preloder
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Odkąd pamiętam, w mediach co jakiś czas pojawia się informacja o porwaniu dziecka. Czy to z wózka, czy z placu zabaw. Dzieci z oczywistych względów są łatwym obiektem dla zboczeńców i porywaczy. Nie mają szans na starcie z silniejszym przeciwnikiem. Z uprowadzeniem nie mają problemów nawet kobiety, niewzbudzające na pierwszy rzut oka żadnych podejrzeń. I właśnie taką sprawę chciałbym przedstawić w kolejnym odcinku Kryminatorium. Okazuje się, że na przestrzeni lat niewiele się zmieniło.

Uprowadzenie dziecka

Nasza historia rozpoczyna się 23 lipca 1935 roku. W ten letni dzień w Ogrodzie Krasińskich w Warszawie Władysława Malinowska spaceruje z dwójką dzieci. Malinowska pracuje jako niania u zamożnej żydowskiej rodziny Szafirsztejnów. Pod opieką ma sześcioletniego chłopca i 7-tygodniową dziewczynkę. Wychodzenie z nimi na spacer jest codziennym, stałym punktem jej obowiązków.

Porwanie dziecka
Kobiety nie wzbudzają podejrzeń podczas uprowadzania dzieci | zdjęcie poglądowe, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ogród Krasińskich znajdujący się na warszawskim Muranowie jest idealnym miejscem, żeby się przejść. Zwłaszcza w lato – jest przyjemnie ciepło, cicho i spokojnie. Wiele matek wybiera to miejsce na spacery ze swoimi pociechami.

Około godziny 11 do Malinowskiej podchodzi znana jej z widzenia młoda kobieta. Po krótkiej rozmowie prosi nianię, by pozwoliła jej przejść się wokół ogrodu z dzieckiem znajdującym się w granatowym wózku. Nie wie jeszcze, że jej lekkomyślna decyzja już na zawsze zmieni życie wielu osób.

Niedługo później zaczyna zanosić się na burzę. Nadciągnęły czarne chmury, zaczęło grzmieć. Malinowska musiała zadbać o to, by dzieci nie zmokły i szybko odprowadzić je do domu. Poszła więc szukać kobiety, z którą zostawiła dzieci… Na szczęście po drodze spotyka chłopca. Ale co z jego siostrą? Dziewczynki nie udaje się znaleźć. Malinowska ma złe przeczucia.

Na policji zostaje zgłoszone zawiadomienie o uprowadzeniu 7-tygodniowego dziecka. Śledczy szukają świadków znajdujących się tego dnia w parku. Może ktoś coś widział? Tego samego dnia o godzinie 18 do władz dociera informacja z Zakładu Medycyny Sądowej o odnalezieniu zwłok dryfujących po wodzie. Niestety jest to poszukiwana dziewczynka.

Poszukiwania zbrodniarki

Śledczy stanęli teraz przed nowym zadaniem. Należało ustalić sprawcę porwania dziecka, przyczyny tego uprowadzenia i samego zabójstwa. Koniecznie trzeba było także odszukać granatowy wózek. Zbadano okolice miejsca, w którym odnaleziono zwłoki dziecka. Ustalono, że pod wieczór przechodziła tamtędy zdenerwowana kobieta. Po krótkim czasie powróciła idąc szybkim krokiem.

Kercelak Janina Szymczak
Na Kercelaku można było kiedyś kupić prawie wszystko | fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

W tym samym czasie udaje się odnaleźć wózek. Na nieistniejącym już targowisku Kercelak, dnia 23 lipca pewnej nieznanej bliżej dziewczynie udaje się sprzedać granatowy wózek wraz z pościelą. Handlarze rozpoznają podejrzaną po rysopisie.

Aresztowanie Szymczakówny

Policja poszukuje już konkretnej kobiety – Janiny Szymczak. Docierają do jej kochanka. Ten zeznaje, że nie ma pojęcia, gdzie obecnie znajduje się kobieta, ale za to wie, że pochodzi ze wsi Sońsk w powiecie ciechanowskim. Tam udaje się ją zatrzymać.

Zaskoczona porywaczka twierdzi, że dziecko porwała z myślą o tym, by od jej rodziców uzyskać okup. Celowo wybrała ten konkretnie wózek, ponieważ poznała po nim, że musi należeć do kogoś bogatego. Jakie miała motywy? Jeszcze siedząc w areszcie Szymczakówna próbowała popełnić samobójstwo. Gazety pisały o połknięciu przez nią agrafki, jednak po przeprowadzonej krótkiej operacji, ostry przedmiot udało się usunąć z ciała porywaczki.

Szymczakówna
Janina Szymczak pokonała długą drogę, by móc się ukryć | fot. Światowid, 1935, nr. 31

Rozprawa i finał

10 marca 1936 roku w sądzie okręgowym w Warszawie rozpoczął się proces Janiny Szymczakówny, oskarżonej o porwanie z Ogrodu Krasińskich, a następnie zamordowanie 7-tygodniowego dziecka. Na sali, tuż przed sędzią postawiono granatowy wózek – ten sam, w którym oskarżona porwała dziecko, a następnie go sprzedała. Obok wózka leżały paczki z ubrankami dziewczynki.

Janina w czasie śledztwa i rozprawy zmieniała swoją wersję wydarzeń. Która jest prawdziwa?

Sąd przy pomocy specjalistów próbował ustalić czas zgonu dziecka. Czy Szymczakówna do wody wyrzuciła żywe, czy już martwe dziecko? Kolejnym etapem było przesłuchanie świadków i powołanie biegłych. Ich zeznania rzuciły nowe światło na zdarzenia z końcówki lipca 1935 roku, jak też na osobę oskarżonej. Zbadano jej stan psychiczny oraz poczytalność w dniu zabójstwa dziecka.

Janina Szymczak
Proces Szymczakówny wzbudzał duże zainteresowanie w mediach | fot. Ostatnie Wiadomości, 1936, nr 71

28-latka nie mogła pogodzić się z wyrokiem, jaki zapadł w marcu 1936 roku. Jej obrona złożyła apelację. Do kolejnej rozprawy doszło kilka miesięcy później. Czy udało jej się coś wywalczyć? Jak potoczyły się jej dalsze losy? O tym w kolejnym, #69 odcinku Kryminatorium!

Słuchaj podcastów na: