Podobne morderstwa seniorek w Lubelskiem | 209. POLSKIE SPRAWY

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Najpierw latem w 90 roku w niewielkiej wiosce w województwie lubelskim doszło do tajemniczego zdarzenia. Z początku o tej sprawie mówili wszyscy mieszkańcy regionu. Można było wyczuć panujący tam strach i ciekawość. Ludzie bali się także  własne życie. Gdy wszystko zaczęło powoli wracać do normy, w innej wiosce oddalonej o ok. 40 kilometrów doszło do podobnego zdarzenia. Dwie sprawy, które miały miejsce w odstępie zaledwie półtora roku. Zdarzenia, do których doszło w dostępie półtora roku. Okoliczności były podobne. Czy możemy mówić tu o przypadku? A może trzydzieści lat temu w okolicy Radzynia Podlaskiego grasował Wampir, który upatrzył sobie starsze kobiety?  

 

Zofia

Było tuż po 19:00, gdy pewien mężczyzna – na co dzień mieszkający i pracujący w Radzyniu Podlaskim – przyjechał do swojej matki Zofii. Kobieta mieszkała we wsi Zbulitów Duży, oddalonej zaledwie 7 kilometrów od Radzynia. Po tym, jak mężczyzna dotarł na miejsce, od razu udał się w stronę domu mamy. 

Gdy wszedł na posesję szybko zorientował się, że drzwi wejściowe są zamknięte na klucz, a na pukanie nikt nie reaguje. Rozejrzał się wokół, ale nigdzie nie było jego matki. Na początku, Zbysław nie zmartwił się tym. Pomyślał, że pewnie gdzieś wyszła, może do sklepu, albo śpi. Dlatego postanowił pojechać na pole, gdzie czasem pracował przy wycinaniu kapusty. 

Ciało Zofii K. znaleziono w jej domu w Radzyniu Podlaskim. Leżące we krwi zwłoki odkryli jej synowie – Tadeusz i Zbysław.

Do domu matki wrócił ponownie około 21:00. Gdy zorientował się, że na pukanie do drzwi nadal nikt nie odpowiada, a matki nie widzi nigdzie w okolicy domu – postanowił powiadomić o tym brata, Tadeusza. Mężczyzna mieszkał w tej samej wsi, dwieście metrów dalej. Tadeusz do domu swojej matki przyszedł z sąsiadem. Ze względu na zamknięte drzwi wejściowe, mężczyźni postanowili dostać się do środka w inny sposób. 

Wybór padł na otwór z szybą znajdujący się zaraz nad drzwiami. Wyjęli więc szybę, a następnie do środka jako pierwszy wszedł Tadeusz. Od razu skierował swoje kroki do kuchni, gdzie matka spędzała najwięcej czasu. Tam – ku jego zdumieniu – na podłodze w kałuży krwi leżała Zofia. Kompletnie przerażony mężczyzna natychmiast pobiegł powiadomić o tym swojego brata i sąsiada, którzy czekali przed domem. Chwilę później, w drodze do domu Zofii były już policja i pogotowie ratunkowe wezwane na miejsce przez braci i sąsiada.

 

 

Oględziny

Funkcjonariusze dotarli na miejsce zbrodni chwilę po 22:00. Było już ciemno. Po krótkiej rozmowie ze Zbysławem i Tadeuszem weszli do środka domu i od razu skierowali się do kuchni. Ciało Zofii leżało na podłodze, twarzą w dół, niedaleko okna. Obok denatki znaleziono mały drewniany stołek z wyłamaną nogą. Od razu założono, że to najprawdopodobniej narzędzie zbrodni. Tym bardziej że widać było na nim ślady krwi i trochę włosów. Mogły należeć do ofiary. 

W kuchni, po prawej stronie policjanci dostrzegli łóżko. Wyglądało jakby przed chwilą ktoś czegoś w nim szukał. Pościel częściowo leżała na podłodze. Podniesiony był także materac. Być może sprawca zakładał, że kobieta chowa biżuterię lub pieniądze pod łóżkiem. Na ścianie funkcjonariusze szybko zauważyli plamy i rozbryzgi krwi. A to mogło wskazywać, że zbrodni dokonano właśnie w tym pomieszczeniu. Jeden z policjantów poszedł rozejrzeć się po domu. 

W pokoju, który przylegał do kuchni zobaczył jeszcze większy bałagan. Wszystkie szafy i szuflady były otwarte, a ich zawartość leżała porozrzucana na podłodze. Funkcjonariusz w jednej z szuflad znalazł pieniądze – ponad 2 miliony starych złotych. Jeśli to był rabunek, to dziwne, że sprawca zostawił tam taką kwotę. Po oględzinach całego domu policjanci odkryli, że bałagan był niemal wszędzie. Rzeczy ofiary leżały rozrzucone na podłodze. Wszystko wskazywało więc na to, że sprawca czegoś tam szukał. Może pieniędzy, może kosztowności. A może było coś jeszcze, o czym policjanci wówczas nie wiedzieli. Oczywiście istniała też taka możliwość, że było to tylko upozorowanie napadu rabunkowego, a prawdziwy motyw mógł być zupełnie inny. 

Zaledwie kilka godzin po znalezieniu zwłok, policja przystąpiła do kolejnych działań. Po przesłuchaniu sąsiadów i rodziny Zofii K. udało się ustalić, że ostatni raz widziana była u siebie w domu 3 lipca 1990 roku, między 13:00 a 14:00. 

 

Zeznania, dowody i sekcja zwłok

Poza wnukiem, tego dnia Zofii nikt nie widział. Jej ciało znaleziono 3 lipca 1990 roku wieczorem. Dzień później na policję zgłosił się świadek, który w studni na podwórku obok domu ofiary znalazł siekierę. Jak mówił, udało mu się ją dostrzec, bo z wody na 3 centymetry wystawał jej trzonek. Pod koniec lipca, czyli prawie miesiąc po zabójstwie, jeden z sąsiadów Zofii, pracujący przy koszeniu zboża, znalazł w polu jej portmonetkę. Leżała około ośmiu metrów od krawędzi nieutwardzonej drogi, która prowadziła przez las i biegła ze Zbulitowa Dużego do Radzynia Podlaskiego. Ale w portmonetce nie było żadnych pieniędzy. Policja zabezpieczyła w niej jedynie dokumenty na nazwisko Zofii. Nigdy jednak nie udało się odnaleźć kluczy do jej domu . 

Sekcja zwłok wykazała szereg ran tłuczonych głowy. Były rozmieszczone w różnych miejscach. Niektóre z nich spowodowały złamanie kości czaszki. Dodatkowo, ofiara miała siniaki pod oczami, otarcia na nosie i brodzie, stłuczenie mózgu i liczne krwiaki w okolicach mostka. Stwierdzono też złamanie kilku żeber. 

Biegli po sekcji zwłok jednoznacznie wskazali, że obrażenia były spowodowane prawdopodobnie przez narzędzie tępe, twarde lub tępokrawędziste. Ofiara zaciekle broniła się przed napastnikiem. Sprawca nie miał dla niej litości. Był niezwykle brutalny, a jego ciosy bardzo silne. Kobieta podczas ataku próbowała osłonić głowę przed uderzeniami. Wskazują na to obrażenia znalezione w okolicach przedramienia i obu dłoni.  

 

Poszukiwania

Śledczy prowadzili intensywne poszukiwania sprawcy przez kilka miesięcy. Z ustaleń wynikało, że Zofia urodziła się w 1917 roku. Od wielu lat mieszkała w domu jednorodzinnym w – liczącej zaledwie kilkuset mieszkańców – wsi Zbulitów Duży, położnej w okolicach Radzynia Podlaskiego. Miała dwóch synów, jeden z nich mieszkał w tej samej wsi, drugi – mieszkał i pracował w Radzyniu Podlaskim. Zofia od wielu lat żyła z prowadzenia małego gospodarstwa rolnego.

Na miejscu przestępstwa nie znaleziono odcisków palców, które mogły należeć do sprawcy. Śladów linii papilarnych nie było także na znalezionej w studni siekierze. Żadnych śladów sprawcy nie było też na stołku, którym ofiara mogła zostać uderzona. Mimo, że zabezpieczono na nim krew i włosy to nie przyniosły one rozwiązania tej zagadki. Za najbardziej prawdopodobny scenariusz, policja uznała napad na tle rabunkowym. Chociaż po zabójstwie w domu kobiety znaleziono pieniądze to nikt z jej rodziny nie potrafił dokładnie określić, ile łącznie mogło ich być. Być może sprawca zabrał tylko część pieniędzy, ale tego nie dało się ustalić. Mógł zostać przez kogoś spłoszony i dlatego zostawił resztę. A może po prostu, nie udało mu się wszystkich znaleźć. Policji do tej pory nie udało się ustalić, co zniknęło z domu ofiary podczas zabójstwa. 

 

Po sprawie?

Śledczy wytypowali czterech podejrzanych mężczyzn. Od każdego z nich pobrano kilka sztuk ubrań do badań. Prokuratura chciała sprawdzić, czy nie ma na nich śladów krwi albo innych śladów biologicznych, które mogłyby powiązać któregoś z nich z tym zabójstwem. Ale wyniki nie przyniosły przełomu. Były jednoznaczne – na żadnym z badanych elementów odzieży nie było krwi. Ani badania, ani drobiazgowe śledztwo nie przyniosło rezultatu. Wszystkich mężczyzn oczyszczono z zarzutów. 

Grudzień 1990 roku przyniósł umorzenie sprawy z powodu niewykrycia sprawcy. Brak dowodów i śladów sprawił, że prokuratura była bezradna, a sprawca pozostawał na wolności. Śledczy zapewniają, że wciąż działają. Być może dzięki postępom techniki i większym możliwościom, mimo upływu wielu lat od zbrodni, uda się ustalić sprawcę tego niezwykle brutalnego zabójstwa. 

 

Półtora roku później w tej samej okolicy miało miejsce kolejne brutalne wydarzenie. W Wisznicach odnaleziono ciało 77-letniej Leonardy. Czy te dwie sprawy mogły mieć ze sobą coś wspólnego? O tym w 209. odcinku Kryminatorium.

Słuchaj podcastów na: