Odcięta noga w gorącym żużlu | #151 POLSKIE ZBRODNIE

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

To mogła być zbrodnia doskonała. Pracownik Huty wykorzystał swoje miejsce pracy do ukrycia ciała. Najpierw poćwiartował zwłoki i wierzył, że nikt ich nigdy nie znajdzie. Niewiele brakowało, aby jego plan się udał. Nie przewidział jednak, że zapach płonących fragmentów ciała, wzbudzi podejrzenia u pracownika huty, który wkrótce odkrył szczątki.

Ta sprawa zapisała się w polskiej kryminalistyce jako jedno z najciekawszych zdarzeń dotyczących rozkawałkowania zwłok.

ZWYCZNY DZIEŃ PRACY

Była noc z 3 na 4 września 1972 roku – Huta im. Lenina w Nowej Hucie, w przemysłowej dzielnicy Krakowa. Na nocnej zmianie był wtedy Antoni. Pełnił funkcję suwnicowego. Przeładowywał gorący, roztopiony żużel z silosów do kolejowych podwozi z kadziami. Zauważył, że na górze, z mostu obsługiwanej przez niego maszyny spadały różne przedmioty. Było ich coraz więcej.

Najpierw w rozżarzonej kadzi dostrzegł płomień. Później poczuł także dziwny zapach przypominający palące włosy czy mięso. Skojarzył go nawet ze spadającymi z góry przedmiotami, które chwilę wcześniej widział.

Po chwili zauważył mężczyznę, który stał na górze maszyny. W tym czasie na nocnej zmianie teoretycznie w tym miejscu nie powinno być raczej nikogo.

Ogólny widok kafaru żużlu i żużlowozów, w których ujawniono szczątki ofiary | Fot. “Problemy kryminalistyki” nr 119 (XXII), 1976.

Antoni zatrzymał urządzenie, które obsługiwał i wyszedł z kabiny. Z początku nie rozpoznał tego mężczyzny. Zapytał go, co tam robi na górze. Ale ten wymijał się od odpowiedzi. Zachowywał się w taki sposób, jakby nie chciał zostać rozpoznany. Antoni mimo wszystko po krótkiej wymianie zdań wrócił do swoich obowiązków.

Nieznajomy zszedł z maszyny, stanął niedaleko kadzi z żużlem i bacznie się jej przyglądał. W tym samym czasie Antoni zauważył na dnie załadowywanej kadzi kawałek jakiegoś papieru. Podszedł bliżej, aby sprawdzić co to takiego.

Od razu skojarzył to z mężczyzną, z którym przed chwilą rozmawiał i z tajemniczymi rzeczami, które spadały do kadzi. Nie pomylił się, ale wtedy nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że za chwilę odkryje coś tak przerażającego.

SZCZĄTKI W KADZI

Zobaczył odciętą na wysokości podudzia prawa nogę oraz kawałek zwęglonej innej części ciała. Obok leżał zakrwawiony kawałek materiału. Pomyślał, że na terenie huty mogło dojść do nieszczęśliwego wypadku. Pomimo swojego przerażenia, od razu wezwał swoich przełożonych.

A ci na miejsce wezwali milicję. Rozpoczęto oględziny, do których funkcjonariusze podeszli bardzo drobiazgowo. Poza odkrytą przez pracownika Huty stopą, w innych kadziach znaleziono także inny zwęglony kawałek ludzkiego ciała oraz osiem fragmentów kości, które były częściowo nadpalone.

Znaleziono nie tylko ludzkie szczątki. Kolejne odkrycia były równie przerażające. Milicjanci natrafili na dwie bardzo zakrwawione poszwy, białe płótno, sznurek oraz męskie krótkie spodenki. To nie był nieszczęśliwy wypadek. To morderstwo i próba ukrycia ciała.

Otarcia naskórka na dłoni Ryszarda – mężczyzny podejrzanego o dokonanie zbrodni i rozczłonkowanie ciała swojej ofiary. | Fot. “Problemy kryminalistyki”, nr 119 (XXII), 1976.

Podejrzany w tej sprawie znalazł się właściwie od razu. To ten sam mężczyzna, który wcześniej, wrzucał coś do kadzi z rozżarzonym żużlem. To, Ryszard, pracownik huty, drobny pijaczek, który nie miał dobrej opinii.

Sprawdzono jego mieszkanie, które znajdowało się na piątym piętrze, w jedenastopiętrowym wieżowcu, na jednym z krakowskich osiedli. Już na klatce schodowej można było doszukać się śladów krwi, były m. in. na schodach. Plamy prowadziły wprost do mieszkania Ryszarda.

Po wejściu do środka pojawiło się jeszcze więcej śladów, które przemawiały na niekorzyść właściciela. Milicja odkrywała coraz to nowsze dowody.

MIEJSCE ZBRODNI

Podczas oględzin odnaleziono poduszkę Była przesiąknięta krwią. W przedpokoju na podłodze leżały damskie rzeczy oraz bielizna, a wśród nich skórzany portfel. Był w nim dowód osobisty. Założono, że należał do ofiary.

Na dokumencie odczytano dane kobiety. Była to mieszkająca w Krakowie Barbara. Wśród dokumentów oraz jej rzeczy osobistych znaleziono także zdjęcie małego chłopca – był to jej syn. Tuż obok leżała damska torebka w kolorze beżowym. Wszystko było ubrudzone krwią.

Obok wcześniej znalezionych rzeczy, leżały dwa zakrwawione i mokre ręczniki. W jednym z pokoi, na łóżku leżały dwie poduszki ze śladami krwi. W kuchni znaleziono noże, a tuż obok nich osełkę do ich ostrzenia. To mogły być narzędzia, które posłużyły do zabójstwa i rozkawałkowania zwłok. W łazience natomiast znajdowało się pełno plam krwi na drzwiach, podłodze czy też na wannie. Tu milicjanci zabezpieczyli takie dowody jak tkanki ludzkie, które zabójca próbował spuścić w toalecie.

Rzeczy osobiste ofiary, odnalezione w mieszkaniu Ryszarda. | Fot. “Problemy kryminalistyki”, nr 119 (XXII), 1976.

Prawdopodobnie do zabójstwa doszło w dużym pokoju, do którego milicjanci weszli przez otwarte drzwi. Był to dobry trop. W pomieszczeniu było bardzo dużo śladów, które wskazywały na to, że to tu zatrzymany dokonał morderstwa. Począwszy od tapczanu, na którego tapicerce zabezpieczono jeszcze wilgotne ślady krwi, które znajdowały się na sporej powierzchni łóżka.

Tuż nad nim, na ścianie był widoczny rozbryzg krwawych plam, który ktoś wcześniej prawdopodobnie próbował zmyć. Krew była dosłownie wszędzie, zwłaszcza firanie nad łóżkiem, na podłodze, dywan w pokoju był cały wilgotny od krwi. W tym mieszkaniu kilka lub kilkanaście godzin wcześniej musiał dojść do prawdziwej masakry.

Kim była zamordowana ofiara? Jakie były okoliczności tego zdarzenia? Czy morderca odpowiedział za swoją zbrodnię?

O tym wszystkim dowiecie się słuchając #151 odcinka KRYMINATORIUM.

Słuchaj podcastów na: