Znajomy z seksportalu | #153 POLSKA SPRAWA

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Kierowca jadąc po drodze w niewielkiej miejscowości prowadził samochód w taki sposób, jakby był pijany. Na pierwszy rzut oka wszystko na to wskazywało. W końcu zatrzymał się przed jedną z posesji, otworzył drzwi i wystawił nogi na zewnątrz pojazdu.

Z wyraźnym trudem wysiadł, po czym zatoczył się na maskę auta. Nadal sprawiał wrażenie pijanego, kiedy jednak odzyskał równowagę, ludzie zobaczyli, że karoseria w miejscu, które mężczyzna dotykał, jest poplamiona krwią. Dopiero teraz zauważono, że kierowca cały czas trzyma się za szyję, miał tam krwawą ranę.

TO NIE BYŁ WYPADEK

Na miękkich nogach, wszedł do domu, przed którym się zatrzymał. W środku znajdowało się kilka osób. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale zabrakło mu sił. Upadł na podłogę i stracił przytomność. Wokół jego ciała powiększała się kałuża krwi.

Mieszkańcy posesji wezwali pogotowie. Początkowo przypuszczano, że mężczyzna uległ wypadkowi, po czym ranny dojechał do pierwszej wsi, by szukać tam pomocy. Jednak na karoserii nie było najmniejszego wgniecenia ani nawet zarysowania.

Ratownicy medyczni nie byli w stanie udzielić rannemu pomocy. Po chwili stwierdzono zgon. Lekarz nie miał wątpliwości, że rana powstała w wyniku pchnięcia nożem lub innym ostrym narzędziem.

Gdy Zbigniew własnym samochodem podjechał pod dom, był cały we krwi. Wkrótce zmarł. Szybko okazało się, że mężczyzna padł ofiarą morderstwa. | Fot. pixabay.com

A zatem zabójstwo. Dalsze czynności podjęła policja. Ustalono, że 53-letni mężczyzna miał na imię Zbigniew i mieszkał w Białej Podlaskiej.

Na wczesnym etapie dochodzenia, trudno było przyjąć jednoznaczną hipotezę w sprawie okoliczności jego śmierci. Skoro był w stanie prowadzić samochód i o własnych siłach z niego wyjść najprawdopodobniej został zraniony na krótko przed tym, gdy dojechał pod dom. Ale jaki dokładnie był to czas? Pięć minut, kwadrans, pół godziny?

Było też inne ważne pytanie. Dlaczego umierający kierowca dojechał do właśnie do tej miejscowości i wszedł do tego, a nie innego domu?

To mógł być przypadek – mężczyzna mógł tam po prostu szukać pomocy. Jednak w takim razie przystanąłby przy pierwszych domach we wsi, a on je minął i wybrał właśnie tamten. Właścicielem posesji był Antoni. Mieszkał z żoną Danutą i 25-letnim synem Marcinem. Rodzice się zaniepokoili, gdy policja zapytała o niego. Powiedzieli, że Marcina nie ma i nie wiedzą, gdzie jest. W tej sytuacji wszczęto poszukiwania młodego mężczyzny. Równocześnie postanowiono dowiedzieć się jak najwięcej o nieżyjącym już Zbigniewie.

TAM, GDZIE ZAWSZE…

Zbigniew miał żonę i dorastającą córkę. Był kierownikiem w prywatnej firmie. Policjanci pojechali do firmy, w której pracował. Dowiedzieli się, że mężczyzna uprzedził, że tego dnia już nie będzie go w pracy. Nie powiedział, co to za sprawa. Policjanci już wcześniej sprawdzili połączenia w jego komórce.

W kilkanaście godzin po wszczęciu śledztwa policja zatrzymała Marcina. Utrzymywał, że nie miał nic wspólnego z zabójstwem Zbigniewa. Nie widział, dlaczego śmiertelnie ranny mężczyzna wszedł do domu, w którym on mieszkał. Nie potrafił logicznie wytłumaczyć powodu swojej ucieczki i ukrywania się.

53-letni mężczyzna swojego kochanka znalazł na jednym z seksportali. Ostatnia randka zakończyła się tragedią. | Fot. pixabay.com/

Policja przejrzała też przeglądarkę internetową w telefonie Zbigniewa. Mężczyznę interesowały lokalne wiadomości, piłka nożna, witryny autosalonów i sklepów wędkarskich. Ostatnią odwiedzoną przez niego stroną był rozkład jazdy PKP.
Wszystko razem nie stanowiło w śledztwie żadnego punktu zaczepienia. Jednak można przecież także przeglądać Internet w trybie ukrytym. Wszystkie witryny, które w tajemnicy odwiedzał, były portalami erotycznymi dla gejów.

Nikt nie wiedział o preferencjach seksualnych Zbigniewa. Ani rodzina, ani znajomi. Ustalono, że na jednym z portali miał konto, za pośrednictwem którego umawiał się z jednym użytkownikiem. Kontaktował się z nim kilkakrotnie, po raz ostatni w dniu swojej śmierci. Z ich lakonicznej konwersacji wynikało, że mieli się spotkać „tam, gdzie zawsze”.

MIAŁ BYĆ TRÓJKĄT

Okazało się, że 53-latek spotkał się z kochankiem na parkingu przed jednym z supermarketów w Białej Podlaskiej. Zbigniewa i jego samochód widział tam pracownik sklepu. Zauważył też, że podszedł do niego młody mężczyzna w granatowej bejsbolówce. Szybko wsiedli do auta i odjechali. Policja ustaliła, że taką czapkę nosił Marcin W.

W tej sytuacji podejrzany przyznał się do zranienia nożem Zbigniewa. Utrzymywał, że nie chciał go zabić. Zadał mu cios, broniąc się przed nim. Przyznał, że jest gejem i utrzymywał intymny związek z kilkoma mężczyznami.

Marcin opowiedział, że tamtego krytycznego dnia spotkali się pod sklepem. Tym razem miał być trójkąt erotyczny z udziałem kobiety.

Podczas postoju w lesie odbyli z kobietą jednoczesny stosunek seksualny. Gdy skończyli, kobieta szybko wysiadła. Tłumaczyła, że musi wyjść za potrzebą. Pobiegła do lasu. Mijały minuty, a ona nie wracała. Czekali na nią znudzeni. W końcu Zbigniew miał zaproponować Marcinowi seks, na co on nie wyraził zgody. Wówczas miało dojść między nimi najpierw do sprzeczki, a następnie do szamotaniny.

Nie był w stanie zapanować nad wzburzeniem. Zranił Zbigniewa, który wprawdzie zalał się krwią, ale nie stracił przytomności. Gdy Marcin wyskoczył z samochodu i pognał w las, 53-latek odjechał.

Podczas procesu oskarżony uparcie trzymał się swojej wersji wydarzeń. Sąd przychylił się jednak do wersji zaprezentowanej przez prokuratora | Fot. pexels.com

Wyjaśnienie Marcina od początku brzmiały niewiarygodnie. Kamera nie zarejestrowała obecności dziewczyny, a auto Zbigniewa w ogóle tamtędy nie przejeżdżało. Zatem z całą pewnością z mężczyznami nie było kobiety. Wersja, którą przedstawiał zatrzymany była więc nieprawdziwa.

Jako motyw, w grę wchodziło też zabójstwo z chęci zysku. Nie można było wykluczyć, że 25-latek zranił swojego partnera, bo połakomił się na jego samochód, drogi telefon, portfel z gotówką i kartami kredytowymi – jednak nie zrealizował tego planu, ponieważ ciężko ranny Zbigniew miał dość siły, by odjechać.

Czy Marcin zdradził prawdziwy motyw zabójstwa? Czy policji udało się ustalić, co tak naprawdę wydarzyło się podczas tej tragicznej randki? Jaki wyrok usłyszał morderca podczas rozprawy?

O tym wszystkim dowiecie się słuchając #153 odcinka KRYMINATORIUM!

Słuchaj podcastów na: