Na zabawie w Sarbinowie | #133 POLSKA SPRAWA

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Kasia miała zaledwie 17 lat. Lubiła zabawę, dlatego często uczestniczyła w popularnych wówczas dansingach. Dziewczyna mieszkała w niewielkiej nadmorskiej miejscowości. Dlatego też okazji do imprezowania szczególnie w czasie wakacji miała wiele.

22 lipca 1967 roku razem z siostrą i znajomymi wybrała się na zabawę do restauracji „Fala” w pobliskim Sarbinowie. To wioska położona zaraz obok Mielna, która dziś liczy nieco ponad 500 osób.

Kasia wyszła na zabawę po godzinie 20, jednak kolejnego dnia, gdy nie wróciła do domu, jej matka zaczęła się niepokoić. Zapytała starszą córkę Zuzannę, co mogło się stać. Dziewczyny do restauracji „Fala” poszły przecież razem.

Zuzanna zapamiętała, że Kasia podczas imprezy poznała jakiegoś chłopaka. Mógł mieć ok. 20 lat. Miał na sobie niebieską koszulkę z kołnierzem. Do Sarbinowa przyjechał z Piły. Był na wycieczce razem z bratem oraz kolegami.

Sarbinowo
W sezonie letnim zarówno Mielno, Sarbinowo, jak i inne okoliczne nadmorskie miejscowości odwiedzane są przez wielu turystów. Bawią się tam także miejscowi | fot. meteor-turystyka.pl

Matka rozpoczyna poszukiwania

Matka szybko ustaliła miejsce postoju wycieczki tego młodzieńca. Nazywał się Henryk. Henryk Jankowski.

Jeszcze tego samego dnia kobieta stawiła się na Posterunku Milicji w pobliskim Mielnie. Przedstawiła całą sytuacją, opisała wygląd córki i opowiedziała o swoich obawach. Nie zapomniała także wspomnieć o Henryku, który mógł być jedną z ostatnich osób, które tej nocy widziały dziewczynę, zanim zniknęła.

Dochodzenie

Funkcjonariusz po przyjęciu zgłoszenia pojechał do Sarbinowa, aby osobiście porozmawiać z mieszkańcem Piły. Henryk przedstawił mu swoją wersję wydarzeń.

Tymczasem sprawę przejęła milicja w Koszalinie. Funkcjonariusze rozmawiali z bawiącymi się na dansingu osobami.

Jedna z tych osób opowiedziała, że około północy przed budynkiem Kasię zaczepiło dwóch chłopców. Jeden z nich miał na sobie marynarski mundur. Szybko ustalono ich tożsamość. Zostali oni dokładnie sprawdzeni. Okazało się, że mają mocne alibi i ze zniknięciem dziewczyny nie mogli mieć nic wspólnego. Zostali wyeliminowani z kręgu podejrzanych.

Z każdą godziną panowało także coraz większe przekonanie, że mogło stać się coś złego i nieobecność Kasi spowodowana jest jej śmiercią…

Zwłoki w ogródku

Przełom nastąpił 3 lipca 1967 roku, a więc półtora tygodnia po zaginięciu dziewczyny. Jeden z mieszkańców Sarbinowa wybrał się do swojego ogrodu. Mniej więcej dwa metry od ogrodzenia zauważył ciało młodej kobiety. Natychmiast wezwał milicję. Nie było wątpliwości, to ciało zaginionej kilkanaście dni wcześniej Kasi.

Niedaleko przy płocie odkryto zadeptane chwasty i ślady, które wskazywały na to, że przez płot przechodziła osoba w butach z twardą podeszwą. Poza tym nie znaleziono ważnych śladów lub przedmiotów, które mogły mieć związek ze zbrodnią.

Jedno było pewne. Dziewczyna zginęła przez uduszenie. Sprawca wykorzystał należący do niej pasek z tkaniny. Zacisnął go na szyi ofiary i zawiązał ciasno na dwa węzły…

Ostatnie godziny życia

Zuzanna, siostra Kasi twierdziła, że Kasia na zabawie tańczyła właściwie z każdym, kto ją o to poprosił. Jednak większość świadków zapamiętała, jak dziewczyna tańczyła z Henrykiem. Niektórzy zwrócili też uwagę, że na parkiecie doszło między nimi do pocałunku. Po chwili wspólnie wyszli z budynku.

Henryk był więc najważniejszym elementem układanki. Podczas kolejnych przesłuchań zaczął jednak zmieniać swoją pierwotną wersję zdarzeń. Dopowiadał nowe szczegóły, a jego słowa wzbudzały coraz większe wątpliwości. Jednocześnie chłopak cały czas utrzymywał, że dziewczyna odeszła z kimś innym.

Sarbinowo wizja
Znaczny rozkład ciała utrudnił oględziny. Nie udało się stwierdzić dodatkowych obrażeń i śladów. Wizja lokalna | fot. gk24.pl

Inne tropy

Pomimo tego, że mieszkaniec Piły był głównym podejrzanym, sprawdzano także inne tropy. Wytypowano 30 mężczyzn, którzy mogli mieć związek z zabójstwem.

Henryk wskazał mężczyznę o imieniu Czesław, który w feralną noc miał być jednym z dwójki nieznajomych mężczyzn, którzy rzekomo zaczepili Kasię.

Okazało się jednak, że wskazany Czesław nie mógł pojawić się w noc z 22 na 23 lipca na drodze w Sarbinowie. Razem z kolegą bawił się co prawda tej nocy na dansingu, ale w zupełnie innej miejscowości.

Krzyk kobiety

Pojawiało się coraz więcej sygnałów, świadczących o tym, że Henryk kłamie. Przesłuchania kolejnych świadków przynosiły rezultaty. Kilka osób mieszkających w okolicach znalezienia zwłok Kasi, pamiętnej nocy usłyszało przeraźliwy krzyk kobiety.

Wszystko wskazywało na to, że świadkowie słyszeli krzyczącą Kasię…

Czy za zabójstwem Kasi stał Henryk? Co na jego temat miały do powiedzenia jego poprzednie partnerki? O tym w najnowszym, #133 odcinku Kryminatorium.

Słuchaj podcastów na: