Byk i Maczuga – z nimi nie ma żartów! | #132 POLSKA SPRAWA

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Rodzina z piekła rodem

Pochodząca z Podkarpacia rodzina Maczugów nigdy nie cieszyła się w swojej wsi dobrą opinią. Matka pod osłoną nocy wykradała sąsiadom kury i jajka, ojciec przywłaszczał sobie cudze drewno z lasu.

W ślady ojca szybko poszli jego synowie. Starszy z nich – Michał z czasem zaczął być stałym lokatorem rzeszowskiego więzienia. W celi zaprzyjaźnił się z kilkoma przestępcami, którzy szybko przekonali Michała, że stworzony jest on do rzeczy znacznie ambitniejszych.

Michał Maczuga zafascynowany dokonaniami swoich więziennych towarzyszy, po kolejnym wyjściu z więzienia dołączył do jednej z band grasujących w okolicach Przemyśla i Jarosławia.

Noga Michałowi podwinęła się pod koniec czerwca 1925 roku, gdy awansowany w bandyckiej hierarchii do rangi „prawej ręki szefa” wziął udział w napadzie na dom pewnego żydowskiego kupca. W wyniku nieudanej akcji został schwytany przez policję. Sąd w Rzeszowie skazał go na karę śmierci, którą wykonano dwa tygodnie później.

maczuga
Władysław Maczuga nawet nie przypuszczał, że już wkrótce swoją sławą prześcignie własnego brata | fot. awers-rewers.pl

Być jak starszy brat

Gdy pluton egzekucyjny wystrzelonymi kulami zapisywał ostatni rozdział bandyckiej epopei Michała Maczugi, jego młodszy brat Władysław miał 13 lat. Chłopak postanowił pójść w ślady brata.

Władysław okradał głównie pijanych lub śpiących pasażerów na dworcu kolejowym w Jarosławiu. Pieniędzy jednak z tego było niewiele, a i same kradzieże zaczęły go nudzić. Miał 19 lat, gdy stwierdził, że czas już zabrać się za jakąś poważniejszą działalność.

Na początku 1933 roku Maczuga trafił do więzienia w Rzeszowie. Tam poznał groźnego kryminalistę Antoniego Byka. Odtąd ich drogi zaczęły biec w tym samym kierunku, a oni sami mieli się stać nierozłączni.

„Ty na szubienicy skończysz”

byk
Antoni Byk na swoim koncie miał już kilka morderstw | fot. podkarpackahistoria.pl

Antoni Byk był starszy od Maczugi o 8 lat. Posiadał też znacznie bardziej okazałą policyjną kartotekę niż jego nowy towarzysz z celi. Nic więc dziwnego, że szybko stał się dla Maczugi prawdziwym mentorem i bohaterem.

Bandyci szybko znaleźli wspólny język. Wiedząc, że nie mają już nic do stracenia, postanowili od tej pory działać razem. Najpierw musieli jednak uciec z więzienia, zanim kat założy im pętlę na szyję. Ucieczka zaplanowana na dzień 31 grudnia 1933 roku udała się bez najmniejszych problemów. Tak zaczęła się przestępcza odyseja duetu podkarpackich bandytów…

Bandycka kariera

Aby zmylić pogoń, bandyci często przemieszczali się po całej Rzeszowszczyźnie. Byk i Maczuga mieli na swoim koncie coraz większą liczbę morderstw. Odpowiadali też za zastrzelenie komendanta Policji Państwowej. Nic więc dziwnego, że szybko stali się najbardziej poszukiwanymi przestępcami w południowo-wschodniej Polsce.

Pościg za przestępcami stał się głównym tematem ówczesnych gazet, które ze szczegółami relacjonowały zmagania policjantów z groźnym duetem. Zdarzało się nawet, że reporterzy osobiście brali udział w policyjnych obławach.

Rodzinne wsie przestępców stały się miejscami, do których niemal każdego dnia zaglądali funkcjonariusze policji. Pytani o Byka i Maczugę okoliczni mieszkańcy nabierali jednak wody w usta. Bojąc się zemsty bandytów, woleli milczeć.

Martwa połowa duetu

Zamożni obywatele tracili swoje oszczędności. Ginęły też kolejne osoby – nie tylko napadane przez nich ofiary, ale i mundurowi, którzy z coraz większą determinacją deptali im po piętach.

Szczęście przestało się uśmiechać do Byka i Maczugi latem 1934 roku. Policyjni informatorzy ustalili wtedy, że przestępcy mogą się pojawić w Rozborzu, rodzinnej wsi Władysława. 18 lipca policja otoczyła starą, rozpadającą się chatę, w której mieszkała matka Maczugi.

Bandyci nie zamierzali jednak dać się schwytać żywcem. Gdy zauważyli stróżów prawa, postanowili zbiec. Za nimi powędrował grad policyjnych kul. Pierwszy biegł Maczuga, tuż za nim Byk. Temu drugiemu nie udało się jednak przeżyć policyjnej zasadzki…

Maczuga bez Byka

Po śmierci swojego wspólnika Władysław Maczuga zaszył się w jednej ze swoich kryjówek. Nie zrezygnował jednak ze swojej przestępczej działalności. Nie szło mu jednak tak dobrze, jak w duecie z Bykiem. Każdego, kto pomagał bandycie, natychmiast zatrzymywano, a sąd wymierzał takim osobom dotkliwą karę.

Swojego ostatniego napadu Maczuga dokonał samotnie, w powiecie rzeszowskim, gdy wdarł się do jednej z plebanii. Do końca robił wszystko, aby podtrzymać legendę o swoim dawnym towarzyszu, a tym samym budzić jeszcze większy strach u swoich ofiar.

list gończy
Policja Państwowa obiecała nagrodę pieniężną w wysokości 2.000 zł – stanowiącą równowartość ówczesnej dwuletniej pensji – za pomoc w schwytaniu podkarpackich przestępców | fot. zwiadowcahistorii.pl

Kilka dni później policjanci z Komendy Powiatowej Policji Państwowej w Przeworsku wpadli na jego trop. Przy pomocy tajnych informatorów szybko ustalili miejsce rzekomej kryjówki Maczugi.

19 listopada 1934 roku Władysław został schwytany i przewieziony do więzienia w Rzeszowie. Był już wtedy sławnym bandytą, więc naczelnik więzienia potraktował go ze specjalnymi honorami. Natychmiast skuto go ciężkim łańcuchem, który dzwonił przy każdym jego kroku. Z tego powodu Maczuga zyskał w więzieniu przydomek „dzwonnika z Rozborza”.

Jego proces cieszył się ogromnym zainteresowaniem prasy. Do sądu przysłano setki podań o wydanie biletu wstępu na salę rozpraw…

Jaki wyrok zapadł w jego sprawie? Czy udało mu się po raz kolejny wyjść cało? Posłuchajcie najnowszego, #132 odcinka Kryminatorium. Znajdziecie tam o więcej szczegółów związanych z działalnością morderczego duetu…

Słuchaj podcastów na: