Szaleniec z karabinem w legnickiej kamienicy | 225. POLSKIE ZBRODNIE

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

W grudniu 1968 roku mieszkańcami Legnicy wstrząsnęła zbrodnia, jakiej dopuścił się stacjonujący w tym mieście pijany radziecki żołnierz – Swjatosław. Sprawa ta stała się niezwykle poważna, ponieważ wśród jego ofiar byli także funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej. Milczenie polskich władz szybko zrodziło plotki, o których szeptała ulica. Co tak naprawdę wydarzyło się w pewną sobotnią noc na ulicy Wrocławskiej 7? Czy milicyjne akta mówią prawdę o tych tragicznych wydarzeniach?

 

Mała Moskwa

Po zakończeniu drugiej wojny światowej Legnica – na mocy postanowień konferencji w Poczdamie – znalazła się w granicach Polski. Po wysiedleniu z tego miasta ludności niemieckiej, swoją uwagę na Legnicę zwróciły władze radzieckie. Głównie z powodu bardzo dobrze zachowanych poniemieckich obiektów wojskowych. Zabudowania idealnie nadawały się do ulokowania w tym mieście dużego garnizonu Wojsk Armii Czerwonej. Na portalu Legnica możemy przeczytać, że od tego czasu w mieście stale przebywało kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy. Z tego powodu przez niektórych Legnica nazywana była „Małą Moskwą”.

„Wojska radzieckie do swojej wyłącznej dyspozycji zajęły około 1200 obiektów. Stanowiło to ponad 30 procent jego przedwojennej zabudowy. Najokazalsze budynki użyteczności publicznej, szkoły, szpitale, sądy, urzędy i obiekty sportowe znalazły się we władaniu Rosjan. Tereny przez nich zajęte stały się niedostępne dla polskiej ludności. Wejścia do nich strzegli uzbrojeni w karabiny maszynowe wartownicy”

W roku 1968 jednym z takich wartowników został 19-letni żołnierz. Szeregowy Swjatosław Aleksandrowicz Kriukow. Kilka miesięcy wcześniej został on skierowany do Legnicy w celu odbycia obowiązkowej służby wojskowej. Pobyt w Polsce bardzo mu się podobał. W Związku Radzieckim nie miał przed sobą praktycznie żadnych perspektyw. Skończył zaledwie podstawówkę – i to z trudem. Do tego – pomimo swoje młodego wieku – zmagał się już z dość poważnym alkoholizmem. Wybawieniem dla niego stał się pobór do wojska.

Swjatosław został skierowany do odbycia obowiązkowej służby wojskowej w Legnicy. Tu zaczyna się historia omawiana w 225. odcinku Kryminatorium.

Swjatosław Aleksandrowicz Kriukow

W Polsce wspomnianemu żołnierzowi także, co prawda, nie groziła jakaś spektakularna kariera, ale przynajmniej ludzie inaczej go traktowali. Koledzy z warty bardzo go lubili. Z resztą nic w tym dziwnego, bo przecież zawsze miał przy sobie butelkę jakiegoś zdobycznego alkoholu. Dodatkowo, gdy przechadzał się ulicami miasta – ubrany w mundur, obowiązkowo z zarzuconym na ramię kałasznikowem – zwykli Polacy okazywali mu „szacunek”. To nic, że był on najczęściej sztuczny i wymuszony – przecież nawet na taki Swjatosław nie mógł liczyć w swoim kraju. 

W Legnicy to co innego – był w końcu przedstawicielem „bratniego narodu” i wielkiego sojusznika Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Mieszkańcy miasta doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że okazanie wrogości radzieckim żołnierzom mogło mieć dla nich bardzo przykre konsekwencje. Lepiej więc było żyć w zgodzie z „Ruskimi”. Tym bardziej, że czasami za butelkę najtańszego wina można było od nich dostać niezły sprzęt lub nawet dobrej jakości zegarek. Nie tylko w Legnicy. Do bardzo podobnych sytuacji dochodziło także w wielu innych miastach, w których stacjonowali wówczas radzieccy żołnierze.

 

Swjatosław opuszcza koszary

Szeregowiec Swjatosław Aleksandrowicz Kriukow nie był oficerem, więc nie miał złota na wymianę. Nie za wiele posiadał też pieniędzy. Miał za to coś innego – co pozwalało mu w łatwy sposób zdobyć pożądany przez niego i jego kolegów alkohol. Tym czymś był jego urok osobisty oraz łatwość nawiązywania kontaktów towarzyskich. I wyjątkowego nosa do trafiania w miejsca, gdzie odbywały się suto zakrapiane imprezy.

Gdy w mroźną sobotę 14 grudnia o godzinie 18:00 obejmował swoją dwugodzinną wartę przy głównej bramie radzieckiego garnizonu – wiedział już, że po jej zakończeniu „wyskoczy z koszar na miasto” napić się polskiej wódeczki. Jako że swoją służbę rozpoczął już w stanie wyraźnego upojenia, po zejściu z pierwszej zmiany uznał, że już dłużej nie może czekać. Zamiast udać się do miejsca zakwaterowania, aby tam poczekać na kolejną zmianę – szeregowy pozostał na swoim posterunku. Z kolegą dokończył opróżnianie posiadanej przy sobie butelki. 

Półtorej godziny później Kriukow postanowił samowolnie opuścić koszary. Zamierzał znaleźć coś do picia. I to jak najszybciej, aby zdążyć na swoją zmianę, rozpoczynającą się o dokładnie północy. Poprawił czapkę uszatkę, a na ramię zarzucił swojego kałasznikowa. Wartownikowi, z którym kilka minut wcześniej raczył się alkoholem powiedział, że musi się udać do Komendantury – odebrać nowe buty. Przekraczając bramę miał przy sobie cztery wypełnione nabojami magazynki. Dwa swoje i dwa należące do jego kolegi. Zabrał mu je, gdy się żegnali, z czego pijany wartownik w ogóle nie zdawał sobie sprawy.

„Po wyjściu z koszar poszedł w prawo, dzisiejszą Aleją Rzeczypospolitej. Po kilkudziesięciu metrach skręcił w lewo, w ulicę Bielańską. Kierując się na północny zachód ulicą wodną, minął rzekę Kaczawę oraz Park Miejski. Ulicą Reymonta dotarł do ulicy Powstańców Śląskich. Dochodziła 22:00, gdy skręcił w prawo. Trasę długości dwóch kilometrów pokonał w 30 minut”

 

 

Zabawa u Stanisława

W czasie, gdy pijany radziecki szeregowiec przemierzał Legnicę w poszukiwaniu okazji do wypicia – w kamienicy przy ulicy Powstańców Śląskich 5 trwała wesoła impreza. Od godziny 15:00 18-letni Stanisław gościł w mieszkaniu swoich koleżanek – Barbary i Janiny. Razem wypili trzy butelki wina. Krótko po 18:00 Barbara opuściła lokal. Na jej miejsce Staszek przyprowadził kolegę. Jako że Wiesiek nigdy nie przychodził w gości z pustymi rękami – na stole pojawiły się kolejne butelki.

O 22:00 mężczyźni wyszli z mieszkania, aby zapalić papierosa i trochę się przewietrzyć. Stali w otwartej bramie, gdy niespodziewanie podszedł do nich nietrzeźwy młody żołnierz z bronią na ramieniu. Wiesiek nie zrozumiał, o co ich zapytał. Nie znał rosyjskiego. Staszek mówił w tym języku doskonale, ponieważ urodził się w Związku Radzieckim. 

Staszek przetłumaczył, że żołnierz poprosił o papierosa. Wiesiek – nie wiadomo czy z dobroci serca, czy bardziej ze strachu – dał mu od razu cztery. Po odpaleniu i zaciągnięciu się, szeregowy Kriukow zapytał wprost, czy znają jakieś dobre miejsce, w którym można się napić wódki. Jako że na imprezie w kamienicy dostępne było tylko wino – Staszek zaproponował, że mogą pójść do niego. Miał w domu wódkę, a jego matka nigdy nie miała nic przeciwko odwiedzającym go gościom.

 

 

Swjatosław w domu Janiny

Swjatosław natychmiast się zgodził. Staszek kazał mu chwilę poczekać. Musiał tylko wrócić do mieszkania po kurtkę i pożegnać się z Janiną. Wiesiek nie zamierzał spędzić reszty wieczoru w polsko-radzieckim towarzystwie, więc grzecznie się pożegnał i wrócił do domu. Spieszył się przy tym tak bardzo, że sam nie zabrał własnej kurtki.

Nie chcąc zostawiać żołnierza samego w bramie, Staszek zabrał go ze sobą na górę. Gdy się ubierał – Kriukow poprosił o szklankę wody. Janina podała mu ją, jednocześnie uważnie obserwując nieznajomego. Jej spostrzeżenia znalazły się później w milicyjnej dokumentacji.

„Kobieta zeznała, że Stanisław i przyszedł do niej z żołnierzem Armii Radzieckiej, który posiadał przy sobie pistolet maszynowy. Był w wieku około 25 lat. Szczupłej budowy ciała, średniego wzrostu. Ubrany w płaszcz wojskowy, przepasany pasem. Obydwaj opuścili jej mieszkanie, nie mówiąc nawet, dokąd idą. Od tego momentu już ich więcej nie widziała”

Zanim wyszli – Staszek poprosił Janinę o zwrot pieniędzy, które jej wcześniej dał. Miała mu je przechować, ponieważ były one przeznaczone na prezent urodzinowy dla jego matki. Nie chciał ich mieć przy sobie, bo bał się, że je wyda na jakieś głupstwa. Widocznie uznał, że napicie się z przedstawicielem „bratniego narodu” do takich głupstw nie należało. Do urodzin Walentyny pozostał ponad miesiąc – wystarczająco długo, aby uzbierać parę złotych. Czy tak właśnie pomyślał, chowając do kieszeni 100 złotych? Być może. Możemy dziś jedynie przypuszczać, że Staszek nie zamierzał tamtego wieczoru oszczędzać na… międzynarodowej współpracy gospodarczej.

 

 

Gdzie jest Janina?

Kwota, jaka dysponował Stanisław odpowiadała ówczesnej przeciętnej dniówce osoby pracującej na pełny etat. Niewiele. Nic więc dziwnego, że godzinę później mężczyźni wrócili do mieszkania Janiny po dodatkowe fundusze. Pomimo stukania do drzwi – nikt im jednak nie otworzył. Po wyjściu z bramy, natknęli się jeszcze na wracającą do domu Barbarę. Staszek powiedział jej, że ostatnią godzinę spędzili w lokalu o nazwie „Marago”. Dodając przy tym, że następnym punktem na ich mapie sobotniego picia będzie mieszkanie Staszka na ulicy Wrocławskiej 7. Mężczyźni dotarli tam około północy.

Jego matka jeszcze nie spała. Wojciech Kondusza w książce „Mała Moskwa. Rzecz o radzieckiej Legnicy” twierdził, że kobieta słyszała, jak do domu wrócił jej syn. Jednak nie potwierdzają tego akta sprawy, które na ten temat po prostu głucho milczą. Nawet jeśli tak było, to prawdopodobnie Walentyna nie była świadoma, że Staszek przyprowadził do mieszkania nowopoznanego towarzysza. Natomiast dalsze wydarzenia zostały zrekonstruowane przez ówczesnych śledczych z dość sporą dokładnością.

– Około wpół do drugiej w nocy do jej pokoju wszedł syn, ubrany w podkoszulek, spodnie i skarpetki. Był pijany. Zapytał matkę, gdzie jest Janina. Twierdził, że z nią przyszedł, ale nie mógł jej znaleźć, bo zaginęła gdzieś w mieszkaniu. Poprosił o pomóc w jej odnalezieniu. Wtedy Walentyna ubrała szlafrok. Przeszukała kuchnię, łazienkę i spiżarnię. Wyjrzała też na klatkę schodową, ale nigdzie nie znalazła dziewczyny. – relacjonuje milicjant

 

Sprawdzając każde możliwe pomieszczenia, w końcu otworzyła drzwi do pokoju Stasia. Nagle zdębiała i stanęła jak wryta. Na stojącym w rogu łóżku siedział radziecki żołnierz. Dopiero po kilku sekundach Walentyna zorientowała się, że celował do niej z karabinu…

Zakończenie tej historii poznacie

w 225. odcinku KRYMINATORIUM

Ominął Cię poprzedni odcinek? Kliknij tutaj, to nieprawdopodobna historia z Australii.

Słuchaj podcastów na: