Nancy Crampton Brophy to amerykańska pisarka, która wydała kilka romansów z wątkami kryminalnymi. W 2011 r. na jej blogu ukazał się felieton zatytułowany „Jak zamordować swojego męża”. Siedem lat później mąż autorki został zamordowany, a kobieta stała się główną podejrzaną. Jednak w ich małżeństwie nie dochodziło do kłótni i na pierwszy rzut oka Nancy nie miała motywu. Co naprawdę się wydarzyło?
Nancy Crampton Brophy
Urodzona 72 lata temu pisarka Nancy Crampton Brophy pochodzi z Teksasu. Była dzieckiem dwójki prawników. Po skończeniu szkoły średniej rozpoczęła studia na Uniwersytecie w Houston. Wszyscy myśleli, że pójdzie w ślady rodziców, którzy odnieśli w życiu sukces. Jednak prawo nigdy szczególnie jej nie interesowało. Zamiast tego ukończyła ekonomię, ale marzyła o czymś więcej niż kariera ekonomistki.
– Już od najmłodszych lat lubiła czytać. Lektura książek była dla niej idealną ucieczką od szarej rzeczywistości, która ją przytłaczała. Uwielbiała zwłaszcza romanse, w których kobiety odnajdywały miłość swojego życia. Pochłaniała je wszystkie w ekspresowym tempie. – opowiada znajomy Nancy
W końcu ona także sięgnęła po pióro. Pisała głównie do szuflady. W trakcie studiów opublikowała swój pierwszy tekst. Nie był to jeszcze utwór literacki, a coś w rodzaju broszury – ale uważała to za swój pełnoprawny pisarski debiut.
Niewiele wiadomo o jej pierwszym małżeństwie – ile trwało i dlaczego się rozpadło. Na pewno doszło do niego już po zakończeniu edukacji. Nie mieli dzieci. W internecie można natknąć tylko na wzmiankę o tym, że jej mąż był policjantem. Niezbyt jej to odpowiadało, bo przynosił do domu broń, której ona nienawidziła. Jest dość ironicznie w obliczu późniejszych wydarzeń.
Na początku lat 90-tych przeprowadziła się z Teksasu do Oregonu, a konkretnie do Portland. Zapisała się wówczas na zajęcia do szkoły kulinarnej. Jednym z nauczycieli i instruktorów był rozwodnik Daniel Brophy – dla przyjaciół: Dan.
Daniel Brophy
Był od niej cztery lata młodszy. I miał syna z pierwszego małżeństwa. Dan i Nancy szybko złapali dobry kontakt, który zaczął wykraczać poza standardową relację nauczyciel – uczennica. Mimo to na początku byli po prostu dobrymi przyjaciółmi. Jednak z czasem ich znajomość zaczęła ewoluować w kierunku czegoś bardziej romantycznego. W końcu zgodnie stwierdzili, że się w sobie zakochali. Pobrali się w 1999 roku. Oboje mieli już olbrzymie doświadczenia życiowe. Ona miała wtedy 49 lat, on 45.
„Kobieta prowadziła bloga. Wiele tekstów dotyczyło jej męża. W jednym z wpisów podzieliła się historią o tym, kiedy zrozumiała, że chce za niego wyjść. Brała kąpiel, czekając aż jej chłopak wróci do domu i do niej dołączy. W międzyczasie próbowała się do niego dodzwonić. Gdy w końcu odebrał – zdała sobie sprawę, że to właśnie on jest tym PANEM WŁAŚCIWYM – jak go później nazywała w swoich tekstach. Od tamtej chwili wiedziała, że chce z nim spędzić resztę swojego życia”
Tworzyli szczęśliwe małżeństwo. Wzajemnie się dopełniali. Dan miał spokojną osobowość i nie był szczególnie wylewny. Natomiast Nancy z naturą gawędziarza lubiła dużo mówić. To właśnie ona miała w tym związku dominujący charakter. Mieszkali w domu na obrzeżach Portland. Mężczyzna hodował kury i prowadził własny ogródek. Była to jedna z jego pasji, w której żona go wspierała i często mu pomagała. Potrafiła odłożyć na bok inne obowiązki, aby nakarmić jego kury lub zająć się jego roślinkami.
– Nawet osoby sceptycznie nastawione, które początkowo nie wierzyły w ich miłość – w końcu musiały zmienić zdanie, gdy obserwowali ich małżeństwo. Oboje wydawali się być wzorem dla innych par. Poznali się będąc już osobami bardzo dojrzałymi, a mimo to udowodnili, że miłość nie patrzy na wiek. Pokazali, że nawet po czterdziestce można zacząć wszystko od nowa. – mówi świadek
Nancy Crampton Brophy – powieściopisarka
Nancy Crampton Brophy w trakcie małżeństwa na poważnie zajęła się pisaniem. „Niewłaściwy mąż”, „Niewłaściwy kochanek”, „Niewłaściwy brat”, „Taniec pasji” – to tylko niektóre tytuły jej powieści. Jak nietrudno się pomyśleć – były to głównie romanse. Oprócz nich, napisała również poradnik dla początkujących powieściopisarzy. Mimo to nigdy nie odniosła jakiejś oszałamiającej kariery. Jej książki miały zwykle niewielki nakład. Do tego nie współpracowała z żadnym wydawnictwem. Książki wydawała za własne pieniądze. Sama dbała też o ich sprzedaż i promocję. Zwłaszcza to ostatnie nigdy nie wychodziło jej najlepiej.
Tworzyła również krótsze teksty, publikowane na stronie internetowej, którą prowadziła wspólnie z innymi autorami. W listopadzie 2011 roku ukazał się tam jej felieton w formie przewodnika, o bardzo chwytliwym tytule – „Jak zamordować swojego męża”. Już na wstępie zaznaczyła, że jako autorka” romansów z dreszczykiem i suspensem” często rozmyślała o morderstwach oraz o policyjnych procedurach. W skrócie: jak zabić, aby nie zostać wytropionym. Zażartowała, że za nic w świecie nie chciałaby zostać złapana, gdyż w więziennym ubraniu nie byłoby jej do twarzy. Później wymieniła kilka powodów, dla których warto jest czasami zabić własnego męża.
Rozwód według niej bywał niekiedy zbyt kosztowną sprawą. Poza tym, po co dzielić się majątkiem, jeśli wszystko można zagarnąć dla siebie. Zwróciła przy tym słuszną uwagę, że w przypadku zabójstw pierwszymi podejrzanymi są zwykle życiowi partnerzy ofiar. Dlatego poradziła swoim czytelniczkom, aby były sprytne, zorganizowane, bezwzględne oraz inteligentne.
Sposób na morderstwo

Żartowała, że skoro mężczyźni ginęli nawet podczas rodzinnego rejsu statkiem wycieczkowym – to dlaczego nie miałoby się to przytrafić ich własnym mężom.
Jako powód wymieniła też chęć zemsty za zdradę lub porzucenie. Innym motywem mogło być na przykład pragnienie uwolnienia się z toksycznego związku. W dalszej części poradnika pisarka zaczęła się zastanawiać, jaki sposób pozbycia się męża byłby najskuteczniejszy. Zlecenie zabójstwa? Niekoniecznie. Raczej nie można zaufać płatnemu mordercy. A co, jeśli zacząłby on szantażować zleceniodawczynie, aby wyciągnąć od niej kilka dolców?
Użycie arszeniku czy innej trucizny? To też nie spotkało się z jej aprobatą. Może i jest to metoda często wykorzystywane przez kobiety. Ale jeśli wie to ona – to tym bardziej świadomi są tego policjanci i prokuratorzy. Poza tym na skutek działania trucizny trzeba trochę poczekać. A przecież nie każda zdesperowana kobieta ma aż tyle czasu…
„Użycie broni palnej także ma w sobie sporo wad. Przede wszystkim zastrzelenie kogoś jest piekielnie głośne. Do tego wymaga precyzji i pewnych technicznych umiejętności. Nie każdy sobie z tym poradzi. A wiadomo, że najlepiej jest oddać jak najmniej strzałów. Co, jeśli po dziesiątym on nadal będzie żył? Podobnie jest z użyciem noża –mnóstwo krwi, która wszystko brudzi i cholernie trudno ją później zmyć”
Pod opublikowanym tekstem pojawiło się kilka komentarzy. Jedna z czytelniczek napisała, że chyba każdemu przynajmniej raz przez głowę przeszła myśl o pozbawieniu życia swojego partnera bądź partnerki… Ktoś inny zażartował, że za chwilę zadzwoni męża autorki upewnić się, czy na pewno nic mu nie jest. Oczywiście nikt tego komentarza nie brał wtedy zbyt poważnie. Do czasu.
Jak potoczyły się losy Nancy? O tym w 250. odcinku KRYMINATORIUM!
Inne głośne historie, o których musisz posłuchać: Marta del Castillo, awantura pod kinem „Mewa”.






