preloder
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Każda zniewolona społeczność ma swojego szlachetnego rozbójnika – ludowego bohatera, odznaczającego się niezwykłymi czynami, niespotykanym męstwem, odwagą i ofiarnością w niesieniu pomocy swoim pokrzywdzonym rodakom. Dla mieszkańców Podlasia, w trudnych czasach Polski „ludowej”, taką osobą był bez wątpienia Józef Korycki.

Dla PRL-owskich władz był on zwykłym kryminalistą – złodziejem, oszustem, recydywistą, terrorystą, a nawet bezwzględnym mordercą. Podlasianie Koryckiego postrzegali zupełnie inaczej. Widzieli w nim swojego obrońcę. Człowieka, który odważnymi czynami przeciwstawia się znienawidzonej władzy.

Bandyta czy bohater?

Korycki Janosik Podlasi
fot. dorzeczy.pl

O życiu Koryckiego, przez dłuższy czas, wiadomo było niewiele. Choć w latach osiemdziesiątych XX wieku cała Polska emocjonowała się pościgiem za nieuchwytnym bandytą, ówczesna prasa ograniczała swoje relacje do ogólnych wzmianek, podkreślających głównie zbrodniczy charakter jego czynów. Największą gorliwością wykazywało się „Słowo Podlasia”, tygodnik Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej:

„Listem gończym poszukuje się zazwyczaj bardzo groźnych przestępców. Za Józefem Koryckim wysłano ich aż trzy, drukując dodatkowo tysiące ulotek z jego podobizną. Poszukiwany (…) jest niebezpiecznym bandytą, podejrzanym o rozboje i zabójstwo przy użyciu broni palnej, którą zawsze nosi przy sobie”.

Sytuacja zmieniła się dopiero w roku 2006, wraz z opublikowaniem książki „Gry więzienne. Tragikomiczny obraz polskiego więzienia”, autorstwa Marka M. Kamińskiego. Jej fragmenty opisywały życie „podlaskiego Janosika” w sposób zupełnie inny niż do tej pory…

O krok dalej poszedł Ernest Szum, który biografię „szlachetnego bandyty” nakreślił w formie dwóch artykułów opublikowanych w „Radzyńskim Roczniku Humanistycznym”.

„Nie ma litości dla zdrajców”

Według oficjalnej noty biograficznej, zawartej w liście gończym wydanym przez MO, Józef Korycki przyszedł na świat 25 marca 1934 roku w Radzyniu Podlaskim. On sam twierdził jednak, że urodził się rok wcześniej.

Na początku lat pięćdziesiątych, wbrew swojej woli, został wcielony do Ludowego Wojska Polskiego. Jednak służba ludziom, którymi gardził, okazała się ponad jego siły. Nie wytrzymał zbyt długo w wojskowym mundurze i po kilku miesiącach zdezerterował.

Dezerter i zbój

Ucieczka Koryckiego sprawiła, że jego osobą zainteresowała się nie tylko Wojskowa Służba Wewnętrzna, ale i Milicja Obywatelska. Schwytany, trafił do więzienia. Korzystając jednak z poststalinowskiej odwilży, szybko wyszedł na wolność. Tak rozpoczęła się przestępcza odyseja Józefa, która trwać miała do końca jego dni.

W tym samym okresie zaczęły się tworzyć pierwsze mity i legendy, ubarwiające bandycki żywot podlaskiego Janosika. Odtąd wiele wydarzeń z nim związanych zaczęto przesadnie mitologizować, nadając im czasami wymiar wręcz nadprzyrodzony.

Życie podzielone na odsiadywanie wyroków, a kontynuowanie przestępczej działalności doprowadziło Koryckiego do zerwania stosunków z własną rodziną. Nie chciał narażać swojej żony i syna na niebezpieczeństwo grożące im ze strony ścigających go milicjantów.

Narodziny podlaskiej legendy

Wraz ze zwiększającą się liczbą odsiadek, wzrastała do Józefa sympatia lokalnej społeczności. Wśród Podlasian zaczął być postrzegany niczym ktoś w rodzaju angielskiego Robin Hooda lub legendarnego słowackiego zbójnika Juraja Janosika. Podobnie jak oni, również Korycki zabierał bogatym i oddawał biednym.

Janosik z Podlasia
O Janosiku z Podlasia krąży wiele legend | fot. miedzyrzec.info

Większość łupów Korycki rozdawał biedakom z okolicznych wsi. Czasami zdarzały się takie rarytasy jak rower, telewizor lub dywan. Pieniądze dzielił po równo, zostawiając dla siebie tylko tyle, aby zdołał przeżyć w ukryciu przed coraz bardziej nienawidzącą go komunistyczną władzą.

Podlasianie zaczęli nazywać Józefa „Janosikiem” i odwdzięczali mu się, jak tylko umieli. Pomagali w ukryciu, dostarczali żywność, broń i amunicję.

Mijały dni, tygodnie, miesiące. Korycki coraz rzadziej działał samodzielnie. Opierając się na pomocy kilku zaufanych przyjaciół, stworzył dobrze zorganizowaną grupę, działającą głównie w okolicach Międzyrzeca Podlaskiego.

Im większym szacunkiem darzyli go miejscowi, tym większą wrogością pałali do niego przedstawiciele władzy ludowej. Postanowiono schwytać Koryckiego za wszelką cenę.

Żyjący w ukryciu Korycki tęsknił za rodzinnym domem. Czasami zdarzało się, że tracił czujność i nie zważając na niebezpieczeństwo, odwiedzał żonę i syna. Jedna z takich wizyt drogo go kosztowała…

Beret mordercy?

Grupa Janosika dokonała licznej serii włamań i napadów z bronią w ręku. Sołtysi, sklepy spółdzielcze, stacje CPN oraz wagony towarowe stojące na dworcowych bocznicach były idealnymi celami Koryckiego i jego przyjaciół. Podczas napadów nie dochodziło jednak do rozlewu krwi, nikt też nie odnosił uszczerbku na zdrowiu. Sytuacja ta zmieniła się diametralnie dopiero późnym wieczorem 10 października 1980 roku, podczas kolejnego włamania.

Napastnicy byli przekonani, że wpadli w milicyjną obławę i spanikowali. Ktoś oddał serię strzałów z pepeszy. Niestety, skutkiem nieudanej akcji była pierwsza ofiara śmiertelna w karierze „janosikowej bandy”.

Korycki stał się najbardziej poszukiwanym przestępcą w Polsce, którego trzeba ująć. Jak najszybciej. Bez względu na środki. Żywego lub martwego!

Korycki Podlasie
Los Józefa Koryckiego był już przesądzony… | fot. dorzeczy.pl

Gdy śmierć ma inne plany

Funkcjonariusze byli coraz bliżej. 10 kwietnia 1982 roku powołano specjalną grupę operacyjną o nazwie „Szakal”. Jej nazwa nawiązywała do przydomku, jakim Koryckiego określali ścigający go milicjanci. Natychmiast wytypowano kolejne miejsce, gdzie mógł przebywać przestępca. Ku zdumieniu milicyjnych dowódców, wśród zatrzymanych nie było Koryckiego! Na kolejną okazję schwytania zdesperowanego bandyty trzeba było czekać kolejny miesiąc.

Rankiem, 14 maja 1982 roku, w lesie przy wsi Misie, niedaleko Międzyrzeca Podlaskiego, osławiony Janosik został okrążony. Korycki nie widząc już szans na żadną ucieczkę postanowił nie dać złapać się żywcem. Z trudem wyszedł naprzeciw wzywającym go do poddania się milicjantom. Dobrze wiedział, co go czeka, gdy odda się w ręce pałających żądzą zemsty organów ścigania. Odrzucił pepeszę i ukląkł…

W jaki sposób ujęto podlaskiego Janosika? Jak skończyła się jego historia? Posłuchajcie #77 odcinka Kryminatorium!

Słuchaj podcastów na: