W 1984 roku spokój w brytyjskim mieście Bath został zakłócony brutalnym zabójstwem. 17-letnia Melanie Road została zaatakowana przez gwałciciela i nożownika, kiedy w środku nocy wracała do domu. Zebrano materiał DNA należący do napastnika, ale ówczesna kryminalistyka nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, kim był sprawca. Sprawa pozostawała otwarta przez ponad 30 lat. Jej rozwiązanie przyniosło dopiero pewne przypadkowe aresztowanie.
Melanie Road
Melanie Road przyszła na świat w roku 1966, jeszcze przed przyjazdem Bath.
„W domu nazywano ją ich małym, kochanym kaczątkiem. Od najmłodszych lat była oczkiem w głowie rodziców i rodzeństwa. Wszyscy pragnęli, żeby w przyszłości wyrosła na pięknego łabędzia i powoli zaczynało się tak dziać. Była pewna siebie, miała swoje życiowe plany. Zamierzała studiować archeologię. Miała chłopaka i wielu przyjaciół. Ludzie nie tylko ją lubili, ale także uważali za osobę charyzmatyczną”.
Dużo czasu spędzała poza domem. Trenowała różne sporty, w tym swojego ukochanego tenisa. Lubiła również trochę poimprezować w gronie najbliższych znajomych. W szkole była świetną uczennicą. Otrzymywała najlepsze oceny. Wszystko wskazywało więc na to, że bez problemu zda ostatnie szkolne egzaminy i pójdzie na wymarzone studia.
Świetnie dogadywała się z pozostałymi domownikami. W ostatnim czasie często rozmawiała ze starszą siostrą o tym, że wyjściu za mąż i posiadaniu dzieci. Najpierw jednak studia i znalezienie pracy, a dopiero później założenie własnej rodziny – tak widziała swoje życie. Zanim tak się miało stać, pragnęła zasmakować trochę wolności, zwiedzając inne kraje. Podróże zawsze ją fascynowały, więc po osiągnięciu pełnoletności zamierzała wyruszyć w drogę ze swoim chłopakiem i przyjaciółmi.
Dziewczyna zawsze miała wiele pomysłów. Nie mogła się doczekać, aby zacząć je w końcu realizować. Nie przypuszczała jednak, że pewnego dnia ktoś jej w tym przeszkodzi.
Bath, to tutaj wraz z rodziną mieszkała Melanie Road. Sprawa czekała na wyjaśnienie 30 lat…
8 czerwca 1984
Był piątek. Rozpoczął się wyczekiwany weekend. Tego dnia Melanie – wraz z grupą innych nastolatków – postanowiła pójść na imprezę i trochę się zabawić. Od czasu do czasu lubiła wybrać się do klubu w towarzystwie swojego chłopaka i kilku przyjaciół. Tym razem miała szczególny powód do świętowania. Do kraju przyleciał właśnie jej starszy brat, który na co dzień mieszkał za granicą.
Kilkuosobowa grupa młodych ludzi udała się do jednego z najpopularniejszych miejsc w mieście. Zazwyczaj to właśnie tam chodzili, gdy chcieli potańczyć i posłuchać muzyki. Piątkowy wieczór upłynął im na tańcach, słuchaniu głośnej muzyki, śmiechach oraz spożywaniu alkoholu. Każdy z nich wypił trochę piwa lub drinków, ale nikt się zbytnio nie upił.
Około godziny 1:30 w nocy wszyscy wyszli. Byli już zmęczeni i każdy marzył tylko o tym, aby w końcu wylądować we własnym łóżku. Melanie po opuszczeniu klubu musiała się rozdzielić z grupą. Droga do jej domu prowadziła w zupełnie innym kierunku.
– Byłem zbyt zmęczony, aby ją odprowadzić. Jednak czułem niepokój na myśl, że moja dziewczyna będzie samotnie wracać do domu. Może i żyjemy w spokojnym mieście, w którym rzadko dzieje się coś złego, ale wiadomo, że różne rzeczy mogą się zdarzyć. Dlatego zaproponowałem, że zamówię jej taksówkę, jednak ona w ogóle nie chciała o tym słyszeć. – mówił chłopak Melanie Road
17-latka zdecydowanie odrzuciła ofertę takiej podwózki. Stwierdziła, że woli się przejść i powdychać trochę świeżego powietrza. Wypity alkohol sprawił, że zrobiło się jej nieco duszno. Poza tym właśnie opuściła zatłoczony lokal, gdzie tańczyła w dużym ścisku. Potrzebowała więc trochę przestrzeni. Postanowiła więc, że pójdzie na spacer, aby przez chwilę pobyć sama.
Melanie wraca do domu, sama
Do domu nie miała daleko. Może około pół godziny piechotą. Pomimo późnej pory, nie bała się. Wiele razy wracała do domu o podobnej godzinie i nigdy nie spotkało ją nic złego. Nie zdarzyło się nawet, żeby ktokolwiek ją zaczepił.
Choć jej chłopak i znajomi próbowali namówić ją, by zgodziła się na taksówkę – dziewczyna uparła się. Była stanowczą i pewną siebie osobą. Nie lubiła, gdy ktoś mówił jej, co powinna zrobić. Nawet, gdyby to miało jej w czymś pomóc.
Szybko przekonała wszystkich, że to właśnie ona ma rację. W końcu wszyscy się z nią zgodzili. Przecież już tyle razy po imprezach wracała do domu sama. Okolica była bezpieczna. Co złego mogło się wydarzyć w ciągu najbliższych 30 minut?
Po przedstawieniu swoich argumentów dziewczyna pożegnała się ze wszystkimi i ruszyła w swoją stronę. O pewnym czasie wszyscy członkowie jej grupy bezpiecznie dotarli do domów. Zasnęli w przekonaniu, że i Melanie dotarła do siebie, cała i zdrowa. Dziś każdy z nich wysłałby pewnie SMS-a z informację, że dotarł na miejsce i wszystko jest ok. Ale w latach 80-tych niestety nie istniała jeszcze taka forma komunikacji.
Ciało Melanie Road
Nieco wcześniej – gdy rodzice 17-latki jeszcze spali – swoją pracę rozpoczął miejscowy mleczarz. W roznoszeniu mleka pod drzwi kolejnych domów pomagał mu jego 11-letni syn. Pokonując swoją rutynową trasę, przechodzili obok następnych budynków. W pewnej chwili natknęli się na przerażający widok.
Obok jednego z garaży znaleźli martwe ciało. Młoda, jasnowłosa kobieta leżała w kałuży własnej krwi. Krwawe ślady wokół niej przypominały scenę z najstraszniejszego horroru. Mleczarz nie miał wątpliwości, że kimkolwiek była ofiara – na pewno umarła w okropny i bardzo bolesny sposób.
Niezwłocznie powiadomił policję. Zmarła nie miała przy sobie żadnego dokumentu wskazującego jej tożsamość. Funkcjonariusze nie natrafili też na żadną wskazówkę, mówiącą kogo powinni powiadomić o śmierci tej młodej dziewczyny. Od razu domyślili się jednak, jak ofiara miała na imię. Obok niej leżały klucze z doczepionym do nich drewnianym breloczkiem. A na nim wyryte imię MELANIE.
Standardowa policyjna procedura nakazywała w takim przypadku, aby funkcjonariusze zaczęli chodzić od drzwi do drzwi z pytaniem, czy ktokolwiek znał lub kojarzył młoda kobietę o imieniu Melanie. Czy ktoś wie, czyją była córką lub gdzie mieszkała. Ale policjanci zrezygnowali z tego. Zamierzali to załatwić z znacznie szybszy sposób. Bo w przypadku schwytania sprawców tak brutalnych zabójstw – zwykle to czas odgrywa najważniejszą rolę. Dlatego już po chwili z jadącego przez sąsiedztwo radiowozu dało się usłyszeć głośne pytania zadawane przez megafon.
– Melanie? Czy ktoś z państwa zna jakąś Melanie? Mieszka w tej okolicy jakaś Melanie? Czy młoda kobieta o takim imieniu wyszła wczoraj wieczorem lub ostatniej w nocy z państwa domu i do tej pory nie wróciła? Melanie? Melanie?
Radiowóz policyjny jeździł po całej okolicy i jeden z policjantów co chwilę wymawiał jej imię. Liczono na to, że ktoś z mieszkańców w końcu zareaguje.
Nieszczęśliwe zakończenie
Matka Melanie była wtedy akurat w domu. Zastanawiała się, dlaczego jej córka w dalszym ciągu nie wróciła. Dlaczego nawet nie poinformowała o tym, że zamierza nocować u jakiejś koleżanki. Kobieta już zamierzała zacząć dzwonić do znajomych córki, kiedy nagle zza okna usłyszała jej imię. Otworzyła drzwi i wybiegła przed dom. Zaczęła nasłuchiwać, skąd dobiegało wołanie. Gdy tylko zza zakrętu wyłonił się policyjny radiowóz, z którego po raz kolejny padło imię 17-latki – jej matka o mało nie zemdlała.
Coraz bardziej przerażona kobieta nagle uzmysłowiła sobie bolesną prawdę. Melanie nie wróciła do domu i nie zadzwoniła. Teraz jakiś policjant powtarzał jej imię. Ale nie zwracał się bezpośrednio do Melanie. Czyżby już ją mieli? Przecież nie szukali jej, tylko kogoś, kto ją znał. Nawet gdyby ją aresztowali, to bez trudu dowiedzieliby się, gdzie mieszka jej rodzina. Powiadomiliby rodziców bezpośrednio, a co najważniejsze – dyskretnie. Dlaczego więc tak publicznie próbowali ustalić, kto znał jej córkę?
Kobieta bez namysłu zaczęła biec za radiowozem. Machała rękami, chcąc zwrócić na siebie uwagę policjantów. Kiedy ich dogoniła, powiedziała, że jej 17-letnia córka ma na imię Melanie. Że wczoraj poszła na imprezę ze znajomymi. Miała wrócić w nocy, ale rano jej łóżko nadal było puste…
Co tak naprawdę przytrafiło się Melanie Road?
Pełna wersja wydarzeń jest już dostępna w 247. odcinku KRYMINATORIUM.
Inne głośne historie, o których musisz posłuchać: Marta del Castillo, awantura pod kinem „Mewa”.






