Rodzina Kaszniców ginie na górskim szlaku | #108 POLSKA SPRAWA

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

7 sierpnia 1925 roku „Ilustrowany Kurier Codzienny” :

Dziś nadeszła z Zakopanego wiadomość, że na Przełęczy Lodowej, po czeskiej stronie Tatr, Prokurator Najwyższego Sądu Kasznica, wraz z synem i jedną nieznaną osobą, padli ofiarą turystyki. Znaleziono ich martwych. Dotąd nie wyjaśniono, czy zgon spowodowany był upadkiem, czy przez zamarznięcie. Pogotowie udało się na miejsce katastrofy, aby przewieźć ofiary nieszczęśliwego wypadku do Zakopanego

Niedługo później okazało się, że zwyczajny z pozoru wypadek może być potrójnym morderstwem.

Amatorzy z Warszawy

Latem 1925 roku swój urlop w Tatrach spędzał warszawski prokurator, 46-letni Kazimierz Kasznica wraz z rodziną – 38-letnią żoną Walerią oraz 12-letnim synem Wacławem. Wspólnie wędrowali po górach, ciesząc się pięknem przyrody.

3 sierpnia Kasznicowie zdecydowali się na swoją ostatnią górską wędrówkę – z czechosłowackiego ówcześnie Starego Smokowca do Zakopanego, z postojem w schronisku „Chata Teryego”. Trasę wyznaczyli przez Lodową Przełęcz, położoną w głównej grani Tatr, na wysokości 2372 metrów n.p.m. – pomiędzy Małym Lodowym Szczytem a Lodową Kopą.

Lodowa Przełęcz
Kasznicowie nie spodziewali się ogromnych trudności na szlaku górskim | fot. wikipedia.org

 

Na początku nic nie zwiastowało nadchodzących kłopotów, mimo że pogoda zaczęła się pogarszać z minuty na minutę. Około godziny jedenastej rodzina dotarła do schroniska.

Przy sąsiednim stoliku siedziało czterech studentów. Z podsłuchanej rozmowy prokurator szybko wywnioskował, że młodzi zamierzają dotrzeć do Zakopanego tą samą drogą, co Kasznicowie. Niepewny swoich sił Kazimierz Kasznica podszedł do taterników i prosząc o pomoc, zaproponował wspólne przejście przez przełęcz.

Kilka minut później, dwie połączone ze sobą grupy opuściły schronisko, udając się w dalszą drogę. Kasznicowie jednak słabo sobie radzili na szlaku. Po dojściu do Lodowego Stawu, u stóp Lodowej Przełęczy, cierpliwość trójki studentów się skończyła…

Przełęcz śmierci

Studenci stwierdzili, że dalsza wyprawa w takim składzie jest bezsensowna. Do eskortowania niedoświadczonych turystów, by nie zabłądzili, wystarczyć miał jeden z nich, Ryszard Wasserberg.

Wasserberger doszedł z Kasznicami na Lodową Przełęcz około godziny 15:30 – niemal dwie godziny po swoich kolegach. Pogoda robiła się coraz gorsza.

Już nie tylko Kazimierz miał problemy z poruszaniem się. Podobne kłopoty zaczął mieć także jego syn. Siły tracił również Wasserberger.

Żona prokuratora w końcu zdała sobie sprawę, że z jej mężem i synem jest naprawdę źle. Posiadając w sobie wystarczającą siłę, wyciągnęła z plecaka butelkę koniaku i napoiła nim najpierw Ryszarda, potem Wacława. Miała nadzieję, że alkohol wzmocni ich i rozgrzeje.

chata teryego
To właśnie tutaj Kazimierz Kasznica poprosił młodych taterników o pomoc | fot. naszeszlaki.com.pl

37 godzin

Najdłużej przy życiu pozostał Wasserberger. Leżał w agonii i majaczył. Sensu wypowiadanych przez niego słów Waleria nie mogła zrozumieć.

Ku swojemu zdumieniu, Waleria czuła się jednak zaskakująco dobrze. Poza ogólnym zmęczeniem nie miała kłopotów z oddychaniem. Pozostała przy zwłokach nie tylko do rana, ale również przez następny dzień i kolejną noc. Tkwiła na pustym szlaku przez 37 godzin, bezskutecznie czekając na ratunek.

Ratownicy dotarli do martwej trójki wieczorem, 5 sierpnia. Następnego dnia ciała dwóch mężczyzn i dziecka zostały przetransportowane do Zakopanego. Wykonano też sekcję zwłok, która stwierdzała, że ich śmierć nastąpiła wskutek udaru płucnego.

Morderczyni czy ofiara?

W pierwszych relacjach prasowych pojawiła się również informacja o rozdzieleniu się grupy na szlaku, krótko przed tragedią. Taternicy znaleźli się szybko w ogniu krytyki.

„Ilustrowany Kurier Codzienny” dodatkowo opublikował sensacyjny artykuł, który wywołał w Polsce prawdziwą burzę. Autor relacji zasugerował, że to właśnie wdowa może być odpowiedzialna za śmierć swoich współtowarzyszy. Zarzucono jej zachowywanie zbyt wielkiego spokoju, jaki prezentowała tuż po uratowaniu się…

Opowiadanie pani Kasznicowej jest niezmiernie dziwne. Pozostaje przy zwłokach przez blisko dwie doby, bez względu na zimno i niepogodę, które zresztą znosi doskonale.

Kasznicowie zwłoki
Do śmierci turystów miało dojść z powodu niedotlenienia | fot. NAC

Każdy ma rację

Cała uwaga skupiła się na Walerii, która – jak wynikało z artykułu – zachowywała się dziwnie zarówno w trakcie wypadku, jak i po nim. Tragedią w Tatrach żyła cała Polska. Pojawiło się mnóstwo teorii, także tych spiskowych. Wszyscy czytelnicy mieli swoją własną hipotezę i każdy z nich uważał , że to właśnie on ma rację.

Według innych pogłosek zatruty koniak podrzucili wędrowcom ukraińscy nacjonaliści, którzy mieli swoje własne rachunki do wyrównania z warszawskim prokuratorem. Usłyszeć można było również głosy, iż na Kasznicach dokonano mordu czysto politycznego.

Spekulacji, teorii i pytań bez odpowiedzi było tak wiele, że z czasem niektórzy zaczęli porównywać sprawę śmierci Kaszniców na Lodowej Przełęczy do słynnej „tragedii na Przełęczy Diatłowa” .

nagłówek
Pierwsze wzmianki na temat śmierci turystów w prasie z czasem zmieniły się w oskarżycielskie akty przeciwko Walerii Kasznicowej | fot. http://mbc.malopolska.pl/

Zabiły ją smutki

Chociaż śmierć na Lodowej Przełęczy uznano za wypadek, wielu ludzi wierzyło, że to Waleria jest odpowiedzialna za zamordowanie na tatrzańskim szlaku swoich współtowarzyszy.

Kasznicowa zmarła dzień po siódmej rocznicy śmierci jej męża i syna, 4 sierpnia 1932 roku. Pochowana została na warszawskich Powązkach. Po jej śmierci rodzina odnalazła w jej łóżku kilkadziesiąt wycinków prasowych, dotyczących wszystkiego, co było związane z tragicznym wypadkiem w górach.

Czy „Sprawa Kaszniców” wciąż stanowi nierozwiązaną zagadkę? Kto stał za oskarżycielskimi artykułami w prasie? Czy Waleria miała coś do ukrycia? O tym w #108 odcinku Kryminatorium.

Słuchaj podcastów na: