Zakonnik morderca – Damazy Macoch | #113 KRYMINATORIUM

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Był wieczór 6 września 1916 roku. W ciemnej celi piotrkowskiego więzienia, mieszczącego się w dawnych murach klasztornych, wybijały ostatnie godziny życia byłego księdza i zakonnika Damazego Macocha, o którym kilka lat wcześniej pisały wszystkie polskie dzienniki. Teraz nikt już jednak o nim nie pamiętał. Od dawna nikt też go nie odwiedzał. Został zupełnie sam – tak, jakby nawet Bóg wyrzekł się swojego własnego sługi.

Kim był ten zakonnik, który swych ostatnich dni dożył w więziennej celi piotrkowskiego więzienia? Cofnijmy się do roku 1895, gdy 24-letni Kacper Macoch porzucił posadę pisarza gminnego w swojej rodzinnej wsi nieopodal Częstochowy, by wstąpić do klasztoru paulinów na Jasnej Górze.

Niemoralny mnich

damazy
Macoch ze swoimi wspólnikami zaczął okradać zakrystie. Później także innych zakonników. | fot. awers-rewers.pl/paulin/

Młody duchowny po dwóch latach odesłany został do seminarium we Włocławku. Tam jednak zachorował na tyfus i powrócił do klasztoru, gdzie przez kilka następnych lat przygotowywał się do stanu duchownego. Tak przynajmniej mówiła wersja oficjalna.

Po zdaniu dość łatwych egzaminów i spełnieniu ślubów zakonnych Kacper Macoch został wyświęcony, przyjmując nowe imię – Damazy.

W klasztorze odznaczał się początkowo cichym i spokojnym charakterem. Jednak nie trwało jednak zbyt długo. Wielką rolę w zmianie charakteru zakonnika odegrała jego przyjaźń z dwoma innym księżmi – Bazylim Olesińskim i Izydorem Starczewskim.

Trzech mnichów, czując się na terenie klasztoru bezkarnie, zaczęło gustować w rozrywkowym trybie życia. Na swoje hulanki potrzebowali jednak pieniędzy…

Grzechy, których się nie żałuje

Wraz z nadejściem roku 1908 Damazemu Macochowi wydatki znacząco wzrosły. Wtedy to poznał 23-letnią Helenę Krzyżanowską – kobietę nie tylko urodziwą, ale i niezwykle inteligentną. Pierwszy raz spotkali się podczas spowiedzi, która szybko przerodziła się w coś więcej niż udzielanie rozgrzeszenia.

Helena porzuciła swoją pracę w Łodzi i przeprowadziła się do Warszawy, gdzie ojciec Damazy wynajął dla niej luksusowe mieszkanie. Chcąc zadbać o reputację kobiety, postanowił sfałszować akt ślubu. Zgodnie z nim, mężem Heleny miał być sam… Kacper Macoch.

Przygotował też drugi dokument – swój akt zgonu. Miał nadzieję, że Helena już jako wdowa wzbudzać będzie mniejszą podejrzliwość społeczną. Tak się jednak nie stało.

Po dwóch latach romansu Helena zaczęła coraz bardziej naciskać na swojego zakonnego kochanka. Kobieta pragnęła dziecka. Damazy postanowił wszystko zostawić w rodzinie. Jego wybór padł na własnego kuzyna, Wacława Macocha. Za nietypową „rodzinną przysługę” zaoferował posag w wysokości 20 tysięcy rubli.

Ślubu młodej parze udzielił oczywiście ojciec Damazy. Pilnował tym samym, aby wydana przez niego kwota nie poszła na marne. Była wiosna 1910 roku, początek prawdziwych problemów zakonnika.

Kuzyn, który wiedział za dużo

Wacław zaczął traktować swoje małżeństwo jako intratny interes, a co za tym idzie – szantażować księdza. Groził, że ujawni wszystkie jego tajemnice. Damazy nie mógł sobie pozwolić, by prawda o jego niecnych uczynkach wyszła na jaw. Postanowił raz na zawsze uciszyć kuzyna, który wiedział za dużo…

proces
Proces zelektryzował całą opinię publiczną – i to nie tylko na terenie ówczesnego Królestwa Polskiego. | piotrkowtrybunalski.naszemiasto.pl/

Dwa miesiące po ślubie Damazy wezwał go na Jasną Górę, w celu wypłacenia mu zaległego posagu. 22 lipca 1910 roku Wacław przybył do klasztoru. Macoch przyjął swojego gościa najserdeczniej jak umiał i zaproponował pozostanie w jego celi przez kolejne dni. 24 lipca wieczorem pomiędzy kuzynami wywiązała się ostra awantura. Wtedy też doszło do zbrodni

„Wszystkie mu grzechy odpuściłem”

Ojciec Damazy wyjechał do Warszawy, by osobiście poinformować Helenę o tym, że swojego męża już nigdy nie zobaczy.

Jadąc pociągiem w stronę Krakowa, nie przypuszczał, że zbrodnia wyszła na jaw, a jego rysopis był już powszechnie znany. Sprawą świętokradztwa i zbrodni w klasztorze jasnogórskim interesowała się również policja w Galicji. Damazy Macoch został aresztowany na dworcu kolejowym. Przyznał się do zbrodni.

Zakonnik wkrótce przedstawił swoją wersję wydarzeń z tragicznej nocy. Komisarz policji austriackiej nie uwierzył jednak aresztowanemu.

Więzienie gorsze niż śmierć

Gdy wieści o aresztowaniu Damazego dotarły do jego kochanki, kobieta była przekonana, że wkrótce policjanci zapukają także do drzwi jej mieszkania.

Zgodnie ze sowimi przewidywaniami, kilka dni później Helena Macoch została aresztowana. Kobieta przyznała się do bycia towarzyszką ojca Damazego. Potwierdziła również, że wiedziała o zabójstwie swojego męża.

grob
Szczątki spoczęły na piotrkowskim cmentarzu. Na jego wyryto niecodzienny napis. | http://to-ci-historia.blogspot.com

Proces w sprawie zakonnika rozpoczął się 27 lutego 1912 roku. Na ławie oskarżonych – oprócz nikczemnego zakonnika i jego kochanki – zasiedli również wspólnicy Damazego z czasów jego złodziejskich praktyk. Miejsce znalazło się również dla Wincentego Pianki – dorożkarza, który pomógł Macochowi wywieźć z klasztoru sofę wypełnioną makabrycznym „pakunkiem”.

38-letni Damazy Macoch oskarżony został nie tylko o zabójstwo swojego kuzyna, ale również o liczne kradzieże dokonane w jasnogórskim klasztorze. Dodatkowym zarzutem było podrobienie urzędowych dokumentów.

Ostatnia strona kroniki

Proces trwał dziewięć dni. Ojciec Damazy ze spokojem przyjął swój wyrok. Nie mogło być inaczej, gdyż on sam pierwotnie spodziewał się spędzić resztę życia za kratkami, a nawet kary śmierci. Zakonnik był przekonany, że wkrótce uda mu się opuścić mury więzienia…

Jak potoczyły się jego dalsze losy? Jakie fakty ujawniono podczas procesu? Więcej szczegółów na temat tej historii znajdziecie w #113 odcinku Kryminatorium.

Słuchaj podcastów na: