Matka zabiła własne dziecko. Sprawa Marii Zajdel | #102 POLSKIE ZBRODNIE

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Dzisiaj przedstawię Wam historię, o której nigdy wcześniej nie słyszałem. Sprawa ta od razu niezwykle mnie zainteresowała. Wszystko zaczęło się od pewnego maila, który w połowie marca trafił na skrzynkę Kryminatorium.

Głos poranny, 27 kwietnia 1930 rok:

Matka, która zabiła własne dziecko. Wypadek nader rzadki w kryminalistyce. Matki porzucają niemowlęta, które są dla nich ciężarem, niekiedy topią lub duszą kilkutygodniowe owoce swej miłości, ale tak, jak Zajdlowa zgładzić córkę, uczęszczającą już do szkoły, zabić jedynaczkę, będącą ukształtowaną istotą ludzką – to doprawdy wyjątkowy casus.

Tajemnicze zaginięcie

Zosia Zajdel
Matka twierdziła,, że mogło dojść do jakiegoś wypadku z udziałem jej córki | fot. Głos Poranny, 1938-04-27

Mroźnego poranka 28 stycznia 1938 roku na jednym z łódzkich komisariatów pojawiła się 29-letnia kobieta, Maria Zajdel, która przyszła z zamiarem zgłoszenia zaginięcia swojej córki, Zofii.

Zgodnie z danymi przytoczonymi przez 29-latkę, 12-letnia Zosia dzień wcześniej, czyli 27 stycznia, około godziny 14. wyszła z domu i do tej pory nie wróciła. Policja natychmiast przystąpiła do poszukiwań dziewczynki.

Zajdlowa pojawiła się ponownie w komisariacie dwa dni później. Tym razem przyszła z zaadresowanym na nią anonimem. Z treści listu wynikało, że jej córka została zamordowana

Sąsiedzi wiedzą najlepiej

Policjanci swoje dochodzenie rozpoczynają od rozmowy z sąsiadami. Maria nie cieszy się zbyt dobrą opinią. Zosia za to postrzegana jest jako grzeczne i posłuszne dziecko.

Lokatorzy z Chopina przypuszczają, że Zosia miała dość rozwiązłego stylu życia matki. Podejrzewali, że dziewczynka mogła uciec. Śledczy skierowani na ten trop  postanowili przeszukać mieszkanie matki. Może Zosia zostawiła jakiś list?

Kłamstwo ma krótkie nogi

2 lutego w czasie kolejnego przeszukania domu, na pościeli zostają odkryte krwawe ślady. Chwilę później w szambie nieopodal domu policja odkrywa nagie zwłoki Zosi Zajdel z ranami na głowie i śladami po duszeniu.

Maria Zajdel po odkryciu zwłok przyznała, że  26 stycznia jej córka była w domu aż do wieczora. Jednak około godziny 20, Marię odwiedził jej narzeczony, Stanisław. Wtedy też matka Zosi na chwilę wyszła, a córkę zostawiła z mężczyzną. Po powrocie 12-latki już nie było…

***

Następnego dnia na komisariat dotarł kolejny anonim, którego nadawcą była kobieta podająca się za morderczynię Zosi. W liście wyjawiła powód, dla którego zabiła dziecko.

W tym samym czasie policjanci poinformowali Marię, że mordercę jej dziecka może uda się zidentyfikować po śladach paznokci na szyi zamordowanej. To, co zrobiła wówczas Zajdlowa, było mocno niepokojące

Zajdlowa nagłówek 2
Zbrodnie popełniane przez matki wzbudzają największą odrazę społeczeństwa | fot. Kurier Łódzki. 1938-04-27

Zbrodnia w afekcie?

Matka Zosi w końcu przyznała się do uduszenia własnej córki.  Twierdziła, że tego dnia była poddenerwowana, a dodatkowo Zosia sprowokowała kłótnię, której koniec był tragiczny.

W czasie aresztu Maria próbowała popełnić samobójstwo, jednak w udało się ją uratować.  Wówczas pozostało jej tylko czekać na proces w sprawie morderstwa córki.

Lokalna sensacja

Policja  podała do opinii publicznej wiadomość o tej okrutnej zbrodni. Od tego momentu okolica, w której znaleziono martwe dziecko, stała się celem lokalnych pielgrzymek.

Pozostała jeszcze kwestia pochówku Zosi. Jej ciało zostało wydane matce Marii i przez jeden dzień znajdowało się u niej w mieszkaniu. Każdy, kto wraził chęć zobaczenia ciała dziewczynki, mógł wejść do środka, ponieważ jej ciało wystawiono na widok publiczny. Ludzie czekali po kilka godzin na swoją kolej.

Przed ławą przysięgłych

Proces przeciwko 29-latce ruszył 26 kwietnia 1938 roku. Sprawa zdobyła duży rozgłos. Przed gmachem sądu w dniu rozprawy pojawił się tłum żądny widoku morderczyni.

Zajdlowa podczas rozprawy szczegółowo opisała swoje życie. Opowiedziała również o Stanisławie, którego uważała za swojego narzeczonego, chociaż mężczyzna w istocie nim nie był. Nie planował również przyszłości z Marią u boku.

Maria ponownie opowiedziała o wydarzeniach z dnia śmierci córki. Jednak nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć, czemu w toku śledztwa próbowała zataić swój udział w morderstwie Zosi.

Zajdlowa proces
Przed gmachem sądu w dniu rozprawy pojawił się tłum żądny widoku morderczyni. | fot. Kurier Łódzki. 1938-04-27

Dociekając prawdy

Powołany komendant łódzkiej policji stwierdził, że początkowo faktycznie brano pod uwagę zaginięcie Zosi, ponieważ niedługo wcześniej odnotowano trzy inne przypadki zaginięć dziewcząt. Jednak wraz z podejmowanymi kolejno krokami w celu odnalezienia dziecka, szybko okazało się, że policjanci będą mieli do czynienia ze sprawą zabójstwa.

Pierwszym dowodem, który zainteresował śledczych, był niemal identyczny charakter pisma matki dziecka oraz nadawcy anonimów.

Bez skrupułów

Prokurator w swojej końcowej mowie stwierdził, że 29-latka zabiła swoją córkę z premedytacją. Obrona przekonywała zaś, że  Maria prawdopodobnie cierpi na jakąś chorobę psychiczną, a to, że nie została ona potwierdzona przez biegłych, może być zwykłą pomyłką.

Ostatecznie jednak  kobietę osadzono w bydgoskim więzieniu, w którym w tym czasie swój wyrok odsiadywała także słynna w cudzysłowie Rita Gorgonowa.

Jaki wyrok otrzymała Maria?  Jakie dodatkowe fakty wypłynęły jeszcze w czasie śledztwa? Szczegóły tej sprawy w #102 odcinku Kryminatorium.

Słuchaj podcastów na: