Czy Zbigniew z Dęblina zabił własną rodzinę? | #135 POLSKA SPRAWA

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Dęblin. Położone nad Wisłą niewielkie miasteczko. Powiat rycki, województwo lubelskie. Mieszka tam zaledwie 16 tysięcy mieszkańców. Wydarzenia, których dotyczy ten odcinek Kryminatorium miały miejsce w 2009 roku. To właśnie wtedy nagłówki w mediach informowały o brutalnym morderstwie.

Dęblin
W Dęblinie znajduje słynna na całą Polskę Szkoła Orląt. To w tej miejscowości w 2009 roku doszło do tragedii | fot. wikipedia.org

Rodzina taka, jakich wiele

Jest 2 listopada, dzień po uroczystości Wszystkich Świętych. Zbigniew J. wraca z pracy. Jego dom, w którym mieszka wraz z żoną Haliną, z synem Karolem i teściową Wacławą, to skromny, prostokątny budynek z czerwonej cegły. Sąsiedzi mówili o nich, że to zgodna rodzina, ale Zbigniew J. bywał o żonę zazdrosny.

Gdy mężczyzna wraca, zauważa ogień wydobywający się z jego własnego domu. Wybiera numer alarmowy. Przez telefon opisuje zdarzenie i dodaje do tego jeszcze swoje spostrzeżenie – to prawdopodobnie wybuch gazu.

Strażacy nie mieli zbyt wiele pracy przy gaszeniu. Płomienie były niewielkie, nie było ich nawet widać z zewnątrz budynku. Sytuacja wyglądała więc na taką ze szczęśliwym zakończeniem, dopóki strażacy nie weszli do środka. Były tam trzy martwe ciała. Jednak szybko stało się jasne, że pożar mógł być sposobem na zatarcie śladów brutalnego morderstwa.

Krew ofiar znaleziono na podłodze, grzejniku, meblach i ścianach | fot. pulawy.naszemiasto.pl

Nieszczęśliwy wypadek?

Pierwszą znalezioną martwą osobą jest Wacława, 89 lat, teściowa Zbigniewa J. Kobieta otrzymała dziewięć ciosów siekierą, większość w głowę. Ciało przykryto kołdrą. Młody mężczyzna to syn, Karol. Dwa ciosy siekierą. Żona, 47-latka, zabita prawdopodobnie jako pierwsza – siedem ciosów.

Zbrodnia wyrywa lokalną społeczność z ustalonego porządku. Sąsiedzi snują swoje własne teorie na temat potencjalnego sprawcy zbrodni. Nie zawsze pojawia się w nich ojciec rodziny. Przecież Zbigniew J. był spokojnym i kulturalnym mężczyzną. Trudno uwierzyć, aby ktoś taki dokonał takiego czynu.

Jednak kilka szczegółów w zeznaniach mężczyzny budziło wątpliwości. Skąd na przykład Zbigniew J. wiedział, że w domu doszło do wybuchu gazu? A wspomniał o tym już na samym początku podczas telefonicznego zgłoszenia.

Trzy dni po odkryciu miejsca zbrodni 46-letni Zbigniew J. zostaje aresztowany jako główny i jedyny podejrzany w sprawie.

Na sali sądowej

W niecałe dwa lata po niezrozumiałej zbrodni rozpoczyna się proces. Policja nie dysponuje żadnymi twardymi dowodami, ale sędzia prowadząca tę sprawę w Sądzie Okręgowym w Lublinie, uznaje ciąg zdarzeń przedstawiony przez oskarżycieli za spójny i logiczny.

Na winę Zbigniewa J. wskazuje głównie czas zgonu ofiar. Mężczyzna był w pracy w ciągu dnia, a zbrodni najprawdopodobniej w godzinach nocnych.

zbigniew
W winę Zbigniewa nie wierzy się jedna z jego córek, a także jego siostra i siostra zamordowanej Haliny J. | fot. pulawy.naszemiasto.pl

Ciała ofiar skrępowane były taśmą. Analiza kryminalistyczna wykazała, że to Zbigniew J. musiał jako dotykać taśmy jako ostatni. To ważny dowód, choć niewystarczający. Zbigniew jako mieszkaniec domu mógł przecież dotykać taśmy wcześniej w zupełnie innych okolicznościach.

Na niekorzyść Zbigniewa przemawiały zeznania świadków. Zgodnie z nimi Zbigniew J. był niezwykle zazdrosny o żonę Halinę. Znajomi zeznali także, że podczas wspólnych imprez wielokrotnie byli świadkami scen zazdrości w wykonaniu Zbigniewa. Sytuacje były tak niezręczne, że znajomi woleli nawet opuścić towarzystwo, i zostawić parę samą, aby doszła do porozumienia.

Zbigniew J. sam także przyznaje w sądzie, że bywał zazdrosny, ale tylko tak, jak byłby zazdrosny mężczyzna kochający swoją kobietę. Mimo to, jego linia obrony powoli się sypie…

Ostateczny krok

Śledczy decydują się na krok ostateczny – badanie na wykrywaczu kłamstw.

Zbigniew J. nie wykazuje choćby cienia emocji. Zupełnie obojętnie podchodzi nie tylko do swojej sytuacji, ale i do wszelkich pytań. Wciąż nie przyznaje się do winy. Czy mężczyzna pozostawał pod wpływem tak ogromnego stresu i szoku? A może był socjopatą, czego przez lata nie dostrzegali najbliżsi?

Jak ostatecznie zakończyła się ta sprawa? Czy Zbigniew J. mógł jednak nie mieć związku ze śmiercią własnej rodziny? To wszystko w najnowszym, #135 odcinku Kryminatorium.

Słuchaj podcastów na: