Zbrodnia na farmie Hinterkaifeck | # 115 NIEWYJAŚNIONE

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Do dziwnych i niewytłumaczalnych nocnych incydentów na farmie Hinterkaifeck w Bawarii zaczęło dochodzić już kilka miesięcy przed tragedią, która wydarzyła się tam w nocy z 31 marca na 1 kwietnia 1928 r. W sąsiednich wsiach pojawiły się plotki mówiące, że farma jest nawiedzona…

Niechciany narzeczony

63-letni Andreas Gruber nie był powszechnie lubiany przez lokalną społeczność. Był dość bogaty, ale uchodził za skąpca, co w czasach panującego w Niemczech kryzysu i biedy przysparzało mu więcej wrogów niż przyjaciół.

rodzina
Najpierw z domu zaczęły ginąć klucze. Później ktoś wyłamał kłódki z drzwi od stodoły… | fot. crimeviral.com

Jego starsza o 9 lat, schorowana żona Cäzilia rzadko opuszczała swój pokój. Ich córka, 35-letnia Victoria Gabriel, była wdową i samotną matką dwójki dzieci: 7-letniej dziewczynki o tym samym imieniu co babcia i 2-letniego Josefa.

Ojcostwo Josefa Victoria przypisywała Lorenzowi Schlittenbauerowi – sołtysowi sąsiedniej wsi. On sam przyznał się do dziecka, odmówił jednak płacenia alimentów.

Gdzie są Gruberowie?

Pierwszy sygnał, że coś złego wydarzyło się na farmie, pochodził od sprzedawców kawy, którzy 1 kwietnia 1928 r. przybyli do tego miejsca. Jak co miesiąc, byli umówieni z Gruberami, więc o wyznaczonej porze zastukali do drzwi. Później do okna. W obu przypadkach odpowiedziała im głucha cisza.

O swoich spostrzeżeniach poinformowali mieszkańców wioski. Nikt jednak nie wiedział, dlaczego dom był pusty.

Sytuacja nie zmieniła się przez dwa kolejne dni. W końcu do Hinterkaifeck przybył umówiony z Gruberem mechanik, aby naprawić silnik od kosiarki. O nieobecności rodziny poinformował spotkanego po drodze sołtysa.

Makabryczne odkrycie

Nikt nie wiedział, gdzie są Gruberowie. Sołtys postanowił zbadać sprawę osobiście. Zwołał kilku mężczyzn i razem z nimi pojechał do Hinterkaifeck. Do sprawdzenia pozostała tylko stodoła, której drzwi zamknięte były na kłódkę. Jednak udało mu się wejść do środka.

farma
W domu i jego okolicach nie było nikogo. Rodzina przepadła. | fot. pl.pinterest.com

W niewielkiej odległości od Andreasa Grubera leżały jego żona, córka i wnuczka. Wszyscy nie żyli od kilku dni. Schlittenbauer widząc martwą rodzinę, obawiał się, że w stodole mogą się być także zwłoki jego syna Josefa. Gdy go nie znalazł, zostawił towarzyszących mu mężczyzn i pobiegł do domu. Wciąż jeszcze wierzył, że chłopczyk żyje. Jednak wkrótce odnalazł i jego ciało.

Nieproszony gość

O świcie następnego dnia dokonano oględzin miejsc zbrodni. Wszystko wskazywało na to, że morderca spędził na farmie co najmniej kilka dni. I to zarówno przed dokonaniem zbrodni, jak i po niej.

Na podstawie sekcji zwłok, przeprowadzonych na dziedzińcu farmy, lekarze sądowi mogli z dużym prawdopodobieństwem opisać ostatnie chwile zamordowanych.

W połączeniu z ustaleniami funkcjonariuszy policji kryminalnej z Monachium odtworzono wieczór, w którym wydarzyła się tragedia. Udało się dowieść nie tylko tego, w jaki sposób ofiary zostały zamordowane, ale i w jakiej kolejności…

Farma śmierci

Stwierdzono, że Gruberowie dom opuścili nagle – prawdopodobnie leżąc już wcześniej w swoich łóżkach lub szykując się do snu. Wskazywał na to ubiór Gruberów. Andreas wychodząc, zdążył ubrać tylko jednego buta. Był w samej koszuli, bez spodni. Victoria swój płaszcz założyła na koszulę nocną, a do stodoły udała się boso. Nie udało się ustalić co – lub kto – wywabił ją z domu.

Jednak eksperyment procesowy dowiódł, że ofiary nie mogły zostać zwabione na miejsce zbrodni ani niepokojącymi odgłosami, ani świadomym wywołaniem ich przez mordercę. Co zatem się stało?

Myśleć jak morderca

Po wykluczeniu z listy podejrzanych osób zupełnie przypadkowych, policja skupiła się w pierwszej kolejności na osobach wskazanych przez byłą służącą, która swego czasu wystraszona uciekła z farmy. Śledczy uznali jednak, że słowa kobiety nie są w stanie pomóc w rozwikłaniu tej sprawy. Skoncentrowano się na innych tropach.

Jednym z podejrzanych stał się sołtys Lorenz Schlittenbauer – niedoszły narzeczony córki Grubera i domniemany ojciec jej dziecka…

trumny
Wielu z potencjalnych podejrzanych miało swój własny powód, by zabić Gruberów | fot. board.postjung.com/

Śmierć, której nie było?

Był jeszcze jeden podejrzany, który zdaniem policji miałby największy powód, by pragnąć śmierci zarówno Andreasa Grubera, jak i jego córki. To Karl Gabriel – mąż Victorii i ojciec 7-letniej Cäzilii. Problem w tym, że w chwili popełnienia tej zbrodni domniemany sprawca podobno nie żył już od 8 lat…

A może wbrew temu, co sądzili Gruberowie, mąż Victorii przeżył wojnę? Czy po latach tułaczki wrócił do domu i właśnie wtedy zobaczył, że jego żona ma nowe dziecko z innym mężczyzną?

„Wiemy, ale nie powiemy”

Ostatnią hipotezą godną uwagi jest ta, mówiąca o mordercy, szukającym zemsty za kazirodczy związek ojca z córką, o który podejrzewano Andreasa Grubera. Za zbrodnią mógł stać ówczesny obrońca wiejskiej moralności. Są jednak i tacy, którzy twierdzą, że sprawę już dawno rozwiązali i doskonale wiedzą, kto był mordercą.

Zagadka ta przez wiele lat pozostawała nierozwiązana. Aż do 2007 roku, gdzie w Wyższej Szkole Nauk Stosowanych ds. Administracji i Prawa w Bawarii, grupa kilkunastu policjantów w ramach swojej pracy magisterskiej postanowiła jeszcze raz przyjrzeć się sprawie. Wszyscy zaangażowani w ten projekt policjanci wytypowali mordercę. Każdy z nich wskazał tego samego mężczyznę…

Czy zagadkę sprzed lat uddało się rozwikłać? Posłuchajcie #115 odcinka Kryminatorium!

Słuchaj podcastów na: