Harcerz zostawiony na szlaku | #117 ZAGINIĘCIA

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Skaut z nadwagą

13-letni Amerykanin meksykańskiego pochodzenia, Jered Negrate był jednym ze skautów grupy harcerskiej zrzeszającej nastoletnich chłopców z El Monte, na wschód od Los Angeles. Chłopiec nie był wysportowany. Miał sporą nadwagę i znacząco odróżniało go od reszty harcerskiej grupy.

Chłopiec był jednak lubiany, a jego słabości zgodnie tolerowano. Podczas wspólnych harcerskich wypraw do lasów hrabstwa San Bernardino, często pozwalano mu zostawać w tyle, a później cierpliwie czekano, aż do nich dołączy.

Jared był zachwycony, gdy ogłoszono datę i cel następnej wyprawy, Zdobycie San Gorgonio, najwyższego szczytu pasma górskiego San Bernardino. Grupa miała wyruszyć w czwartek, 18 lipca 1991 roku. Grupa liczyła sześciu skautów. Przewodził im dorosły i doświadczony Dennis Knight.

Sam na szlaku

Jared
Jared zawsze miał przy sobie odpowiedni zapas przekąsek, z którymi praktycznie się nie rozstawał. | fot. pikabu.ru

Pierwszy wieczór wyprawy grupa spędziła w rozbitym obozowisku przy Suchym Jeziorze, na północ od San Gorgonio. W piątkowe popołudnie, 19 lipca, wszyscy wyruszyli dalej. Do pokonania mieli 8-kilometrowy szlak, prowadzący prosto na szczyt. Kłopoty zaczęły się po dotarciu na wysokość 3000 metrów.

Jared zaczął zwalniać, aż w pewnym momencie inni chłopcy zorientowali się, że ich kolega został w tyle. O zaistniałej sytuacji powiadomili prowadzącego ich opiekuna, który wrócił do 13-latka.

Opiekun zaproponował chłopcu, by ten szedł swoim tempem i zwracał tylko od czasu do czasu uwagę na grupę z przodu, którą powinien dobrze widzieć przez cały czas. Była godzina 18. Wtedy harcerz widziany był po raz ostatni.

Około godziny 21:00 grupa prowadzona przez Knighta wróciła w miejsce, gdzie oddzielono się od 13-latka. Jednak Jareda nigdzie nie było. Stało się jasne, że chłopiec się zgubił.

Nie szukamy winnych”

Zastępczyni szeryfa hrabstwa San Bernardino zarządziła natychmiastowe poszukiwania Jareda. Ściągnięto kilka grup poszukiwawczo-ratowniczych z okolicznych miast. Nie natrafiono na żaden ślad.

Pierwszy przełom w poszukiwaniach nastąpił dopiero w poniedziałek, 22 lipca. Kilka kilometrów od miejsca, w którym Jared widziany był po raz ostatni, znaleziono świeży odcisk buta, należącego do chłopca. Niemal natychmiast na miejscu poszukiwań pojawili się rodzice zaginionego – Felipe i Linda Negrete.

Zdobycie San Gorgonio miało być ekscytującym wydarzeniem dla skautów. | fot. latigocoffee.com

27 lipca na górskim zboczu odkryto ukrytą plantację marihuany. Część osób zaczęła snuć przypuszczenia, że Jared podczas samotnego schodzenia z góry mógł wtargnąć na teren handlarzy narkotyków, a ci go porwali lub zabili. Policja jednak natychmiast wykluczyła taką możliwość.

29 lipca nastąpił długo wyczekiwany przełom – odnalezionych zostało kilka rzeczy, które z całą pewnością należały do Jareda Negrete…

Ostatnie zdjęcie

Kilka kilometrów od odkrytych wcześniej śladów butów natrafiono na najważniejszy przedmiot: aparat fotograficzny. Wywołano wszystkie zdjęcia. Jedenaście z nich przedstawiało uchwycony na kliszy krajobraz. Na pewno zostały wykonane przed zaginięciem. Jednak dwunasta fotografia była inna.

Znalezisko pozwoliło służbom ratowniczym zawęzić teren poszukiwań do obszaru 35 km2. To i tak duży teren, ale było to jednak ułatwieniem.

Człowiek kontra pogoda

Do akcji wkroczyły helikoptery. Matka nastolatka wzięła udział w akcji, podczas której osobiście – z pokładu helikoptera – nawoływała syna przez megafon. Kilka podobnych przelotów nie zmieniło jednak niczego. Nie natrafiono na nowe ślady.

Żołnierze, ratownicy, policjanci, wolontariusze oraz ludzie z biura szeryfa byli potwornie zmęczeni. Od wielu dni prawie w ogóle nie sypiali. Do tego nieustannie padał deszcz.

Gdy ulewa ustała, poszukiwacze wrócili na górskie szlaki. Pojawiały się też nowe nadzieje.

Nadzieja nie umiera nigdy

Wkrótce do biura szeryfa zaczęły nadchodzić meldunki o wypadkach ludzi biorących udział w poszukiwaniach. Zmęczeni ratownicy łamali nogi lub ręce. W sumie – spośród dwóch tysięcy ludzi biorących udział w akcji, większe lub mniejsze obrażenia poniosły 44 osoby.

last pic
Ostatnia fotografia zrobiona przez 13-latka. | fot. ru.sm.news

5 sierpnia – po 16 dniach od zaginięcia Jareda – biuro szeryfa zmuszone zostało do podjęcia trudnej decyzji. Oszacowano, że szanse przeżycia chłopca spadły do zera. Górskie stanowisko dowodzenia zostało rozebrane, a poszukiwania zawieszono.

Rodzice chłopca robili, co mogli. Zwrócili się nawet do ówczesnego Prezydenta Stanów Zjednoczonych George’a Busha z prośbą o wysłanie do San Bernardino pomocy federalnej. Nadzieja państwa Negrete nie trwała zbyt długo – gubernator nie zmienił swojego stanowiska. 13-letniego Jared Negrete został oficjalnie uznany za zmarłego.

Detektyw i wróżki

Przez jakiś czas byli jeszcze tacy, którzy wierzyli, że Jared żyje. Rodzice Jareda wynajęli prywatnego detektywa, który badał sprawę pod kątem uprowadzenia i potencjalnego morderstwa. Gdy jego śledztwo nie przyniosło spodziewanego rezultatu, zwrócono się do wszelkiej maści wróżek i jasnowidzów.

8 września 1991 roku – równo 50 dni od zaginięcia chłopca – rodzina Negrete urządziła Jaredowi symboliczny, ale uroczysty pogrzeb. Dennis Knight, opiekun Pięćset Trzydziestego Ósmego Oddział Kalifornijskich Skautów, nie był obecny na pogrzebie…

Czy opiekun miał związek z zaginięciem chłopca? Czy w sprawie nastąpił jakiś przełom? Posłuchajcie #117 odcinka Kryminatorium.

Słuchaj podcastów na: