preloder
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Dzisiejszy temat został wybrany przez słuchaczy Kryminatorium dzięki ankiecie umieszczonej na Instagramie. Kolejne tego typu ankiety będą umieszczane tam regularnie, więc jeśli chcielibyście mieć wpływ na wybór tematu odcinka, zapraszamy do odwiedzenia instagramowego profilu Kryminatorium! Znajdziecie go wpisując w wyszukiwarkę nazwę podcastu.

W wigilię Bożego Narodzenia 1945 roku w Wirginii Zachodniej spłonął doszczętnie dom zamożnej rodziny Sodder. Po ugaszeniu ognia okazało się, że pięcioro z dziewięciorga rodzeństwa zniknęło bez wieści. Pożar ten zrodził tajemnicę, która trwa do dzisiaj.

Z ziemi włoskiej…

Historia rodziny Sodder rozpoczęła się we włoskim miasteczku Tula na Sardynii. To właśnie stamtąd w roku 1908 wyemigrował do Ameryki 13-letni Giorgio Soddu. W nowym miejscu nie miał nikogo, nie znał nawet języka.

Wiedząc, że może liczyć wyłącznie na siebie, od razu zakasał rękawy. Szybko nauczył się angielskiego i jako George Sodder podjął swoją pierwszą pracę. Gdy dorósł, przeniósł się z Pensylwanii do Zachodniej Wirginii, gdzie został kierowcą w dużej firmie transportowej.

Państwo Sodder uchodzili za jedną z najbardziej majętnych rodzin w okolicy. Do roku 1943 doczekali się dziesięciorga dzieci. Nie cieszyli się jednak zbyt wielką sympatią w miasteczku. George często wchodził w ostre konflikty z sąsiadami.

Dziewięcioro z dziesięciorga dzieci Sodderów | fot. medium.com

Prawdziwy Włoch nie zapomina

W październiku 1945 roku dom Sodderów odwiedził  sprzedawca polis ubezpieczeniowych, który starał się namówić George’a do zakupu ubezpieczenia na wypadek nagłej śmierci członków jego rodziny. Jednak spotkał się ze stanowczą odmową.

Tymczasem nastał wigilijny wieczór. Po kolacji część domowników udała się do swoich sypialń na parterze, część,  w tym 7-letnia Marion, 14-letni Maurice, 12-letnia Martha, 9-letni Louis, 8-letnia Jennie oraz 5-letnia Betty poszła na swoje piętro.

Po dziwnym telefonie po północy pani Sodder postanowiła sprawdzić, czy jej pociechy wciąż bawią się w salonie. Tam zastała tylko śpiącą na sofie Marion. Jennie uznała, że reszta pociech jest już w swoich łóżkach.

Gdzie są dzieci?

Godzinę później wyrwana ze snu Jennie poczuła zapach dymu i spalenizny.

George wraz ze swoim 22-letnim synem Johnem próbowali dostać się górnych pokoi z zewnątrz. Ze zdziwieniem odkryli, że brakuje drabiny, która zawsze oparta była o ścianę domu.

Mężczyźni próbowali uruchomić jedną z dwóch swoich ciężarówek, podjechać pod budynek i po kabinie dostać się do okien. Jednak tej tragicznej nocy żadna z nich nie odpaliła.

Podczas przeszukiwania dymiącego pogorzeliska nie natrafiono na żadne ludzkie szczątki. Komendant straży pożarnej był przekonany, że dzieci zginęły w pożarze. Odmiennego zdania byli Sodderowie, którzy przez cały następny dzień przeczesywali okolicę w nadziei, że ich pociechy w ostatniej chwili zdołały uciec.

Kolejne dni poszukiwań nie przyniosły rezultatów. 2 stycznia 1946 roku odbył się symboliczny pogrzeb, na którym obecne było tylko ocalałe rodzeństwo. Rodzice nie pojawili się na uroczystości.

Sodderowie byli przekonani, że piątka ich dzieci została porwana | fot. anfalidrissi.com/

Śledztwo na własną rękę

Sodderowie  nie zgadzali się z wersją, że panująca wewnątrz budynku wysoka temperatura doprowadziła do całkowitego spopielenia ludzkich kości. Już po ugaszeniu odnaleziono wiele niespalonych przedmiotów, które spalają się w znacznie niższej temperaturze niż kości.

Nikt nie chciał jednak wysłuchać ich argumentów. Sodderowie wierzyli, że ich dzieci zostały porwane i wywiezione poza granicę stanu, a pożar miał zatrzeć wszelkie dowody tego przestępstwa.

W ciągu kilku następnych lat małżeństwo dotarło do wielu świadków. Wszystkie relacje umocniły rodzinę w przekonaniu, że ich dom został celowo podpalony, a pięcioro dzieci zostało uprowadzonych.

Zbyt wiele pytań

Znaleźli się świadkowie twierdzący, że widzieli żywe dzieci Sodderów po pożarze. Twierdziła tak między innymi lokalna kelnerka, która zapamiętała pięcioro dzieci, którym podała śniadanie. Zgodnie z jej relacją zaraz później miał je zabrać pewien wysoki mężczyzna.

Opłacony przez rodzinę detektyw odnalazł  kobietę, która tragicznej nocy dzwoniła do domu Sodderów. Najpierw twierdziła, że nic takiego nie miało miejsca, jednak naciskana przyznała w końcu, że pomyliła wtedy numer.

Niechciane FBI

Zarówno władze lokalne, jak i stanowe nie chciały słyszeć o nowych dowodach, jakie dostarczał im Sodder. Ostatnią nadzieją zrozpaczonego ojca było zwrócenie się o pomoc do J. Edgara Hoovera – ówczesnego dyrektora FBI. Niestety, miejscowi stróże prawa nie chcieli nawet myśleć o pomocy z zewnątrz.

Małżeństwo do końca swojego życia nie przestało poszukiwać swoich pociech | fot. http://culturecrossfire.com/

W 1952  roku podupadły już na zdrowiu George wykupił dwa ogromne billboardy zawierające zdjęcia zaginionych dzieci i informacje o nagrodzie. Na pierwszy telefon w tej sprawie nie trzeba było długo czekać.

Zdjęcie z Kentucky

Schorowany Sodder przez kilkanaście następnych lat, ostatkiem sił, jeździł do wszystkich miejsc, o których wspominali dzwoniący informatorzy. Każda jego kolejna podróż kończyła się jednak wielkim rozczarowaniem.

Na odwrocie forografii z mężczyzną znalazła się tajemnicza notatka | fot. wikimedia.org/

Nadzieja na poznanie prawdy pojawiła się dopiero w roku 1967, gdy Jennie Sodder otrzymała tajemniczy list,  nadany z Kentucky. W środku było zdjęcie przedstawiające około 30-letniego mężczyznę  podobnego do jej zaginionego syna Louisa.

Kobieta szybko odnalazła potwierdzenie swoich przypuszczeń – na odwrocie fotografii ktoś sporządził pewną zagadkową odręczną notatkę

Walczyć do końca

Zainteresowanie amerykańskiej prasy zagadkowym zniknięciem pięciorga dzieci przyczyniło się do powstania licznych teorii, które coraz trudniej było weryfikować. Pojawiło się nawet przypuszczenie, że dzieci nie zostały porwane, lecz uratowane przez kogoś, kto wiedział, że dojdzie do podpalenia…

Billboard Sodderów stał przy drodze stanowej aż do roku 1989. Został usunięty przez żyjące dzieci dopiero po śmierci ich matki Jennie. Przez następne lata nie ustawały próby rozwiązania tej zagadki.

Czy jest jakaś nadzieja w tej sprawie? Co z pozostałymi dowodami? Wysłuchajcie #101 odcinka Kryminatorium!

Słuchaj podcastów na: