Szminkowy morderca | 240. SERYJNI

Tuż po wojnie w Chicago zaczął grasować tajemniczy i zuchwały zabójca. W mieszkaniu jednej z ofiar zostawił na ścianie napis wykonany czerwoną szminką. Prosił w nim o schwytanie, zanim z jego ręki zginą kolejne kobiety. Prasa nazwała go „szminkowym zabójcą”. Wkrótce policjanci zatrzymali nastolatka, którego oskarżyli o dokonanie tych potwornych zbrodni. Jako że długo nie przyznawał się on do winy – śledczy postanowili mu pomóc w powiedzeniu prawdy. I to za wszelką cenę…

 

Szminkowy zabójca – Josephine Ross

43-letnia Josephine Ross miała w swoim życiu trzech mężów. Z dwoma pierwszymi się rozwiodła. Trzeci zmarł przed kilkoma miesiącami. Kobieta od tego czasu toczyła prawdziwą batalię z firmą ubezpieczeniową o wypłatę pieniędzy po jego śmierci. Był tylko jeden problem. Polisa okazała się nieważna, ponieważ jej były mąż sfałszował dokumentację medyczną, ukrywając w papierach swoją śmiertelną chorobę. 

– Wdowa miała wielkie plany. Chciała otworzyć własną restaurację w Chicago, więc po odmowie wypłaty pieniędzy postanowiła znaleźć sobie nowe źródło utrzymania. I nie chodzi tu o pracę, bo ona nigdy nie pracowała i nie zamierzała tego faktu zmienić. Zamiast etatu, zaczęła wypatrywać męża numer cztery. – opowiada policjant

Idealnym kandydatem wydawał się być Oscar – kierowca ciężarówki, który właśnie otworzył swój pierwszy biznes, zakładając firmę transportową. Dobrze zarabiał, więc małżeństwo z nim kobieta traktowała jako szansę, której nie może zmarnować. Gdyby ten plan się nie powiódł – miała w zanadrzu jeszcze dwóch innych kawalerów. Nie mniej majętnych.

Mieszkała z dwiema córkami – 21-letnią Mary z pierwszego małżeństwa oraz 17-letnią Jaqueline z drugiego. We wtorek 5 czerwca 1945 roku ich matka, jak co dzień, wstała wcześnie rano. Zawsze przygotowywała im śniadanie oraz kanapki do pracy. Bo obie jej córki – w przeciwieństwie do matki – nie brzydziły się uczciwym zarobkowaniem na pełnym etacie. Gdy wyszły z domu koło godziny 9:00 – Josephine wróciła do łóżka. Uznała, że nie ma tego ranka nic ciekawszego do roboty. 

 

Historia z dzisiejszego odcinka miała miejsce w Chicago.

 

Podcięte gardło

Planowała wstać około południa, żeby przygotować obiad dla młodszej z córek, która zawsze przychodziła do domu w porze lunchu. I tak też było tego dnia, ale gdy tylko 17-latka otworzyła drzwi mieszkania – zdziwiła się, że nie wyczuła zapachu żadnej potrawy. Zamiast pełnego talerza – zastała w domu ogromny bałagan. Przewrócone krzesła, powysuwane szuflady z komody, gazety porozrzucane po całej podłodze w salonie. Tylko jedna myśl przyszła jej wtedy do głowy. Ktoś się do nich włamał. 

Przerażona dziewczyna zaczęła szukać swojej matki. Nie było jej w salonie. Ani w kuchni. W łazience też nie. Ale wanna wypełniona w jednej trzeciej czerwonawą wodą nie wróżyła niczego dobrego. Na wodzie wciąż unosiła się należąca do jej matki bielizna. Ostatnim pomieszczeniem do sprawdzenia była sypialnia. Tam Jaqueline dokonała makabrycznego odkrycia.

„Matka leżała martwa na swoim łóżku. Półnaga, rozciągnięta w niedwuznacznej pozie. Jej gardło zostało przecięte co najmniej kilka razy. Wokół głowy miała owiniętą czerwoną sukienkę. Wszystkie cztery ściany sypialni umazane były jej własną krwią. Podobnie jak podłoga, zasłony i meble”

Dziewczyna z krzykiem wybiegła na klatkę schodową. Zaalarmowani tym hałasem sąsiedzi natychmiast wezwali na miejsce policję. Przybyli na miejsce funkcjonariusze nie znaleźli żadnych odcisków palców, mogących należeć do sprawcy. Nie było śladów walki ani włamania. Okazało się również, że z mieszkanie nic nie zginęło. Brakowało jedynie kilku drobnych monet, które kobieta trzymała w szklanym naczyniu na komodzie.

 

Tajemniczy mężczyzna

Śledztwo rozpoczęto od przesłuchania sąsiadów. Świadkowie opisali nieznanego im mężczyznę, którego widzieli tego ranka w budynku. Sprawiał wrażenie, jakby kogoś szukał. Miał około 35 lat, może 40. Czarne włosy i śniadą skórę. 180 cm wzrostu i nie więcej niż 85 kg wagi. Nowy narzeczony ofiary nie pasował do tego opisu, ale również został przez detektywów sprawdzony. Oscar miał jednak żelazne alibi – był tego ranka poza Chicago. To nie on!

Po dwóch miesiącach śledztwo utknęło w martwym punkcie. Policja przyznała, że wciąż nie udało się ustalić ani tożsamości sprawcy, ani jego prawdziwego motywu. Oczywiście szef chicagowskiej policji zapewnił, że śledztwo będzie kontynuowane, ale z powodu braków kadrowych detektywi zajmujący się zabójstwem 43-letniej wdowy musieli zostać przeniesieni do świeższych spraw. Pół roku później o śmierci Josephine pamiętały już tylko jej dwie zrozpaczone córki.

Około 10 minut drogi spacerem od apartamentu pani Ross mieszkała 30-letnia Frances Brown. Drobna, brązowowłosa kobieta właśnie odeszła z armii, gdzie pracowała jako telegrafistka. Przeniosła się do prywatnej firmy na posadę sekretarki. Wynajęty pokój nr 611 na 6-tym piętrze kamienicy dzieliła ze swoją przyjaciółką. 

 

Szminkowy zabójca – Frances Brown

Kim był sprawca makabrycznych zbrodni z tego odcinka? fot. Wikipedia

10 grudnia 1945 roku wróciła do domu około 21:30. Czekał ją samotny wieczór, ponieważ jej współlokatorka wyjechała do narzeczonego. Gdy Frances wchodziła do budynku – portier poinformował ją, że godzinę wcześniej pytał o nią jakiś mężczyzna, którego nie znał. Miał nie więcej niż 40 lat. Ubrany był w ciemny płaszcz i jasny kapelusz. Gdy tylko usłyszał, że pani Brown nie ma –wyszedł bez słowa, nie zostawiając nawet swojego nazwiska.

30-latka nie wydawała się zaskoczona tym gościem. Portier odniósł nawet wrażenie, że się go spodziewała. Jednak tego wieczoru tajemniczy gość już się nie pojawił. A przynajmniej nie wszedł głównym wejściem. W swoim pokoju pani Brown zjadła kolację. Później zadzwoniła do matki, aby potwierdzić, że przyjedzie do niej na święta Bożego Narodzenia i zostanie do Nowego Roku. Po kąpieli położyła się spać.

Widok, jaki wtedy ujrzała prześladował ją później do końca życia.

W przeciwieństwie do 43-letniej wdowy, pani Brown została zabita strzałem w głowę z bliskiej odległości. Na framudze drzwi do łazienki znaleźli wielki czerwony odcisk palca. Choć jedynie fragmentaryczny i nieco rozmazany – był doskonale widoczny i prawdopodobnie należał do zabójcy. Ale na ścianie w salonie czekało na nich coś znacznie dziwniejszego i bardziej złowieszczego. Wyraźny napis wykonany czerwoną szminką ofiary był oczywistą wiadomością od mordercy. 

NA LITOŚĆ BOSKĄ! ZŁAPCIE MNIE ZANIM ZABIJĘ WIĘCEJ! NIE MOGĘ NAD SOBĄ ZAPANOWAĆ!

 

240. odcinek Kryminatorium jest już w internecie. Znajdź go w swojej ulubionej aplikacji z podcastami

 

Inne głośne historie, które mogą Cię zainteresować:

Amelia EarhartPam HuppLuis Garavito

 

 

Słuchaj podcastów na: