Zabójstwo Magdy Sobczak | 231. POLSKIE ZBRODNIE

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Śmierć nastoletniej córki bogatego łódzkiego przedsiębiorcy wywołała w roku 1962 prawdziwą lawinę plotek w całym mieście. Pojawiło się kilka teorii dotyczących motywu tej zbrodni, ale milicjanci nie byli w stanie ustalić tożsamości zabójcy. Śledztwo szybko utknęło w martwym punkcie. Na pierwszy znaczący przełom w sprawie jednej z najgłośniejszych i najbardziej tajemniczych zbrodni w powojennej historii Łodzi trzeba było czekać ponad dekadę.

 

 

Rodzina Sobczaków

– Stanisław Sobczak był osobą znaną w kręgach łódzkich przedsiębiorców. Posiadał małą, ale popularną w latach sześćdziesiątych fabrykę wyrobów czekoladowych, sygnowaną własnym nazwiskiem. Mieściła się przy ulicy Gdańskiej 101. Choć daleko mu było do bogactwa przedwojennych łódzkich fabrykantów – i tak uchodził w naszym mieście za człowieka bardzo majętnego. – relacjonuje milicjant

W czasie drugiej wojny światowej mieszkał w Warszawie, gdzie jak sam twierdził, utrzymywał się głównie z handlu. Do Łodzi przyjechał w roku 1945. Jego żona Maria nie pracowała, zajmując się domem. Mieli dwie córki – starszą Dorotę i młodszą, urodzoną już w Łodzi Magdalenę. O zamożności i pozycji Sobczaka świadczył między innymi fakt posiadania przez niego prywatnego samochodu osobowego marki Warszawa. Niewielu mogło się wówczas poszczycić podobnym luksusem.

W Łodzi Sobczakowie zamieszali na najwyższym piętrze kamienicy przy ulicy Piotrkowskiej 161. Opis ich luksusowego mieszkania przedstawił „Pitawal łódzki” autorstwa Adama Antczaka i Jarosława Warzechy. Potwierdzają to czarno-białe zdjęcia dołączone do akt przez łódzką prokuraturę:

„Do mieszkania numer 9 wchodziło się klatką schodową w lewej oficynie. Długi ciemny przedpokój ciągnął się równolegle do kuchni, spiżarni, dawnej służbówki, łazienki i ubikacji. Na końcu owego przedpokoju, na wprost drzwi wejściowych znajdował się duży pokój z narożnym oknem na podwórze. Dalej – w amfiladzie – drzwi do drugiego dużego pokoju z balkonem wychodzącym na ulice Piotrkowską.

Najmłodsza córka Stanisława bardzo różniła się od reszty członków swojej rodziny – co zgodnie potwierdzali wszyscy znajomi Sobczaków. 17-letnia Magda Sobczak była uczennicą X Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Konopnickiej w Łodzi. Bardzo dobrze się uczyła i miała jasno określone plany życiowe. Jako pierwsza z rodziny zamierzała pójść na studia.

 

Magda Sobczak

W przeciwieństwie do swojej starszej siostry, Magda Sobczak była niezwykle skromna i poważna. Nie lubiła wystawnych przyjęć rodzinnych. Gdy tylko mogła, unikała wypraw do drogich i modnych restauracji. Nie umawiała się z chłopcami. A co najważniejsze – nigdy nie demonstrowała swojego bogactwa.

Magda często odmawiała udziału w tradycyjnych wyprawach rodzinnych – organizowanych przez Sobczaków w weekendy lub święta. Swój wolny czas wolała poświęcić na naukę, co jej ojciec uważał za cechę godną podziwu. Nie inaczej było w wyjątkowo upalną Wielkanoc 1962 roku. Początkowo rodzina planowała spędzić Święta w Zakopanem. Jednak w ostatniej chwili Sobczakowie zmienili swoje plany. 20 kwietnia zapadła ostateczna decyzja. Stolicę polskich Tatr postanowili zamienić na stolicę Polski. 

Dwa dni później w niedzielę, po zjedzeniu wielkanocnego śniadania – Stanisław, Maria oraz ich starsza córka Dorota wyjechali do Warszawy. Magda została w domu. Oprócz nauki, miała także inne plany. 

– We wtorek rano, tuż po świętach – jeszcze przed powrotem rodziny – Magda miała pojechać ze swoim hufcem harcerskim na wycieczkę do podłódzkiego Lasu Wiączyńskiego. Przed wyjazdem matka ostrzegła ją, aby będąc już w lesie, niczego nie podnosiła z ziemi. Grzybiarze wciąż natrafiali tam na niewypały z czasu drugiej wojny światowej, więc obawy kobiety były jak najbardziej uzasadnione. – relacjonuje milicjant

 

Magda Sobczak została w domu

Po wyjeździe Sobczaków Magda pogrążyła się w lekturze swojej ulubionej powieści. Około godziny 16:00 nastolatka zadzwoniła do swojej najbliższej koleżanki – mieszkającej po sąsiedzku Anny. Nie dała się jej jednak namówić na wspólne oglądanie meczu koszykówki w łódzkiej Hali Sportowej. Tłumaczyła to brakiem czasu z powodu nadmiaru nauki. Przyjaciółki umówiły się jednak na wyjazd do lasu po świętach. We wtorek o godzinie 7:00 rano Magda miała czekać na Annę tuż przed kamienicą, w której mieszkali Sobczakowie – na rogu Piotrkowskiej i Mickiewicza.

Zanim tego poranka Anna wyszła z domu, postanowiła zadzwonić do swojej koleżanki. Chciała, aby ta zabrała ze sobą aparat fotograficzny. Telefon Sobczaków uparcie dzwonił, ale nikt nie podniósł słuchawki. Kiedy dziewczyna zjawiła się przed kamienicą, Magdy nigdzie nie było. Czyżby zaspała? Anna postanowiła ją czym prędzej obudzić. Długo pukała i dzwoniła do drzwi mieszkania numer 9. Nikt ich jednak nie otworzył, a za nimi panowała głucha cisza. 

Zdaniem nastolatki wszystko wskazywało na to, że Magdy Sobczak nie było już w domu. I że z jakiegoś powodu wyszła z niego wcześniej niż się umówiły. Anna nie zaniepokoiła się tym faktem. A gdy po dotarciu do lasu, nie zastała tam swojej przyjaciółki i sąsiadki – pomyślała po prostu, że Magda w ostatniej chwili zmieniła swoje plany. Być może uczyła się całą noc i rano postanowiła się wyspać.

Nieco ponad 13 godzin później do domu wrócili z Warszawy Sobczakowie. Stanisław zaparkował samochód na podwórzu sąsiedniej kamienicy, gdzie mieścił się jego garaż. 15 minut później razem z żoną i starszą córką weszli schodami na trzecie piętro. Od razu zauważyli stojące w kącie dwie butelki mleka. Pracownicy miejscowej mleczarni przywozili je każdego ranka w dni robocze. Ale dlaczego ich córka wciąż nie zabrała ich do środka – mimo że zegar wskazywał już godzinę wpół do dziewiątej wieczorem?

 

Miejsce zbrodni

Pytanie nie znalazło swojej odpowiedzi, podobnie jak to, dlaczego pomimo głośnego dzwonka przy drzwiach, Magda wciąż im nie otwierała. Maria próbowała wytłumaczyć nastoletnią córkę. Pewnie brała kąpiel i nie słyszała, że już wrócili.

„Stanisław otworzył drzwi wejściowe własnym kluczem. Wszyscy weszli do przedpokoju, w którym paliło się światło. W mieszkaniu panowała cisza. Drzwi do dużego pokoju były lekko uchylone. Tuż przy nich, na podłodze obok małego stolika leżały kawałki potłuczonego wazonu. Przechodząc przez kolejne pomieszczenie zauważyli, że jedno z czterech krzeseł przy głównym stole jadalni było przewrócone” – mówi matka

Nieco dalej, na podwiniętym dywanie leżała na plecach Magda. Choć wszyscy zaczęli ją wołać – nastolatka nie poruszyła się. Nie otworzyła nawet zamkniętych oczu. Matka podbiegła do niej i dotknęła jej nóg. Były zimne. Twarz i piersi dziewczyny były zasłonięte dużą poduszką, spod której wystawał rozpięty szlafrok Magdy – niebieski, w białe grochy.

Choć w domu Sobczaków znajdował się telefon, Stanisław był w tak wielkim szoku, że zamiast z niego skorzystać, natychmiast zbiegł do sąsiadów piętro niżej. I to właśnie ich poprosił o pilne wezwanie pogotowia i milicji. Pierwszy w mieszkaniu numer 9 zjawił się lekarz. 

Zanim jeszcze dotknął ciała 17-latki, oznajmił zrozpaczonej rodzinie, że dziewczyna nie żyje co najmniej od kilku godzin. Gdy zdjął z niej poduszkę – potrafił już podać prawdopodobną przyczynę jej śmierci. Magda Sobczak miała wbity w pierś kuchenny nóż. Przybyli na miejsce milicjanci potwierdzili, że najmłodsza córka Sobczaków została brutalnie zamordowana.

 

***

Na miejscu zbrodni milicyjni śledczy znaleźli kilkadziesiąt odcisków palców. Większość z nich należała do domowników. Kilka pozostałych do gości niedzielnego śniadania u rodziny Sobczaków, czyli pewnej emerytowanej aktorki oraz znanego w mieście doktora. Kto stoi za morderstwem Magdy Sobczak?

Odpowiedź kryje 231. odcinek Kryminatorium. Jest już na Spotify i w innych aplikacjach do słuchania podcastów.

 

Inne głośne zbrodnie z Polski:

Szaleniec z karabinem z legnickiej kamienicy

Podobne morderstwa seniorek w Lubelskiem

Czaił się w zaroślach obok torów

Słuchaj podcastów na: