może były to buty mordercy, który założył te należącego do ofiary, a swoje wyrzucił w krzaki?

 

Zakryta twarz

Twarz i górna część ciała denata była przykryta kurtką przeciwdeszczową. Najpewniej zrobił to sprawcy, ale dlaczego? Na to pytanie nie znalazłem odpowiedzi w źródłach, ale ten wątek czasami pojawia się także w innych sprawach kryminalnych i zdarza się, że podobne zagadnienia są przedmiotem fachowej analizy. 

Jan Gołębiowski w swojej książce „Profilowanie kryminalne” wspomina, że takie zachowanie czasami może świadczyć, że sprawca mógł działać w wyniku mechanizmów obronnych dysocjacyjnych. Krótko mówiąc, mógł chcieć się w ten sposób odciąć od tego co zrobił. To mogłoby także prowadzić do wniosku, że sprawca nie planował zabójstwa, że cała zbrodnia była finałem kontaktu z ofiarą, który go zaskoczył. 

Była też inna opcja. Jak dla mnie chyba najbardziej prawdopodobna. Może morderca zwyczajnie nie chciał patrzeć na twarz zamordowanego przed chwilą mężczyzny w chwili, gdy przeszukiwał jego kieszenie lub plądrował teczkę. To z kolei mogłoby świadczyć o braku przestępczego doświadczenia lub pewnej wrażliwości. 

 

Ręcznik

Niedaleko w krzakach został odnaleziony ręcznik. Były na nim widoczne ślady krwi. To był początek lat 60., więc oczywiście nie było mowy o badaniach DNA, ale w tamtych czasach można było sprawdzić przynależność grupową krwi. Może i ten sposób nie pozwalał wskazać konkretnie kto zostawił ślady, ale ustalenie grupy krwi mogło zawęzić krąg podejrzanych. 

Ustalono, że ślady należały do grupy krwi A oraz 0. Zamordowany mężczyzna miał właśnie grupę A, więc można było założyć, że to jego krew. Jednak druga z ustalonych grup w takim razie mogła należeć do sprawcy. Jeżeli więc na celownik śledczych trafiłby jakiś delikwent o grupie krwi 0, byłoby to poszlaka na jego udział w przestępstwie. 

 

Tożsamość ofiary 

Należało jeszcze ustalić jego tożsamości. Bo tylko w ten sposób uda się dotrzeć do znajomych i bliskich zarmodowanego. Dzięki temu można dowiedzieć się z kim dana osoba przed śmiercią była skłócona, z kim się przyjaźniła, jakie miała plany? Odpowiedź na podobne pytania często może skierować śledczych prosto do sprawcy. kryminatorium

Zamordowany miał przy sobie mandat wystawiony na Bolesława P., była tam także koperta zaadresowana na te same dane. Był to punkt zaczepienia. Świadkowie opowiadali, że w ostatnim czasie po domach w okolicy krążyli dwaj mężczyźni przedstawiający się za agentów firmy, która wykonywała portrety na zamówienie. Niedaleko miejsca zbrodni odnaleziono portret przedstawiający wizerunek młodego mężczyzny. Ktoś rozpoznał na nim jednego z mieszkańców pobliskiej nadmorskiej wioski Sianożętów. Milicjanci dotarli do domu, w którym mieszkał i porozmawiali z jego rodzicami. Potwierdzili oni, że niedawno złożyli zamówienie na taki portret, a sprzedawca miał im go przynieść kilka dni później, niestety nie zdążył.

 

Świadek z Dygowa

Najważniejszym świadkiem okazał się jednak mieszkaniec pobliskiego Dygowa. Zeznał on, że 14 lipca, a więc cztery dni przed tym, gdy w lesie odnaleziono ciało, jego dom odwiedził Bolesław w towarzystwie innego mężczyzny. Pytali, czy mogą się u niego zatrzymać na noc. Pamiętał, że jeden z nich, ten młodszy, przedstawił się jako Karol. Mówił że pochodzi ze Szczecina, że jest murarzem i ma 31 lat. Pokazał mu nawet swoją legitymację związkową. Świadek zapamiętał, że Karol słabo posługiwał się językiem polskim, ale za to mówił świetnie po niemiecku. Zwrócił także uwagę na jeszcze jeden ważny szczegół – mężczyźni przenocowali w stajni na sianie. Następnego dnia o 11 przyszli i przynieśli litr wódki. Ten starszy mężczyzna powiedział, że kupił sobie w Dygowie koszulę i siwe półbuty. Karol spojrzał wtedy na swoje buty i powiedział, że też musi kupić nowe, bo ma już bardzo zniszczone. 

 

Czy to właśnie te zniszczone buty należącego do niejakiego Karola, milicjanci odnaleźli w krzakach obok zwłok? Obserwuj Kryminatorium na Spotify i już teraz posłuchaj całej historii w odcinku 202.

Słuchaj podcastów na: