Bestia z Żytomierza – Anatolij Onoprijenko | #85 MORDERCY

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Zima na przełomie roku 1995 i 1996 była na Ukrainie jedną z najmroźniejszych zim w historii tego kraju. Jednak to nie złe warunki pogodowe najbardziej przerażały ukraińskie społeczeństwo. Znacznie większy strach odczuwano z powodu grasującego w kraju szaleńca.

Spotkanie z tym nieuchwytnym seryjnym zabójcą oznaczało pewną śmierć. 37-letni morderca, pod osłoną nocy, samotnie przemierzał wsie położone w odludnych rejonach. Uderzał nagle, wybierając przypadkowe domy. Mordował całe rodziny, nie mając litości nawet dla niemowląt. Nie przeżył nikt, kto stanął na drodze Anatolija Onoprijenki.

Bez wyraźnego powodu

Do pierwszego ataku doszło we wsi Hamernia w obwodzie żytomierskim, 24 grudnia 1995 roku. Około godziny 3 nad ranem, gdy rodzina Zajczenko pogrążona była w głębokim śnie, Onoprijenko podszedł pod ich nowo wybudowany dom. Wszedł po stojącej drabinie i przez okno na pierwszym piętrze dostrzegł Nikołaja Zajczenkę i jego 3-letniego synka, który spał w łóżku obok.

Anatolij nie oszczędził żadnego z domowników. Gdy na miejscu zbrodni pojawił się komisarz Leonid Martynienko, był przerażony tym, co zobaczył.

Tymczasem szaleniec uderzył ponownie. Martynienko miał już wtedy pewność: ataku dokonał ten sam sprawca.

Ukraiński Terminator
24 grudnia 1995 roku Onoprijenko zaatakował po raz pierwszy | fot. refresher.cz

Ulice strachu

Ataki stawały się coraz częstsze i coraz brutalniejsze. W okolice Zaporoża zabójca zawitał 5 stycznia 1996 roku i od razu zabrał się do pracy. W morderczym szale przemierzał nocą wyludnione ulice. Zatrzymywał przypadkowe samochody, po czym strzelał do kierowców i okradał ich ze wszystkich wartościowych przedmiotów.

W ciągu dwóch nocy zabił siedem osób, po czym wrócił do Bratkowic. Panujący wówczas siarczysty mróz sprawiał, że linie energetyczne często ulegały przerwaniu. Zaciemnione wtedy wioski stawały się idealnym miejscem na łowy, z czego Onoprijenko chętnie korzystał. Do końca stycznia 1996 miał na swoim koncie 29 zabójstw. I nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Maszyna do zabijania

Ukraińscy śledczy podjęli, zakrojone na szeroką skalę, śledztwo w sprawie seryjnych zabójstw. Jednak niestabilne warunki polityczne, jakie panowały w kraju, skutecznie utrudniały im pracę. Władze za wszelką cenę starały się wymusić na milicji ukrycie przed opinią publiczną faktu, że morderca wciąż pozostaje na wolności.

Wkrótce o zbrodniach zaczęły pisać wszystkie gazety. Dziennikarze opisywali mordercę jako bezduszną maszynę do zabijania, nadając mu przydomek „Terminator”.

Pomimo milicyjnej obławy i aresztowania kilkudziesięciu podejrzanych Anatolij Onoprijenko skutecznie kontynuował swój krwawy pochód.

Odpowiednie zeznania

Onoprijenko
Ukraiński Terminator po aresztowaniu został przewieziony do komendy głównej w Kijowie. | fot. soserial.wordpress.com

W mieszkaniu Terminatora w Jaworowie, leżącym 20 km od granicy z Polską, czekała na niego narzeczona. Dla Anny Kazak Onoprijenko był cichym i łagodnym mężczyzną, któremu bezgranicznie ufała.

Z każdej podróży przywoził im drogie prezenty. Anna dostawała biżuterię, a dzieci zabawki i sprzęt elektroniczny. Nikt nie miał pojęcia, że prezenty, które otrzymywali, tak naprawdę należały do ofiar Onoprijenki.

Podczas toczącego się śledztwa popełniano mnóstwo błędów. Ukraińscy milicjanci, wbrew zapewnieniom swoich szefów, nie byli przygotowani do tak trudnego dochodzenia. Każdego dnia zatrzymywano kilkuset najbardziej podejrzanych osobników. Głównie byli to ludzie bezdomni lub mężczyźni pochodzący z tzw. marginesu społecznego.

Nikt oczywiście do niczego się nie przyznawał. Najstarsi funkcjonariusze, którzy pamiętali jeszcze radzieckie metody przesłuchań, próbowali siłą zmusić podejrzanych do „odpowiednich” zeznań.

Sąsiedzka czujność

Onoprijenko Kazak
Anatolij mówił swojej rodzinie, że wszystkie prezenty kupował na targu ze starociami. | fot. criminalminds.fandom.com

W marcu 1996 roku plotki powtarzane wśród mieszkańców Ukrainy nasiliły się. Milicja nie mając wyboru, zmuszona została do wydania oficjalnego oświadczenia. Opinia publiczna poinformowana została o grasującym po kraju maniaku, odpowiedzialnym o dokonanie 38 okrutnych morderstw. Ludzie zostali poproszeni o zachowanie szczególnej ostrożności i niewychodzenie ze swoich gospodarstw po zmroku.

14 kwietnia 1996 roku, dokładnie miesiąc po ostatniej zbrodni Teminatora, do lwowskiego komisariatu milicji zadzwonił zdenerwowany mężczyzna. Twierdził, że mieszka w jednym z bloków w Jaworowie i kilka minut wcześniej widział, jak jego sąsiad wychodząc z mieszkania, próbował ukryć w swojej torbie strzelbę. Dla śledczych był to ważny ślad i natychmiast podjęli ten trop.

Z wizytą u bestii

Dwa dni później kilka nieoznakowanych radiowozów podjechało pod wskazany blok w Jaworowie. Obstawiając wszystkie możliwe wyjścia, funkcjonariusze próbowali uniemożliwić podejrzanemu ucieczkę.

Gdy zapukali do drzwi, usłyszeli nagle odgłos przekręcanego w zamku klucza. Otworzył im niepozorny, rudy mężczyzna o niskim wzroście i ledwie słyszalnym głosie…

Milicjanci weszli do środka, po czym zażądali okazania dokumentów. Onoprijenko stwierdził, że w tym celu musi się udać do sąsiedniego pomieszczenia. Milicjanci ruszyli za nim.

Po wejściu do pokoju podejrzany rzucił się na łóżko, spod którego wyciągnął pistolet. Został jednak szybko obezwładniony i aresztowany. W jego domu milicjanci odkryli łącznie 122 przedmioty pochodzące z napadniętych przez niego i obrabowanych domów. Również broń, którą zamierzał zaatakować milicjantów, okazała się kradziona.

Bóg albo szatan

Onoprijenko o wszystkich 52 zbrodniach opowiadał z zadziwiającym spokojem. Pamiętał szczegóły, miejsca i daty. Twierdził, że zabijanie przychodziło mu niezwykle łatwo.

Anatolij został poddany obserwacji psychiatrycznej. Od tego momentu zaczął się bardzo dziwnie zachowywać. Mówił, że był skrzyżowaniem człowieka z maszyną, a gdy mordował – czuł się jak robot.

Ktoś mną kierował. Pomagał mi Bóg… Albo Szatan. Nie wiem. Różnica jest nieistotna.

Anatolij
Onoprijenko w licznych wywiadach opowiadał o swoim trudnym dzieciństwie | fot. uk.reuters.com

Narodowość: żadna

Proces „Terminatora” rozpoczął się 23 listopada 1998 roku w Żytomierzu, skąd pochodził. Na sali rozpraw pojawił się tłum ludzi. Były to rodziny ofiar, które teraz żądały zemsty.

Ze względów bezpieczeństwa oskarżony został zamknięty w metalowej klatce. Akt oskarżenia obejmował przede wszystkim dokonanie 52 zabójstw ze szczególnym okrucieństwem.

Przez większą część procesu, który trwał 3 miesiące, Onoprijenko sprawiał wrażenie człowieka, któremu jest wszystko jedno, co się z nim stanie. Poproszony o podanie swojej narodowości, odpowiedział:

żadna.

W sądzie milczał, ale w kontaktach z prasą był bardzo rozmowny.

Ostatni plan

1 kwietnia 1999 roku sędzia Dmitrij Lipski wydał wyrok – Anatolij Onoprijenko został skazany na karę śmierci przez rozstrzelanie. „Terminator” przyjął wyrok ze spokojem. Zabronił też swojemu adwokatowi odwoływać się od wyroku. Twierdził, że chętnie umrze, bo jest ciekawy, co czeka go po śmierci.

Jesteście ciekawi, jak skończyła się historia Terminatoria? Posluchajcie najnowszego, #85 odcinka Kryminatorium!

Słuchaj podcastów na: