Nekrofil z Poznania | ODC. 1 SPRAWA EDMUNDA KOLANOWSKIEGO

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Edmund Kolanowski to seryjny morderca i nekrofil, który w latach 80. grasował na poznańskich cmentarzach. Wracamy do jego sprawy, ponieważ udało nam się dotrzeć do unikatowych materiałów!

Główni bohaterowie tej serii to śledczy, którzy prowadzili długie i żmudne śledztwo o kryptonimie „Nekrofil”, zakończone spektakularnym sukcesem. Ich barwne opowieści pomogły nam odtworzyć z detalami historię „zimnego chirurga”. Dzięki temu poznacie tajniki pracy poznańskich gliniarzy, którzy po raz pierwszy zetknęli się z przestępcą przypominającym postać z amerykańskiego horroru.

O komentarze poprosiliśmy także ekspertów, m. in. z zakresu prawa, kryminalistyki i psychologii, którzy pogłębili naszą wiedzę o tych niesamowitych wydarzeniach.

„Sprawa Edmunda Kolanowskiego” to wielogodzinny audioserial o makabrycznej historii, która zszokowała mieszkańców Poznania i całej Polskiej. Sąd skazał go za trzy zabójstwa, ale z relacji wiarygodnego świadka wynika, że mógł mieć ich na koncie więcej. Jaka jest prawda?

Dzisiaj nietypowe Kryminatorium, bo za chwilę przeczytacie transkrypcję pierwszego odcinka dokumentalnego audioserialu “Sprawa Edmunda Kolanowskiego”, który przygotowałem wspólnie z Michałem Larkiem. Cała seria składa się z 8 epizodów. Pojawi się też dodatkowy odcinek z podsumowaniem, ale tutaj na Kryminatorium jako bezpłatny ogólnodostępny podcast pojawi się tylko ten pierwszy.

Jeżeli temat was zainteresuje, będziecie chcieli dowiedzieć się o sprawie nekrofila czegoś więcej i posłuchać pozostałych części to zapraszam na stronę eda.kryminatorium.pl. Tam można zamówić cały audioserial.

Przypomnę jeszcze, że tylko 15 września do północy można kupić dostęp do audioserii w niższej cenie. Przygotowałem też specjalny zestaw w promocyjnej cenie z moim drugim audosoerialem “Rozpruwaczu z Bydgoszczy”, w którym przedstawiałem kulisy śledztwa Wampira z Osielka. Promocja na zakup tylko dwóch audioserialii w zestawie także trwać będzie tylko do 15 września. Czasu jest więc coraz mniej.

Michał Larek i Marcin Myszka – twórcy audioserialu o Edmundzie Kolanowskim | Fot. Kryminatorium

ODCINEK 1: KRYPTONIM “NEKROFIL”

Marcin Myszka: Nazywam się Marcin Myszka, możecie kojarzyć mnie z podcastu Kryminatorium, albo z mojego kanału, który prowadzę na YouTube od blisko sześciu lat. W moim programach zajmuję się tematyką kryminalną.

Michał Larek: Nazywam się Michał Larek, jestem autorem książek kryminalnych i twórcą kanału „Zabójcze opowieści”.

Marcin Myszka: Z Michałem poznaliśmy się parę lat temu. Wszystko zaczęło się od postaci Edmunda Kolanowskiego. Michał był współautorem reportażu na ten temat. Książka “Martwe ciała” nie była dostępna w sprzedaży, a mnie ten temat bardzo zainteresował. Szukałem lektury w księgarniach, na Allegro, w antykwariatach, niestety bez skutku. Dlatego odezwałem się do autora mając nadzieję, że wskaże mi miejsce, gdzie będę mógł kupić reportaż.

Michał Larek: Nic dziwnego, pierwsze wydanie książki miało mały nakład i dziś to biały kruk. W każdym razie, od tego czasu często i żywo dyskutowaliśmy o tej niesamowitej i jedynej w swoim rodzaju kryminalnej sprawie.
W pewnym momencie stwierdziliśmy, że historia Kolanowskiego, coraz częściej opisywana i coraz lepiej znana, zawiera jednak różne luki, niedopowiedzenia, porzucone tropy.

Marcin Myszka: Nie wiem, jak jest Michał u Ciebie, ale mnie najbardziej zaczęły intrygować tajemnice, które były wokół tej sprawy.

Michał Larek: Tak, choćby liczba zabójstw.

Marcin Myszka: Właśnie to mam na myśli. Kolanowski został skazany przecież za trzy zabójstwa, ale być może tych śmiertelnych ataków z jego udziałem było więcej?

Powstanie audioserialu poprzedziły długie godziny spędzona na wertowaniu akt sprawy | Fot. Kryminatorium

Michał Larek: Jeden z naszych rozmówców wyznał, że w czasie intensywnych przesłuchań Kolanowski przyznał się w pewnym momencie do sześciu zabójstw. To było niezwykle elektryzujące!

Marcin Myszka: No właśnie, tylko ile jest w tym prawdy. Czy istnieje możliwość, że w ten sposób chciał wprowadzić śledczych w błąd? Albo takie wyjaśnienia na nim wymuszono? Mamy pewność, że był seryjnym zabójcą i można było się po nim spodziewać wszystkiego.

Michał Larek: Podrążyliśmy trochę ten temat. Zastanawiała nas też jeszcze jedna rzecz. Jak dzisiaj wyglądałby proces tego seryjnego zabójcy i nekrofila, który w latach 80. grasował na poznańskich cmentarzach? Jak współcześnie zakończyłaby się ta historia rodem z amerykańskiego horroru?

Marcin Myszka: Panie i panowie, drogie słuchaczki i drodzy słuchacze. Po ciężkiej i żmudnej pracy stworzyliśmy audioserial, jakiego w Polsce jeszcze nie było.

Michał Larek: Wracamy do sprawy Edmunda Kolanowskiego, ponieważ udało nam się dotrzeć do nowych niezwykle interesujących materiałów!

Marcin Myszka: Główni bohaterowie tej serii to śledczy, którzy prowadzili trudne śledztwo o kryptonimie “Nekrofil” zakończone spektakularnym sukcesem. Ich barwne opowieści pomogły nam odtworzyć z detalami historię „zimnego chirurga”. Dzięki temu poznacie tajniki pracy poznańskich gliniarzy, którzy po raz pierwszy zetknęli się z przestępcą przypominającym postać z amerykańskiego horroru.

Michał Larek: O komentarze poprosiliśmy także ekspertów, m. in. z zakresu prawa, medycyny sądowej i psychologii, którzy pogłębili naszą wiedzę o tych niesamowitych wydarzeniach. „Sprawa Edmunda Kolanowskiego” to wielogodzinny audioserial o makabrycznej historii która zszokowała mieszkańców Poznania i całej Polski.

Marcin Myszka: Sąd skazał go za trzy zabójstwa, ale z relacji wiarygodnego świadka wynika, że mógł mieć na koncie więcej ofiar. Jaka jest prawda?

TYP BRUTALNEGO MORDERCY

Michał Larek: Zaczynając opowieść, przenosimy się do przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Był to bardzo specyficzny czas. Nie tylko ze względów politycznych.

Dr med. Marian Stochaj – medyk sądowy, badał Edmunda Kolanowskiego oraz przeprowadzał oględziny niektórych z jego ofiar | Fot. Michał Larek

Dr med. Marian Stochaj: To był taki okres, że się tak nagromadziło tych przypadków. Zupełnie one odstawały od tych zwykłych, ordynarnych, prostackich…

Michał Larek: To Marian Stochaj, medyk sądowy, który badał Kolanowskiego oraz prowadził oględziny zwłok niektórych z jego ofiar. Specjalista z ogromnym doświadczeniem. Brał udział przy najgłośniejszych zbrodniach, jakie miały miejsce w Wielkopolsce a także w stolicy, gdzie pracował przez parę ładnych lat. Przeprowadzał między innymi oględziny miejsca zabójstwa Jana Gerharda, ważnej postaci dla polskiej kultury w czasach PRL-u).

Dr med. Marian Stochaj: …sierpem, takie to były prostackie metody pozbawienia życia. Sztachetą od płotu po pijaku, gdy nie mogli się zgodzić co do następnej flaszki, to były takie prostackie. Ale tego typu to już tutaj były bardziej skomplikowane zabójstwa.  To tego nie było w latach między na początku 70. Lat do 70 lat. Tego na pewno nie było, to były zupełnie nowe, nowość w kryminalistyce i w kryminologii w ogóle jako takiej. Także tego typu to pierwszy raz mieliśmy taki nawał tych spraw trudnych, cholernie trudnych nie tylko do wykrycia, ale do oceny do typowania sprawstwa. To były trudne przypadki.

Michał Larek: Ta uwaga doktora Stochaja o nowości w kryminalistyce może nam się skojarzyć z serialem Davida Finchera “Mindhunter”.

Marcin Myszka: To była opowieść oparta na książce Johna Douglasa, który był jednym z pierwszych profilerów. Jego rozmowy z seryjnymi mordercami stanowiły przełom w badaniu bardzo brutalnych zbrodniarzy.

Michał Larek: Ta opowieść dzieje się właśnie pod koniec lat 70. Jej bohaterowie stwierdzają, że w ostatnich latach pojawił się nowy typ przestępcy. Nowość miałaby polegać, że ten nowy typ brutalnego mordercy działa bez konkretnej, zrozumiałej motywacji. Jego czyny są szokujące i trudne do zrozumienia.

Marcin Myszka: Doktor Stochaj mówił w trakcie rozmowy, którą przeprowadziłeś, że motywacja Kolanowskiego stanowiła zagwozdkę dla ludzi zaangażowanych w śledztwo.

Michał Larek: Ta zbieżność sprawy Kolanowskiego ze sprawami pokazywanymi w “Mindhunterze”, jest na tyle fascynująca, że postanowiliśmy porozmawiać z polskimi profilerami i zapytać ich, czy rzeczywiście pod koniec lat 70. pojawił się nowy typ sprawcy, który nazywamy dzisiaj “seryjnym mordercą”.

Marcin Myszka: Ale zacznijmy może od wyjaśnienia, kim jest tak naprawdę ten seryjny zabójca. Utarło się, że to określenie możemy przypisać sprawcy, który ma na koncie przynajmniej trzy śmiertelne ofiary.

Edmund Kolanowski podczas wizji lokalnej | Fot. Kryminatorium

Michał Larek: Łukasz Wroński, znany profiler, w swojej książce “Seryjni i wielokrotni mordercy” przyjmuje, że seryjny morderca to sprawca, który dokonał co najmniej dwóch zabójstw, w innym czasie. Jego głównym motywem jest przyjemność seksualna lub psychiczna płynąca z popełnionego morderstwa. Co ważne, Wroński dodaje, że za seryjnego mordercę można uznać przestępcę, któremu nie udaje się popełnić drugiego mordu.

Marcin Myszka: No tak, chodzi tu przecież nie o liczbę, ale motywację.

Michał Larek: Otóż to.

“NIE MA TWARDZIELA NA DZIECI”

Marcin Myszka: Sprawa Edmunda Kolanowskiego, nekrofila, gwałciciela i seryjnego zabójcy jest chyba najbardziej niesamowitą. I najbardziej makabryczną historią zanotowaną przez polską powojenną kryminalistykę. Nic więc dziwnego, że niektórzy śledczy pracujący przy tej sprawie byli dręczeni przez senne koszmary.

Michał Larek: Tak jak na przykład porucznik Wojtyniak, szef grupy operacyjno-dochodzeniowej, której zadaniem było wykrycie zabójcy Alinki grasującego na poznańskich cmentarzach.

Roman Wojtyniak: To było u mnie apogeum sytuacji drażliwych dla mojej psyche, bo mówię, to już było docelowe, te wycięcia tej dziewczynki, widziałem to. Leżała koło mnie, te zwłoki. Inne sytuacje. Widziałem zdjęcia tej babci, tej z Nowej Soli, kurczę. Do dzisiaj mam to wszystko w oczach. Część osobiście widziałem, część na zdjęciach, część u Stochaja. No muszę powiedzieć, że moje psyche zostało nadszarpnięte.

Stanisław Sobczak (po lewej), były milicjant, uczestniczył w cmentarnych zasadzkach na nekrofila oraz Roman Wojtyniak (po prawej), emerytowany milicjant, szef grupy operacyjno-dochodzeniowej | Fot. Michał Larek

Michał Larek: Miałem już dosyć tego zła – dodawał major, oznajmiając, że po sprawie Edmunda Kolanowskiego odszedł z milicji. I przeniósł się do służby kontrwywiadowczej. A propos snów. Pamiętam, że podczas pracy nad „Martwymi ciałami” mój współautor, Waldemar Ciszak i ja spotkaliśmy się ze Zbigniewem Koteckim, który pracował przy tej sprawie jako dochodzeniowiec. Opowiadał nam, że w trakcie śledztwa pocił się w nocy, mówił coś przez sen. Zaniepokojona żona pytała go, co się z nim dzieje. Parę tygodni temu rozmawiałem z majorem Wojtyniakiem. Wyznał, że koszmary związane z tą i innymi ponurymi sprawami miał jeszcze dwadzieścia lat po odejściu z milicji.

Marcin Myszka: Nie dziwię się. Na mnie ogromne wrażenie wywołały nawet same opisy tych wstrząsających zdarzeń, a co dopiero widzieć te wszystkie okropności na żywo. W dodatku działać pod presją, że ten zwyrodnialec w każdej chwili może przecież zaatakować ponownie.

Jan Gołębiowski: Jak tutaj w Komendzie Stołecznej w wydziale zabójstw się mówiło: „nie ma twardziela na dzieci”.

Michał Larek: To Jan Gołębiowski, biegły sądowy zakresu psychologii. Specjalizuje się w profilowaniu nieznanych sprawców. Jego ustalenia i opinie wielokrotnie pomagały śledczym.

Jan Gołębiowski: Zabójstwa, jakieś masakrowanie ludzi, policjanci to znosili. Natomiast kiedy pojawiała się śmierć dziecka, jednak te emocje były u wszystkich zdecydowanie zawsze najsilniejsze. A zwłaszcza jeśli ktoś sam był rodzicem i nie daj Boże miał zbliżony na przykład wiek dziecka, czy jakieś cechy podobne. To zawsze jednak człowieka telepie.

Więc jak widzimy pewne jakieś odbicia siebie czy swoich bliskich w tych sytuacjach zawodowych, one są zdecydowanie bardziej obciążające. A w tamtych czasach znowu, o których wspominałeś, kiedy Twój kolega pracował, nie było wsparcia psychologicznego dla policjantów. To bardzo trudno było w czasach współczesnych też przekonać policjantów, że mogą mówić o swoich trudnościach. Że bycie jednocześnie skutecznym policjantem, ale wrażliwym, to nie jest oaza słabości.

Jan Gołębiowski – psycholog kryminalny i profiler | Fot. Kryminatorium

NIEZNANY W AMERYCE

Michał Larek: Edmund Kolanowski jest niezwykle ciekawy z psychologicznego punktu widzenia, ale jeszcze ciekawsze są kulisy całego śledztwa. To, w jaki sposób milicja docierała do świadków, w jaki sposób kompletowano dowody, w jaki sposób przesłuchiwano Kolanowskiego.

Marcin Myszka: O wszystkich tych zagadnieniach na pewno opowiemy w nadchodzących odcinkach naszej audioserii, ale warto wspomnieć, że te zagadnienia zainteresowały też większe media, a ściślej mówić telewizję.

Olga Siama: Nazywam się Olga Siama i jestem producentem i reżyserem serii Kryminalne śledztwa PRL w stacji CBS reality

Michał Larek: Program, o którym wspomina Olga liczy 5 odcinków. Dwa z nich dotyczą spraw z Poznania. Pilotażowy odcinek przedstawia kulisy śledztwa w sprawie nekrofila.

Olga Siama: Najważniejsze w tej produkcji i to co naszym zdaniem jest atutem nr 1 to są bohaterowie to są śledczy jak i osoby z różnych dziedzin kryminalistyki, które w czasach PRL w latach 70 – 80 a nawet w latach 60. Pracowały i pomagały w docieraniu do prawy, w odkrywaniu tego kto jest zabójcą.

Robiąc program z gatunku true crime zawsze musimy pamiętać, że ktoś w tragiczny sposób stracił życie. Wymaga to wielkiej delikatności w podejściu do tematu i skupieniu się NIE na sylwetce mordercy, ale właśnie na krokach podjętych przez śledczych. Na wykorzystanej przez nich technologii i wiedzy kryminalistycznej. Tak by tego mordercę złapać i zamknąć sprawę dla bliskich zamordowanej osoby. I to jest jedna z ważniejszych zasad przy współpracy z CBS Reality eksperci i fakty, nie sensacja.

Marcin Myszka: W ostatnich latach sprawa Edmunda Kolanowskiego zaczęła przyciągać uwagę także zagranicznych badaczy, dziennikarzy, podcasterów. Jedną z takich osób jest Michał Bajer, Amerykanin polskiego pochodzeniu, który aktualnie pracuje nad książką o Kolanowskim adresowaną do amerykańskiego czytelnika.

Michał Bajer: Trafiłem w końcu na Edmunda Kolanowskiego. Czytając chociaż trochę o nim, zapaliła się u mnie od razu lampka w głowie i pomyślałem: To jest naprawdę ciekawy temat. To jest temat kompletnie nieznany tutaj, który by zaintrygował duże grono odbiorców. Kolanowski jest na tyle unikatowy, że nie ma identycznego przypadku, do którego można by go porównać w kontekście amerykańskich zbrodniarzy. Co prawda jest Ed Gein, który, z pozoru może się wydawać, jest najbliższy Kolanowskiemu.

Michał Bajer (po lewej) w rozmowie z Jerzym Jakubowskim, byłym policjantem i emerytowanym szefem wielkopolskiego CBŚ | Fot. Kryminatorium

Michał Larek: Przypomnijmy, że Ed Gain to amerykański seryjny morderca, zwany „rzeźnikiem z Plainfield”. Jego wstrząsająca biografia stała się inspiracją dla „Psychozy”, kultowego filmu Alfreda Hitchocka.

Michał Bajer: Między jednak Edem Geinem a Kolanowskim są znaczące różnice. Ed Gein głównie chodził na cmentarze, żeby wykopywać stare, już zaniedbane groby. Potem zabierał te szczątki do domu, tworzył po prostu taką makabryczną kolekcję, można to nazwać. Tworzył miski z ludzkich czaszek albo zbierał kości i potem tworzył z tego taki mały stolik. Atakował kobiety, które z wyglądu, wieku i budowy ciała przypominały jego matkę.

Michał Larek: Krótkie wyjaśnienie dla tych, którzy słabo znają tę historię: 17 listopada 1957 roku policja weszła na farmę Gaina. Można wyobrazić sobie przerażenie funkcjonariuszy, którzy dokonali na jej terenie makabrycznego odkrycia. Różnego rodzaju przedmioty stworzone z ludzkich szczątek.

Michał Bajer: Matka była dla Eda Geina czymś świętym po prostu i zdominowała jego życie nawet po tym, jak już zmarła. Popadł w manię depresyjną i ciągle, nawet zza grobu, siedziała w jego głowie. Natomiast Kolanowski miał bardzo trudne relacje z matką, ale nie wybierał ofiar podobnych do jej wyglądu. Miał ofiary młode, miał dzieci, miał też osoby starsze. W przypadku Kolanowskiego była to fetyszyzacja narządów ciała niż samo ciało ogólnie. Co prawda Ed Gein też tworzył kostium z ludzkiej skóry, ale on chciał się stać swoją matką poprzez ten kostium, w jakiś sposób. Natomiast Kolanowski był zainteresowany głównie piersiami i narządami rodnymi. Z tego czerpał największą przyjemność. Dla niego seks był tak naprawdę nie aktem kochającym pomiędzy dwiema bliskimi osobami, tylko chęcią i żądzą zaspokojenia swoich prymitywnych popędów.

ZDANIEM PROFILERÓW

Marcin Myszka: U Eda Geina zdiagnozowano schizofrenię i poważne zaburzenia w zakresie rozwoju psychoseksualnego.

Michał Larek: Tak, pożądał kobiet, ale patologiczna więź z matką, która zohydziła mu sferę seksualną, sprawiła, że nie potrafił nawiązać z nimi normalnych relacji.

Marcin Myszka: A co zdiagnozowano u Kolanowskiego?

Michał Larek: O tym powiemy później, nie wyprzedzajmy wypadków.

Marcin Myszka: Racja!

Michał Larek: Co ciekawe, podobne skojarzenie miał profiler Jan Gołębiowski. Gdy podczas spotkania zagadnąłem go o Kolanowskiego i nekrofilię, wspomniał właśnie o Edzie Gainie.

Jan Gołębiowski: Profilerzy się odnoszą do różnych typologii sprawców, do pewnych czy to statystyk, czy w ogóle do kazusów, siłą rzeczy skojarzyłbym sobie historię z Edwardem Geinem ze Stanów Zjednoczonych. Powiedzmy, że ona już w tym czasie chyba była rozwiązana, więc mogłoby mi się w tych latach 80. to skojarzyć i bym się zastanawiał czy są jakieś podobieństwa. Oczywiście wiadomo, że każdy sprawca działa inaczej. Każde przestępstwo jest inne, ale pewnych podobieństw, nawet jeśli chodzi o samą inspirację do później analizy, warto szukać.

Pewnie pierwsze jakieś hipotezy stawiałbym w oparciu o podobieństwo do działania Geina, czyli że ktoś potrzebuje instrumentalnie ciała, fragmentów tego ciała do swoich praktyk. Skoro są to sfery genitalne, tak zwane markery seksualne, to siłą rzeczy się kojarzy z jakąś motywacją seksualną. Oczywiście to może być też działanie symboliczne.

Łukasz Wroński – psycholog kryminalny i profiler, czyli jeden z ekspertów występujących w audioserialu o Edmundzie Kolanowskim

Michał Larek: W trakcie tej pasjonującej rozmowy zapytałem, od czego zacząłby profilowanie w tej sprawie.

Jan Gołębiowski: Więc tu bym się zastanawiał czy jest stricte seksualne. W sensie, te rzeczy są wycinane, bo są potrzebne są temu sprawcy do praktyk seksualnych, czy to jest jakieś działanie na przykład symboliczne. Tu oczywiście zawsze zaczyna się od portretu psychologicznego tej ofiary. Kim były te ofiary, więc zarówno tą wykopaną, jak i tą zabitą trzeba byłoby stworzyć najpierw ich portret psychologiczny. Jakby z opisem sposobu ich funkcjonowania, rutyny, kręgów towarzyskich, w jaki sposób mogły być wytypowane. Też nie można byłoby tu wykluczyć na tym pierwszym etapie, że na przykład sprawca, który wykopał zwłoki, znał tą ofiarę za życia i to było celowe. Oczywiście kontr-hipotezą, którą trzeba weryfikować jest to, że po prostu były dostępne te zwłoki, więc kierował się dostępnością, a nie wyborem tej konkretnej osoby.

Marcin Myszka: Wychodzi na to, że ten amerykański zbrodniarz jest najważniejszym punktem odniesienie dla naszej sprawy.

Michał Larek: Nie wiem, czy najważniejszym, ale rzeczywiście on jako pierwszy przychodzi na myśl w trakcie rozmów o Kolanowskim. Intrygująco wypowiadał się Łukasz Wroński, drugi profiler, z którym rozmawiałem na ten temat.

Łukasz Wroński: Występowanie takich zaburzeń, jak fetyszyzm, czy na przykład właśnie współżycie w ogóle z ofiarą już po śmierci, świadczy o trochę poważniejszym już poziomie zaburzeń. Czyli na przykład sprawca ma problem w relacjach z kobietami. Dlatego współżyje z ofiarą już po śmierci, bo to jest dla niego bardziej bezpieczne. Bo w ogóle jak ona jeszcze żyje, się rusza, to już w ogóle dla niego jest tak stresujące, ona dalej jest żywą kobietą i to go przytłacza. Jak ją już uśmierci, ona jest już wtedy całkowicie uprzedmiotowiona, i dzięki temu może z nią dysponować w dowolny sposób. I dopiero wtedy tak naprawdę uzyskać gratyfikację seksualną. Może nawet nie chcieć z nią współżyć, de facto poprzez penetrację, tak? Czy to analną, czy waginalną, może dokonywać innych czynności seksualnych. Może dojść na ofiarę w tym momencie, kopulować na jej zwłoki.

Edmund Kemper ładnie to opisywał, że największe podniecenie odczuwał, kiedy słyszał, jak już ofierze głowę obcinał i był ten dźwięk takich, strzykania tych kości ofiary, bo wtedy już miał świadomość, że ona jest ostatecznie uprzedmiotowiona. Sprawcy zastępczo mogą to stosować. Taki jeden sprawca, którego kojarzę tutaj z własnej praktyki, na przykład wpychał ofiarom do buzi, już potem jak je udusił, jeszcze dodatkowo ziemię i piach, i liście. Inny wpychał im w odbyt dezodorant, który znajdował im w torebce, takich sprawców, których ja kojarzę z osobistej pracy.

I teraz ten poziom już zaburzenia, że sprawca uprawia seks z martwą osobą. Albo nawet nie uprawia, tylko właśnie zadowala się jakimiś innymi czynnościami seksualnymi. Albo wycina jakieś części ciała. I zabiera do domu po to, żeby z nich korzystać. To pokazuje, że on jeszcze większy ma ten problem, jeśli chodzi w ogóle o relacje z tym obiektem seksualnym dla siebie. Dopiero jak ta ofiara jest jakby przetworzona, czyli z człowieka najpierw staje się martwa. Jednak ta martwa też za bardzo przypomina żywą, więc jak wytniemy jej jakieś części ciała i zabierzemy na pamiątkę, to one już będą dla nas takim, na tyle bezpiecznym substytutem tego żywego człowieka, że w końcu dopiero doświadczymy tej przyjemności seksualnej”.

Edmund Kolanowski – seryjny morderca i nekrofil, który w latach 80. grasował na poznańskich cmentarzach | Fot. Kryminatorium

POCZĄTEK

Marcin Myszka: Nasza opowieść zaczyna się 4 listopada 1982 roku. Na poznańskich Naramowicach, nieopodal rezerwatu przyrody Żurawiniec. 11-letnia dziewczynka, Alinka K., wyszła z domu ok. 16:30.  Udała się na pobliską łąkę, żeby narwać trawy dla królika.  W związku z tym, że długo nie wracała do domu, zaniepokojony ojciec zgłosił na milicję zaginięcie córki. Jak wiadomo, w takich sytuacjach następuje pełna mobilizacja służb. Wszystkie ręce na pokład.

Michał Larek: Tak się stało i w tym przypadku. Zarządzono dokładną penetrację terenu. Zaczęto przepytywać członków rodziny, znajomych. Rozpytywano mieszkańców. Jednym słowem – zaczął się wyścig z czasem! Działaniami poszukiwawczymi kierował porucznik Wojtyniak, któremu przydzielono sprawę.

Roman Wojtyniak: Pamiętam te moje działanie, dosyć aktywne, to była dosyć późna pora roku. Wielokrotnie teren był przeszukiwany przy użyciu psów i tropiących, i psów szkolonych na zwłoki. No niestety policyjne psy tu nic nie pomogły. Ja pamiętam ten dzień bardzo, poprzedni dzień nawet pamiętam. W poprzedni dzień zgłosiła się do Komendy Wojewódzkiej kobieta, która się uważała za doskonałą znawczynię psychiki ludzkiej. Mówiła, że ona wie, gdzie są zwłoki i ona nam pokaże.

Michał Larek: Szefem porucznika Wojtyniaka był major Kazimierz Knoff, naczelnik Wydziału Kryminalnego KM MO w Poznaniu, która wówczas mieściła się w przy placu Wolności.

Roman Wojtyniak: Tylko wiesz, Knoff, do Knoffa trafiła i mówi: jakby Pan Naczelnik mi dał oficera, który bardzo wierzy w moje, w moją działalność. Tam wiesz, w fluidy, nie fluidy, i tak dalej. Nawet jakiś dyplom z Londynu miała, wiesz, jak Tobie mówiłem. Knoff mówi: jedź z nią. Ja mówię: szefie, no przecież ja nie wierzę w takie pierdoły, nie?

Zabrała mnie gdzieś, samochód służbowy, mieliśmy kierowcę, wszystko, gdzieś na Biedrusko. Powiem Tobie, że pół Biedruska z nią przeszedłem. Już myślałem, że to jakiś szpieg  angielski, albo coś, no oczywiście nic nie znaleźliśmy,

Michał Larek: Funkcjonariusze zaczęli tracić nadzieję, że uda się znaleźć Alinkę żywą…

Marcin Myszka: Wkrótce na jaw wyszły zdarzenia, które uzmysłowiły śledczym, że w Poznaniu grasuje przestępca o niezwykle makabrycznych upodobaniach. Od nich właśnie wziął się kryptonim sprawy, czyli „Nekrofil”.

Partnerem audioserialu jest kanał CBS Reality, który specjalizuje się w serialach dokumentalnych. Prezentuje produkcje własne z gatunku true crime. Także te polskie. W tym „Kryminalne akta inspektor Biskupskiej”, „Zawód: profiler”, „DNA polskich zbrodni”, „Dzieci siostry Bernadetty”, jak i brytyjskie, m.in. „New Scotland Yard Files” i „Tropami zbrodni”

[…]

Przypominam, to był pierwszy odcinek audioserialu “Sprawa Edmunda Kolanowskiego”. Kolejne epizody zamówisz na stronie eda.kryminatorium.pl. A jeżeli nie znasz jeszcze sprawy Rozpruwacza z Bydgoszczy pamiętaj, że w ofercie dostępny jest zestaw tych dwóch audioseriali.

Promocja trwa tylko do 15 września.

Słuchaj podcastów na: